Od lat systematycznie odmawia nam się godnego leczenia, in vitro i cesarek, a obecnie po wyroku TK odmawia nam się godnego i przede wszystkim bezpiecznego zachodzenia w ciążę. Bo która kobieta zdecyduje się na ten krok, wiedząc, że w razie zagrożenia zostanie całkiem sama?
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Długo zastanawiałam się, czy napisać do Państwa, bo mogłoby się wydawać, że w obliczu ostatnich wydarzeń związanych z orzeczeniem Trybunału Konstytucyjnego w sprawie zaostrzenia prawa aborcyjnego powiedziano już wszystko. A na pewno dużo. Czasem za dużo.

Ale jeden punkt widzenia jeszcze nie został poruszony i na tym w pierwszej kolejności chciałabym się skupić. Mianowicie ten należący do kobiet zmagających się z chorobami ginekologicznymi.

Tylko puste frazesy

Mam 38 lat, od kilkunastu co najmniej choruję na endometriozę IV – najwyższego stopnia zaawansowania. Od trzech lat o tym wiem – wcześniej latami odbijałam się od coraz to nowych lekarzy, którzy zawsze insynuowali mi, że symuluję, że kobieta musi pocierpieć, że jak urodzę, to mi przejdzie. Z tym że moja choroba skutecznie blokuje możliwości zajścia w ciążę i donoszenia jej.

Ciąża w moim przypadku jest też obarczona wysokim ryzykiem powikłań, a z racji dodatkowo wieku także wadami płodu. Takich kobiet jak ja są w Polsce dziesiątki tysięcy. Od lat systematycznie odmawia nam się godnego leczenia, in vitro i cesarek, a obecnie po  wyroku TK odmawia nam się godnego i przede wszystkim bezpiecznego zachodzenia w ciążę. Bo która kobieta zdecyduje się na ten krok, wiedząc, że w razie zagrożenia zostanie całkiem sama?

W imię czego ta decyzja o zaostrzeniu już i tak trudnej sytuacji polskich kobiet? Wewnętrznych, politycznych rozgrywek i zachowania własnego elektoratu, którego “wiedza” – tu celowo używam cudzysłowu – opiera się na ambonowych zabobonach i propagandowej telewizji. Na opiniach i ocenie ludzi, którzy albo nigdy nie zakładali rodzin, albo nie rodzili, albo nigdy nie mieli do czynienia z ludźmi z niepełnosprawnościami, którym tak po drodze z udokumentowaną wiedzą medyczną jak zapędom dyktatorskim z ustrojem demokratycznym.

Państwo, próbując ratować zaognioną do granic możliwości sytuację, wyciera sobie gęby pustymi frazesami o wsparciu matek rodzących i wychowujących dzieci z niepełnosprawnościami, a prawda jest taka, że nie potrafi zaopiekować się tymi, którzy już na tym świecie są, i żeby nie oglądać ich protestujących przeciwko niegodnym warunkom bytowym w Sejmie – posłowie gaszą światło na korytarzach.

Jak państwo może mi obiecywać, że zaopiekuje się moją zagrożoną ciążą i wesprze w wychowywaniu dziecka z niepełnosprawnością, jeśli nie potrafi nawet zapewnić nam - kobietom cierpiącym z powodu chorób ginekologicznych – godnego, skutecznego i bezpłatnego leczenia?

Choroba przewlekła, nawet jeśli nie jest śmiertelna, chwieje całym życiem, burzy spokój i skutecznie niszczy ludzką psychikę. Przymuszanie nas do jeszcze większych poświęceń i dramatów, oprócz tych, którymi już obarczyło nas życie i z którymi codziennie musimy się zmagać, jest po prostu nieludzkie.

Wracając do żyjących już w tym kraju osób z niepełnosprawnościami – nikt, łącznie z rodzinami dzieci wymagających 24-godzinnej opieki – nie wierzy już chyba we frazesy wygłaszane co rusz przez rządzących o powadze tematu i wszechobecnym wsparciu. A to z prostego powodu – dla państwa to po prostu nieopłacalne: osoby z trwałą i zaawansowaną niepełnosprawnością wymagają ogromnych nakładów finansowych i nigdy nie będą w stanie ich spłacić, nigdy nie będzie można od nich pobierać podatków i nigdy tego nie odpracują.

Dlatego państwo porzuca wzniosłe idee dbałości o rodziny dzieci z niepełnosprawnościami zaraz po ich urodzeniu. Masz, Polko – urodziłaś, to teraz radź sobie sama. Najważniejsze, że nasze sumienia będą czyste.

Twoja wina

Nie rozumiem, dlaczego kobiety w tym kraju traktowane są jak jakiś rodzaj podludzi, na których nakłada się nierealne oczekiwania i którzy niezależnie od tego, jak i co robią – nigdy nie spotkają się z choćby cieniem zrozumienia i akceptacji społecznej. Za gruba, za chuda, za brzydka, za ładna, za głupia, za mądra, za młoda, za stara, zbyt wyzwolona, zbyt pruderyjna. Dlaczego nie masz jeszcze dzieci? Dlaczego masz aż tyle dzieci? Jesteś aktywną zawodowo matką? – jesteś złą matką, zostajesz z dziećmi w domu? – dlaczego nie weźmiesz się do roboty? Można tak wymieniać bez końca.

Nie rozumiem skąd to społeczne przyzwolenie na obarczanie kobiety odpowiedzialnością – zawsze, za wszystko:

Mąż się nad tobą znęca i bije? – Twoja wina – musiałaś zasłużyć

Zostałaś zgwałcona? – Twoja wina – na pewno byłaś zbyt wyzywająca i sprowokowałaś sytuację

Zaszłaś w nieplanowaną ciążę? – Twoja wina – dlaczego się nie zabezpieczyłaś?

Urodzisz śmiertelnie chore dziecko? – Twoja bardzo wielka wina, musiałaś zdrowo nagrzeszyć, skoro Bóg cię tak doświadcza

Oczekuje się od nas, że to wszystko będziemy przyjmować z pokorą i milczeniem. Bo przecież kobieta nie może krzyczeć, a już na pewno nie wulgarnie. Przecież to nie przystoi.

Nie rozumiem, skąd ogólne przekonanie, że kobieta nie jest zdolna do samostanowienia o sobie i podejmowania decyzji. Że trzeba ją wychować i uczyć szacunku do życia. I że nikt nie zrobi tego lepiej niż Kościół i państwo.

Wszystko będzie wam policzone 

Nie potrafię zrozumieć zamiłowania ludzi do sadyzmu. Jaką frustrację musi w sobie nosić taki Kaczyński czy Jędraszewski , żeby oficjalnie cieszyć się z cierpienia kobiet, które na dodatek sami im fundują. O takich ewenementach jak pani Emilewicz nie wspominam – bo tutaj oczywiste jest, że gotowa jest zapomnieć o tym, że sama ma macicę, w imię stałego dostępu do rządowej kasy.  Chociaż cytując klasyka: Nie ma w słowniku ludzi kulturalnych słów, które mogłyby dostatecznie obelżywie określić jej postępowanie. W uszach wciąż brzmią mi wypowiedziane przez panią Emilewicz słowa, że wolność kobiety kończy się, kiedy zachodzi w ciążę . Otóż pani poseł – nie. Wolność kobiety się wtedy nie kończy, moja wolność się wtedy nie skończy – bo moja macica nie jest własnością państwa, a ja nie zatrudniałam się po godzinach jako inkubator samobieżny.

Moja macica i to, co w niej noszę bądź nosić będę, to moja wolność, moje prawo do samostanowienia i moje, i tylko moje prawo do przeżywania i rozwiązywania na mój własny sposób własnych dramatów, i przede wszystkim to moje własne prawo do oceny, ile jestem w stanie w życiu udźwignąć.

Na sam koniec słowo do emerytowanych obrońców życia i rodzinnych wartości, którzy chcą nam pomóc zakazami i zdrowaśką albo liczą, że państwo nas wyprostuje. Nie do was należy ocenianie, prorokowanie, czy usmażymy się w piekle, czy nie. Nikt, dla kogo słowa takie jak "zrozumienie", "empatia" to abstrakcyjne frazesy, komu się wydaje, że za kilka złotych rzuconych w niedzielę na tacę wykupi sobie miejsce wśród świętych, kto wojuje z własną rodziną, bo walka o prawa człowieka i wolność jest niezgodna z nauką Kościoła, kto codziennie gorliwie drepcze do kościoła i rozkłada wokół siebie święte obrazki, a głodnemu psu na łańcuchu nawet miski z wodą nie postawi, dla kogo bardziej święty jest kawałek betonu od ludzkiej godności, kto gotów jest bronić obwieszonego złotem księdza zamiast molestowanego dziecka – nikt z was nie ma prawa piętnować mnie za moje decyzje, moje przekonania, moją wiedzę i umiejętność racjonalnego kojarzenia faktów. To nie ja mam skrzywiony system wartości życiowych.

Drodzy obrońcy życia, posłowie, moraliści bez krztyny empatii – zamiast obłudnie zasłaniać się troską o życie wieczne protestujących i piętnować ich za wolnościowe przekonania, życzliwie polecam przeanalizować własne grzechy, które w ten nieudolny sposób próbujecie wybielić. Zgodnie z waszą wiarą finalnie będziemy sądzeni za własne czyny, więc z dużym prawdopodobieństwem na końcu tej drogi to właśnie wam piekło tyłek przysmaży.

Dominika

Czekamy na Wasze opinie, komentarze i listy, piszcie: listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
    Dziękuję za list, mądrze napisany. Znajomy zapytał mnie kiedyś dlaczego w Polsce ludzie rozumni tak cicho mówią, dlaczego ich nie słychać? No dlaczego?
    @pjachowicz
    GW musi walczyć z gigantycznym naporem religianckiej propagandy finansowanej z naszego wspólnego Budżetu Państwa. Już sam ten fakt dowodzi, że Polską rządzi czarno-brunatna Mafia!
    już oceniałe(a)ś
    7
    0
    Pięknie napisane.
    już oceniałe(a)ś
    7
    0
    Problem w tym, że piekła niestety nie ma. I wielce prawdopodobne jest to, że cała ta banda, czy to w kieckach, czy w pieluchach, nigdy nie odpowie za swoje podłości :/
    już oceniałe(a)ś
    6
    0
    I teraz następujący scenariusz. Grupa aktywistów wspólnie z kilkoma światłymi polonistami układają to tego tekstu zadania maturalne, drukują stosowne ilości w odpowiednio wkur.... drukarni i podmieniają arkusze w teczkach z maturą. Odpieczętowane zostaną na sali, każdy indywidualnie przez zdającego. Zanim ktoś podniesie alarm, połowa będzie rozpracowana. W główkach albo namieszane, albo poukładane. Na pewno wynikłoby coś pozytywnego.
    już oceniałe(a)ś
    7
    1
    Swietojebliwi pozwalaja sobie na tyle na ile maja przyzwolenia kobiet.
    Kiedy patrze na kobiety (mam 46 lat) mam wrazenie, ze same oddaja sie w rece oprawcow i swietojebliwych. Bo tak trzeba, bo tak je nauczono, bo tak jest wygodniej.
    @eh3.14
    Mam problem z Twoją wypowiedzią: przypomina mi zwalanie winy na pokrzywdzone. Stwierdzenie "tak je nauczono" to za słabe określenie na wieloletnie, uświęcone wielowiekową tradycją, patriarchalno-religijne pranie mózgów. Dla niektórych kobiet pewnie jest już za późno, żeby się mentalnie wyzwolić, ale nadzieja w młodzieży.
    już oceniałe(a)ś
    0
    0
    Wszyscy kochają Downów, zwłaszcza cudzych i nie urodzonych...
    już oceniałe(a)ś
    3
    0
    Neoliberalizm nie jest opiekuńczy, opiekuńczy jest socjalizm jak 500 plus na dzieci
    już oceniałe(a)ś
    2
    5