Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Nieco ponad miesiąc temu stanęliśmy z żoną przed bolesnym wyborem. Ciąża, która była wynikiem dwóch lat leczenia i starań, została przerwana w 15. tygodniu. Jakkolwiek drastycznie to brzmi, ale kobiety w UK mają możliwość zobaczenia ubranych zwłok dziecka umieszczonych w malutkim koszyczku obszytym wełną. Fundacja wspierająca matki dostarcza atrament i kartkę do odbicia stópek, a nieoficjalny akt zgonu dziecka sprawia, że rodzice mają świadomość, że ono istniało.

To jest bardzo bolesne przeżycie, więc szpital, w którym doszło do zabiegu, zajął się za nas organizacją kremacji. Pastorka, która prowadziła ceremonię, nie oceniała, tylko pomagała nam zamknąć ten rozdział i się pożegnać.

Można rodzić po ludzku. Można dokonać aborcji po ludzku. Trzeba tylko być człowiekiem.

Wraz z żoną czekamy na wieści z Polski z obawą, złością, poczuciem niemocy wymieszanej z żałobą po stracie.

Jako człowiek, który (pomimo wszelkich starań systemu, aby złagodzić cierpienie) przeszedł przez piekło wraz z kobietą, którą kocha, uważam, że należy strajkować. Należy być nieugiętym i walczyć o swoje prawa.

Życie jest wystarczająco ciężkie i pełne cierpienia, a żadne dodatkowe trudności nikomu nie pomogą. Niepotrzebne cierpienie, którego można uniknąć, nikogo nie uszlachetnia.

Mariusz

 Czekamy na Wasze listy:listy@wyborcza.pl

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.