Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

W ostatnich dniach na ulicach polskich miast doszło do kolejnych protestów. To już nie tylko strajk kobiet, ale również sprzeciw przedsiębiorców, którzy nie otrzymując adekwatnej pomocy od państwa, bankrutują przez lockdown, oraz bunt młodych, którzy przyszli na wydarzenie „Usłyszcie nas! MAMY DOŚĆ”, by zaprotestować przeciwko działaniom władzy. Ci wszyscy niezadowoleni wychodzą na ulice, by wyrazić swój sprzeciw w zgromadzeniach spontanicznych, czyli takich, które mogą odbywać się w związku z zaistniałym nagłym i niemożliwym do wcześniejszego przewidzenia wydarzeniem związanym ze sferą publiczną zdefiniowanym w art. 3 ust. 2 ustawy z dnia 24 lipca 2015 r. Prawo o zgromadzeniach.

Przez dwa ostatnie tygodnie pomimo trwania pandemii spontaniczne zgromadzenia - zwłaszcza te organizowane przez Strajk Kobiet – zasadniczo nie były zakłócane przez policję. Zmiana nastąpiła w ostatni piątek, gdy policja w kilku miastach rozpoczęła legitymowanie gromadzących się, otaczając ich kordonem policyjnych wozów i wzywając zgromadzonych do rozejścia się.

Naciski poszły z góry

Policjanci, legitymując i wręczając mandaty, nie ukrywali, że zmiana w ich zachowaniu nastąpiła po wydaniu rozkazu przez kogoś z góry. Wobec protestujących zapowiadali wnioski o ukaranie, twierdząc, że doszło do popełnienia wykroczenia, o którym mowa w art. 54 kodeksu wykroczeń, tj. wykroczenia przeciwko przepisom porządkowym o zachowaniu się w miejscach publicznych, w tym wypadku wskazując jako podstawę prawną § 28 ust. 1 rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 9 października 2020 r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii.

Osoby, wobec których wnioski takie zostały lub zostaną skierowane, będą musiały podjąć decyzję, jak się zachować przed sądem, czy przyznać się do winy, czy też dowodzić swojej niewinności. Do podjęcia takiej decyzji niezbędna jest znajomość obowiązujących w tym zakresie przepisów prawa oraz świadomość, czy policja działała zgodnie z prawem. Aby odpowiedzieć sobie na pytanie, czy w epidemii zgromadzenia spontaniczne mogą odbywać się legalnie i czy obywatele mogą w nich uczestniczyć, ma służyć niniejszy przewodnik po zagmatwanych przepisach.

 Należy rozpocząć od przytoczenia przepisów konstytucji, której art. 31 ust. 3 stanowi, że ograniczenia nakładane przez władze na obywateli w zakresie korzystania przez nich z konstytucyjnych wolności i praw nie mogą naruszać istoty tych praw. Prawo obywateli do zgromadzeń wynika z art. 57 konstytucji. Szczegółowo zaś prawa obywateli do gromadzenia się, w tym uczestniczenia w zgromadzeniach spontanicznych, określa ustawa o zgromadzeniach.

Całkowity zakaz możliwości organizowania zgromadzeń spontanicznych niewątpliwie naruszałby istotę tego prawa, więc już z samego tego faktu taki zakaz jest nielegalny.

Ograniczenie wolności może określać jedynie ustawa

Kolejną kwestią jest wynikający z konstytucji wymóg, aby wszelkiego rodzaju ograniczenia praw obywateli, a zatem także ograniczenia w zakresie prawa do organizowania i udziału w zgromadzeniach (jak pisaliśmy, całkowite ograniczenie tego prawa nie jest możliwe) były ustanawiane tylko w formie ustawy. Żadna zaś ustawa ograniczająca prawa do zgromadzeń nie została do dziś uchwalona. Policja, kierując wnioski o ukaranie do sądu, twierdzi, że protestujący naruszają przepisy porządkowe rozporządzenia Rady Ministrów, czyli aktu prawnego niższego rzędu niż ustawa, który takich regulacji wprowadzać nie może. Jak wskazało Stowarzyszenie Sędziów "Themis" w opublikowanym na stronie internetowej stowarzyszenia oświadczeniu: „Każdemu zapewnia się wolność organizowania pokojowych zgromadzeń i uczestniczenia w nich. Ograniczenie tej wolności może określać jedynie ustawa. Takiej ustawy, z powodów znanych jedynie rządzącym, do chwili obecnej nie ma”.

Ponadto należy mieć na uwadze – co policja zdaje się bezpodstawnie pomijać – że przytoczony wcześniej art. 57 konstytucji przewiduje dwa niezależne od siebie uprawnienia obywateli: prawo do wolności organizowania zgromadzeń oraz prawo do uczestniczenia w zgromadzeniach. Paragraf 28 § 1 rozporządzenia RM odwołuje się zaś wyłącznie do zakazu organizowania zgromadzeń. Co za tym idzie, abstrahując od tego, czy taki zakaz byłby legalny, uczestnictwo w zgromadzeniu nie zostało w przepisach rozporządzenia zakazane.

Policja nie ma zatem podstaw do legitymowania i wystawiania mandatów za to, że ktoś uczestniczy w zgromadzeniu spontanicznym.

Podkreślić równocześnie należy, że ustanowione w konstytucji prawo do organizowania zgromadzeń i uczestniczenia w nich jest uprawnieniem obywatela o wyjątkowym charakterze i znaczeniu. Wyjątkowym, dlatego że konstytucja nie przewidziała dla ustawodawcy uprawnienia do ograniczenia tego prawa nawet w stanie klęski żywiołowej (art. 233 ust. 3 konstytucji).

Konstytucjonaliści wyprowadzają z konstytucyjnej gwarancji wolności zgromadzeń nawet prawo do ochrony ze strony państwa bądź innych władz publicznych (por. "Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej. Komentarz. Tom II", wyd. II pod red. L. Garlickiego i M. Zubika). Zatem prawidłowo zadane pytanie nie powinno brzmieć, czy protestujący mieli prawo się zgromadzić, tylko czy protestujący byli w czasie piątkowych wydarzeń prawidłowo chronieni przez państwo oraz prawidłowo informowani o przysługujących im prawach i obowiązkach?

To policja sama narusza prawo

Brak upoważnienia konstytucyjnego to nie jedyna wspomnianego rozporządzenia RM, w którym jako podstawę prawną ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii wskazano przepisy art. 46a i art. 46b pkt 1-6 i 8-12 ustawy o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi. Zgodnie z artykułem 46 ust. 4 tej ustawy w rozporządzeniu ogłaszającym stan epidemii minister zdrowia może ustanowić zakaz organizowania widowisk i innych zgromadzeń ludności. Natomiast art. 46b ustawy upoważnia Radę Ministrów do wydawania rozporządzeń w przypadku wystąpienia stanu epidemii i stanowi, że Rada Ministrów może ustanawiać ograniczenia, obowiązki i nakazy określone w art. 46 ust. 4 ustawy o chorobach zakaźnych. Przepis nie przewiduje zatem dla Rady Ministrów uprawnienia do wydawania zakazów z art. 46 ust. 4 ustawy, a więc zakazu organizowania widowisk i innych zgromadzeń ludności. Co za tym idzie, Rada Ministrów, nie ma upoważnienia ustawowego do ustanowienia w rozporządzeniach wydawanych w czasie epidemii zakazu organizowania i udziału w zgromadzeniach (abstrahując od tego, że wprowadzanie tego rodzaju ograniczeń i zakazów w rozporządzeniach byłoby niezgodne z konstytucją).

W konsekwencji wszystko wskazuje na to, że to policja, wzywając do rozejścia się osób uczestniczących w zgromadzeniach spontanicznych, sama narusza prawo, powołuje się bowiem na zakazy, których rozporządzenie nie zawiera (jeżeli chodzi o uczestnictwo w zgromadzeniu), a nadto na przepisy rozporządzenia uchwalone w sposób niezgodny z konstytucja, jak i ustawą.

W przypadku skierowania przez policję wniosków o ukaranie wylegitymowanych osób sądy rozpatrujące sprawy obywateli uprawnione będą do przeprowadzenia tzw. rozproszonej kontroli konstytucyjnej. Będą więc badać, czy przepisy rozporządzenia są zgodne z konstytucją. W sytuacji zaś stwierdzenia, że przepisy, na które powołuje się policja naruszają ustawę zasadniczą, powinny wydawać wyroki uniewinniające.

W dotychczasowych spontanicznych zgromadzeniach, których przeprowadzenie policja uniemożliwiała, nie nadużywano przemocy. Jednak policja w inny sposób starała się utrudnić życie protestującym, pozbawiając ich konstytucyjnego prawa do organizowania zgromadzeń  i udziału w nich. Mianowicie grozili zarekwirowaniem bądź rekwirowali sprzęt nagłaśniający, powołując się na art. 156 & 1 ustawy Prawo ochrony środowiska, zgodnie z którym zabrania się m.in. używania urządzeń nagłaśniających na publicznie dostępnych terenach miast. Podejmując takie działania, policja zapomina jednak, że zgodnie z art. 156 & 2 zakaz nie dotyczy legalnych zgromadzeń. Odbywanie spontanicznych zgromadzeń nadal jest legalne, a zatem w ich trakcie uprawnione jest używanie urządzeń nagłaśniających.

Prawem obywatela jest znajomość swoich praw, prawo do powoływania się na nie i prawo do protestu, by jego prawa nie były w sposób bezprawny ograniczane.

 Kończąc, nie sposób nie zauważyć, że do podobnych incydentów z udziałem policji nie dochodziło (a jeśli, to były to przypadki jednostkowe) w czasie dwutygodniowej fali protestów, które miały miejsce bezpośrednio po ogłoszeniu wyroku przez Trybunał Konstytucyjny, chociaż rozporządzenie RM z dnia 9 października 2020 r. już wtedy obowiązywało. To jak to jest - raz zgromadzenia spontaniczne w czasie epidemii są legalne, a raz nielegalne? I kto o tym decyduje?

adw. Jacek Dubois, adw. Agata Plichta-Trzonkowska

Śródtytuły pochodzą od redakcji

Piszcie: listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.