Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Załamanie demokracji zdarzyło się w kilku państwach świata. Zdarzyło się też w Polsce. Co za straszny, historyczny pech, że rządzą nami politycy Prawa i Sprawiedliwości i ich prawicowi towarzysze. Butni, kłamliwi, chciwi panowania. Do tego układu dołączył również Kościół katolicki. Żeby mieć alibi dla swojej destrukcyjnej wizji państwa, PiS wciągnął w nią różne grupy społeczne. Najpotężniejszym, mrocznym jej kierunkowskazem stała się TVP. To właśnie ten narodowy nadawca istotnie okaleczył etyczność wielu swoich odbiorców. Ciągle pojawia się w tym kontekście refleksja, dlaczego w 2019 r. zginął Paweł Adamowicz, prezydent Gdańska. Dlaczego w 2017 r. „szary człowiek” Piotr Szczęsny, dokonał na znak protestu aktu samospalenia.

PiS elit nie lubi, tworzy własne

PiS od samego początku swojej władzy nie znosił przedstawicieli elit. Politycy pastwili się nad nauką, instytucjami kultury, artystami, każdym, kto włączał wiedzę i wrażliwość społeczną, reprezentował wybitną postawę moralną. Żeby ostro zamanifestować swoją nienawiść do postępu, nauki i rozumienia sprawiedliwości, zastosowali język ataku, zwulgaryzowali go.

Szczególne "osiągnięcia " w tej dziedzinie mają Brudziński, Pawłowicz i Tarczyński. Pomagał (pomaga) dziennikarz Rafał Ziemkiewicz ze swoimi medialnymi kolegami. I zapewne wszyscy oni pozostawali (i pozostają) w niezmąconym przeświadczeniu, że oto tworzą wraz z Jarosławem Kaczyńskim i Tadeuszem Rydzykiem najprawdziwszą historię Polski do nowych, wiekopomnych podręczników.

Właśnie dołączył do nich wykonawca woli prezesa, pan Przemysław Czarnek, aktualny minister edukacji i nauki, płomienny mówca na marszu ONR (2018), naukowiec lżący kobiety, zwolennik kar cielesnych dla dzieci, nienawistnik wobec osób nieheteronormatywnych. Biorąc pod uwagę przejęcie kontroli edukacji od przedszkola do szkół wyższych przez jednego człowieka (i ministerstwo), stoimy nad przepaścią.

Gdzie byliśmy my, Polacy, kiedy PiS łapczywie pożerał państwo obywatelskie, zatruwał nieprawdą nasze umysły, śmiał się z nas do rozpuku? Może część z nas niewłaściwie przyjęła słowo „godność”, karierowicze uznali wszelkie transakcje z PiS-em jako niepowtarzalną przygodę bogacenia się, jeszcze inni stali się konformistami.

Ale mimo to od początku protestowaliśmy z nadzieją na pokonanie zakleszczającej nas wrogości. Machina siły się rozpędzała. Wydawało się, że pozostaje tylko „nasza mała stabilizacja” jako jedyne wyjście. A jednak w październiku 2020 r. się zerwaliśmy. Znowu stanęło na ulicach mnóstwo ludzi, często pokonując wstyd za wcześniejsze poparcie dla PiS-u. Ale ten protest to przede wszystkim narodowy sprzeciw wobec antykobiecego, niehumanitarnego wyroku tzw. Trybunału Konstytucyjnego w kwestii (wyboru) prawa do aborcji.

W szkołach znów dramatyczna pustka

Kiedy od 2015 r. polskie instytucje, a szczególnie sądy, były miażdżone z jakimś niesłychanym obłędem, coś wzbierało. Czekaliśmy na siebie my, Polacy, ale PiS ciągle przeszkadzał się zjednoczyć. Nawet pandemia, wielka międzynarodowa katastrofa nas podzieliła – niektórzy zgodzili się z rządzącymi, że podczas wyborczego lata wirus przestał istnieć.

Ocknęliśmy się znowu i po raz kolejny staramy uprzytomnić sobie, że epidemia, edukacja, sądownictwo, szacunek, wielokulturowość to wyzwania i potrzeba dla naszych wzajemnych relacji i ochrony tych wartości. Bo dotąd mamy do czynienia z nieustającą manipulacją na poziomie politykierstwa, czego skutkiem jest postępująca katastrofa. Od marca słuchamy rządowych komunikatów w sprawie ochrony przed pandemią oderwanych od stanu rzeczywistości, wiedzy lekarzy i obliczeń naukowców. Walka władzy z koronawirusem wyraźnie rywalizuje z pomysłem jednoczesnego tworzenia katolicko-patriarchalnej potęgi państwa PiS.

Jakże w Polsce trudno teraz o poczucie bezpieczeństwa, a co dopiero o zorganizowaną strukturalnie i jakościowo wspólnotę. Szkoły funkcjonują jak łódeczki na falach. Służba zdrowia to heroizm poszczególnych szpitali i ratowników. Psychiatria dla dzieci i młodzieży staje się pustynią lęku. Instytucje kultury, artyści zmuszeni są prosić o wsparcie bogate ministerstwo. Poszczególne branże przestają istnieć.

A nowy minister edukacji Przemysław Czarnek, którego od początku nie zaaprobowało środowisko szkolne i akademickie za podły, polityczny żargon, atakuje ludzi za prawo do własnej tożsamości, własnego sumienia i autonomii. Widać władzę mocno rozgrzewa koncept przyszłej szkoły Prawa i Sprawiedliwości i „niezłomnych” uczniów, skoro powołał takiego reprezentanta edukacji. Ale wszystko, co PiS i nacjonalistyczna prawica uczynili obywatelom, na pewno nie zostanie zapomniane.

W szkołach znowu dramatyczna pustka. Żadna kamerka, platformy, aplikacje - Zoom, Teams, dziennik elektroniczny - nie wejdą w twórczy kontakt z uczennicami i uczniami. Kiedy wakacje kusiły, można było wiele rzeczy uczynić prawdopodobnymi. Można było zorganizować plan elastycznej, stacjonarnej nauki. Tak jak w Europie Zachodniej, również zmagającej się z wirusem i izolacją. Można było wpłynąć na społeczeństwo w taki sposób, aby pomogło swoją odpowiedzialnością wrócić wszystkim do szkół, na uczelnie. Można było edukować i pozytywnie wpływać na postawy i zachowania ludzi właśnie w imię solidarności z dziećmi i młodzieżą. Można było dać im w tym koszmarze rzeczywiste doświadczenie siebie i szerszy wymiar edukacji. Nic nie zastąpi rozmowy z uczennicą i uczniem w szkole.

Na razie naszą polska agorą edukacji jest ulica. Co z tego wyniknie?

Czekamy na Wasze listy, opinie, komentarze: listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.