Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Od roku mieszkam za granica, od wielu lat planuję apostazję. Teraz – po filmach Sekielskich, kolejnych skandalicznych wypowiedziach biskupów, nazywaniu Franciszka "lewakiem" w ramach obelgi, cieplutkiej emeryturki Głódzia i innych równie uroczych panów – przypiliło mnie z tym tematem.

Jednak Kościół katolicki w Polsce wciąż nakazuje udać się osobiście w kilka miejsc, wyciągnąć papiery, złożyć papiery, wysłać, podstemplować, potwierdzić...

Może w dobie koronawirusa i ograniczeń wprowadziliby jakieś e-formy?

Czy zmuszanie niewierzących do kontaktów z księżmi, którzy często negują fakt pandemii i nie stosują środków bezpieczeństwa, nie jest narażaniem ludzi? Dlaczego nie mogę NIC w tej kwestii załatwić online?

Oczywiście zdaję sobie sprawę, że KK będzie piętrzył utrudnienia na drodze do wolności. Do tego nigdy mnie nie wykreśli ze swoich ksiąg, co uważam za łamanie praw człowieka.

Czy ktokolwiek w starciu z Lewiatanem chociaż się za mną wstawi?

Małgorzata

Piszcie:listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.