Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

– Legalna aborcja bez kompromisów – takie jest życzenie społeczne. Będziemy więc zbierać podpisy pod projektem w tej sprawie. Aborcja stała się w ostatnich tygodniach symbolem wolności w Polsce. Bardzo się z tego cieszę – powiedziała podczas czwartkowej konferencji prasowej Marta Lempart z Ogólnopolskiego Strajku Kobiet.

Lempart stanie na czele Komitetu "Legalna aborcja bez kompromisów", który przygotuje obywatelski projekt ustawy liberalizującej dostęp do aborcji i będzie odpowiadał za zbiórkę podpisów pod tą propozycją. 

W skład komitetu wchodzą m.in.: OSK, Federacja na Rzecz Kobiet i Planowania Rodziny, Aborcyjny Dream Team, Łódzkie Dziewuchy Dziewuchom, Centrum Praw Kobiet oraz posłanki Lewicy: Wanda Nowicka, Monika Falej, Joanna Scheuring-Wielgus, Joanna Senyszyn, Magdalena Biejat, Marcelina Zawisza, Katarzyna Kotula.

O tym, że projekt powstanie, wiadomo od końca października. Nową inicjatywę ułatwiającą dostęp do legalnej aborcji posłanki Lewicy zapowiedziały tuż po wyroku Trybunału Konstytucyjnego, który 22 października orzekł, że niezgodna z konstytucją jest aborcja z powodu ciężkiej lub śmiertelnej wady płodu. 

– Dzisiejsze prawo jest odpowiedzialne za wielkie krzywdy społeczne. Wielokrotnie widziałam to z bliska jako prawniczka pomagająca klientkom, którym odmawia się legalnej aborcji – mówiła Kamila Ferenc z Federacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny. – Chcemy zagwarantować prawo, które będzie chroniło zdrowie i dawało szczęście kobietom – dodała. 

Komitet jeszcze nie pokazał projektu. – Prace nad jego zapisami trwają – tłumaczyła Ferenc. Zapowiedziała jednak, że znajdą się w nim zapisy dotyczące liberalizacji w dostępie do aborcji, dekryminalizacja aborcji oraz ochrony zdrowia reprodukcyjnego kobiet.

Obecnie art. 152 kodeksu karnego zakłada karę do trzech lat więzienia za wykonanie aborcji, udzielenie pomocy w jej wykonaniu albo za nakłanianie do aborcji. 

Poprzedni projekt ustawy liberalizującej prawo aborcyjne Lewica złożyła w Sejmie na początku roku. Do dziś jest parlamentarnej zamrażarce.

Projekt "Ustawy o bezpiecznym przerywaniu ciąży oraz o edukacji o zdrowiu i seksualności" zakłada finansowaną z budżetu państwa aborcję na życzenie do końca 12. tygodnia ciąży. Do przerwania ciąży będzie mieć prawo każda kobieta, która ukończyła 15 lat. 

Mówi też, że jeżeli jednak istnieje prawdopodobieństwo ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej życiu, to okres na przeprowadzenie aborcji będzie wydłużony do 24. tygodnia ciąży. W przypadku, gdy ciąża jest wynikiem gwałtu, aborcja ma być legalna do 18. tygodnia. Zabieg ma być przeprowadzony nie później niż 72 godziny od wyrażenia zgody przez kobietę.

W każdym momencie ciąży aborcja ma być dozwolona, jeśli płód nie ma szans na przeżycie.

– To nie będzie ten sam projekt, ale będzie w tym samym duchu – podkreślała Ferenc. – Osoby na początku ciąży będą mogły swobodnie ją przerwać. Ale kobieta i lekarz muszą mieć prawo do aborcji w sytuacji zagrożenia zdrowia lub życia kobiety nawet na późnym etapie. Dziś też można przerwać ciążę na późnym, nieokreślonym w prawie etapie, jeśli zagraża to życiu lub zdrowiu kobiety. Nasz projekt nic w tym zakresie nie zmieni – tłumaczyła prawniczka.

– Projekty obywatelskie muszą być procedowane, kiedy więc zbierzemy podpisy, możemy mieć pewność, że Sejm zajmie się tą inicjatywą – podkreśla Katarzyna Kotula z Lewicy.

Podczas konferencji Natalia Broniarczyk z inicjatywy Aborcyjny Dream Team podała, że z pomocy ADT i inicjatywy Aborcja bez Granic w ciągu ostatnich 11 miesięcy skorzystało  230 kobiet z Polski, które na zabieg usunięcia ciąży wyjechały m.in. do Niemiec, Belgii, Anglii i Hiszpanii oraz Holandii. – Były to osoby w 14., 15., 16., ale też w 28. i 29. tygodniu ciąży. Dlatego, że nasze państwo jest z kartonu i nie działa. Ale aborcja jest. W domach i za granicą – powiedziała Broniarczyk. 

Poparcie dla aborcji

Jak pisała niedawno w "Wyborczej" Agnieszka Kublik, w Polsce od lat jest wysokie poparcie dla prawa do aborcji w przypadku zagrożenia życia (86 proc., dane za CBOS z października 2016 r.) lub zdrowia matki (77 proc.), przestępstwa (79 proc.) i uszkodzenia płodu (60 proc.).

Inaczej wygląda sytuacja w przypadku aborcji na życzenie. Z roku na rok poparcie spadało, w marcu 2016 r. wyniosło 14 proc. Nastroje odmieniły się jesienią 2016 r., po „czarnych protestach”, kiedy PiS próbował zaostrzyć przepisy. Wtedy wedle sondaży CBOS akceptacja dla prawa do aborcji ze względu na sytuację kobiety wzrosła do 20 proc. I rosła nadal. Wiosną zeszłego roku pisaliśmy, że właśnie za konserwatywnych rządów PiS w Polsce urosło poparcie dla prawa do aborcji na żądanie. Wtedy w sondażu Kantar dla „Wyborczej” 58 proc. badanych uważało, że „kobiety powinny mieć prawo do aborcji na żądanie do 12. tygodnia ciąży”. Przeciwnego zdania było tylko 35 proc. respondentów. Jedyną dużą grupą, która nie popierała prawa do aborcji, byli wyborcy PiS – choć nawet wśród nich aż 33 proc. jest za (59 proc. przeciw).

Teraz wśród wszystkich Polek i Polaków 22 proc. popiera aborcję na żądanie (do 12. tygodnia ciąży). W tej grupie są też wyborcy PiS. Generalnie tylko 11 proc. chciałoby całkowitego zakazu aborcji. Większość badanych – 62 proc. – dopuszcza ją tylko w określonych przypadkach.

To jednak oznacza, że przytłaczająca większość badanych – bo 84 proc. – jest za możliwością przerywania ciąży.

Poprzednie projekty liberalizujące prawo aborcyjne

23 września 2016 r. rządząca większość odrzuciła w Sejmie obywatelski projekt ustawy komitetu Ratujmy Kobiety liberalizujący prawo aborcyjne. Podpisało się pod nim 215 tys. osób. W zbiórce brały udział m.in.: Dziewuchy Dziewuchom, Centrum Praw Kobiet, Protest Kobiet, fundacja Feminoteka. Pełnomocniczką komitetu była Barbara Nowacka.

Jednocześnie posłowie do dalszych prac skierowali obywatelski projekt stowarzyszenia Ordo Iuris i komitetu Stop Aborcji, pod którym podpisało się ok. 450 tys. osób. Przewidywał całkowity zakaz aborcji, nawet gdy ciąża jest wynikiem gwałtu, gdy zagraża zdrowiu i życiu kobiety lub gdy płód jest uszkodzony (na to pozwala obecne prawo). Za aborcję groziłaby kara do pięciu lat więzienia.

W 2018 r. projekt liberalizacji prawa spotkał w Sejmie podobny los – posłowie odrzucili w pierwszym czytaniu obywatelski projekt ustawy Ratujmy Kobiety liberalizujący prawo aborcyjne. Skierował natomiast do dalszych prac projekt Zatrzymaj Aborcję zaostrzający przepisy.

Piszcie: listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.