Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Pan sędzia Przemysław Radzik, zastępca rzecznika dyscyplinarnego sędziów sądów powszechnych zapragnął zostać sędzią sądu apelacyjnego. Będąc sędzią sądu rejonowego, postanowił pominąć, jako zbędny, pośredni szczebel w awansie, czyli orzekanie w sądzie okręgowym. Członkowie upolitycznionej neo-KRS uznali, że kandydatura sędziego Radzika na urząd sędziego Sądu Apelacyjnego w Warszawie to świetny pomysł. Jeszcze tylko nominacja od pana prezydenta i już zastępca rzecznika dyscyplinarnego będzie mógł spełnić swoje marzenie.

Panie sędzio Przemysławie W. Radzik!

To, że Pana działalność w roli zastępcy rzecznika dyscyplinarnego Piotra Schaba przejdzie do historii, to rzecz oczywista. Tyle tylko że za 15 czy 20 lat w podręcznikach do historii najnowszej Polski będą pisać o takich sędziach jak Tuleya, Żurek, Juszczyszyn, Zabłudowska czy Frąckowiak. Będą pisać o tych, którzy dziś mają odwagę, siłę i niezłomność, by bronić praworządności, zasad, sądów i sędziów przed politykami, także przed tym politykiem, który Pana powołał na stanowisko zastępcy rzecznika dyscyplinarnego. O Panu też będą pisać. Tylko w innym miejscu i w innym kontekście. To będzie w rozdziale o tych, którzy zgubili na swojej drodze zawodowej sędziowski etos i którym służba politykom pomyliła się ze służbą państwu i prawu.

Natomiast, to że polityczni funkcjonariusze z neo-KRS desygnowali Pana na urząd sędziego Sądu Apelacyjnego w Warszawie, sądu rozpoznającego środki odwoławcze w najtrudniejszych sprawach w Polsce, to rzecz smutna i przerażająca. A do tego niebezpieczna dla nas, obywateli.

Nie wiem, co Pana skłoniło, żeby kandydować do Sądu Apelacyjnego w Warszawie, ale domyślam się, że musi mieć Pan bardzo wysokie mniemanie o swoich kompetencjach i doświadczeniu zawodowym. Pozwoli Pan, że coś Panu napiszę, tak od siebie, osobiście.

Właśnie zrobiłem mały rachunek sumienia. Orzekam w Sądzie Okręgowym w Warszawie już ponad 10 lat. Osądziłem około 10 spraw o zabójstwa i usiłowania zabójstwa, 4 duże, wieloosobowe sprawy zorganizowanych grup przestępczych, orzekam w sprawach o odszkodowania za niesłuszne aresztowanie, rozpoznaję wnioski o kontrolę operacyjną wszystkich możliwych służb. Mam to szczęście, że pracuję z wieloma świetnymi sędziami, koleżankami i kolegami lepszymi ode mnie w pracy, bardziej doświadczonymi. Nie mam z tym problemu. Jest się z kim skonsultować, poradzić, czasem przeczytać świetne postanowienie czy uzasadnienie wyroku w trudnej sprawie. Jest się od kogo uczyć, bo przecież nie ma lepszej nauki niż ta od bardziej doświadczonych sędziów.

Chciałbym, żeby ci, którzy orzekają w Sądzie Apelacyjnym w Warszawie, mieli większe doświadczenie ode mnie i pozostałych sędziów sądu okręgowego. Dla dobra nas wszystkich. Żeby nie powtórzyła się jakaś brzemienna w skutki pomyłka sądowa. Żeby nie było drugiej sprawy Komendy.

Doświadczenia zawodowego, wyczucia, umiejętności oceny materiału dowodowego czy wreszcie prawidłowej kwalifikacji prawnej w najtrudniejszych sprawach nie nabiera się na skutek politycznej nominacji na skróty. Do tego trzeba lat pracy i stopniowego zdobywania doświadczenia i umiejętności.

Tak jak żaden pasażer nie chciałby lecieć dreamlinerem, za którego sterami siedziałby pilot awionetki z zerową praktyką na wielkich odrzutowcach, tak nikt nie chciałby, żeby apelację od wyroku w skomplikowanej i poszlakowej sprawie o zabójstwo rozpoznawał ktoś, kto nie ma w takich sprawach żadnego doświadczenia.

Liczę się z tym, że Pana kolega Michał Lasota czy przełożony Piotr Schab podejmą po tej publikacji przykre wobec mnie kroki, ale nie potrafię milczeć, gdy zagrożony jest interes publiczny i bezpieczeństwo nas wszystkich.

Bo przecież w postępowaniu karnym chodzi o to, żeby winny został ukarany, a niewinny nie poniósł kary.

Nominacje na podstawie kryteriów pozamerytorycznych przez upolityczniony, powołany w sposób sprzeczny z konstytucją organ nie służą realizacji tego oczywistego celu procesu przed sądem karnym.

Piotr Gąciarek, sędzia Sądu Okręgowego w Warszawie

Wiceprezes oddziału warszawskiego SSP „Iusttia”

Piszcie, komentujcie: listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.