Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

List do senator Marii Koc

Droga Pani Senator!

Znamy się jeszcze z czasów, gdy była Pani dyrektorką Ośrodka Kultury w Sokołowie Podlaskim. To Pani ożywiła to miejsce, zachęciła młodzież do rozwijania swoich pasji, ściągnęła instruktorów, pokazała, że w małym mieście też może być ciekawie. Spotykałyśmy się czasem, rozmawiałyśmy – również o lokalnej historii, którą się obie interesujemy. Miałyśmy wspólne tematy oraz wspólnych znajomych – takich, których lubimy mniej lub bardziej. Była Pani miłą i otwartą osobą. Piszę teraz do Pani, bo zastanawiam się, gdzie ta osoba się podziała.

Maria KocMaria Koc Kancelaria Senatu RP

Dlaczego Pani nie protestuje?

Każdy ma prawo wierzyć, w co chce – czy to w religię, czy w partię polityczną. Te wybory nie powinny determinować naszej potrzeby bycia przyzwoitym człowiekiem. Przyzwoitym, czyli takim, który nie terroryzuje innych ludzi. Jak Pani, jako etnografka, osoba ceniąca kulturę wysoką i korzystająca z niej, czuje się, stojąc dziś w jednym rzędzie z neofaszystowskimi bojówkami, z chuliganami atakującymi kobiety na ulicach polskich miast? Co Panią łączy z łobuzami, którzy na ustach mają Boga, a w dłoniach kastety? Czuje się Pani dobrze w ich towarzystwie? Nie wierzę w to! A jednak szef Pani partii zachęcił takich ludzi do wyjścia na ulice, wiedząc, że skończy się to rozlewem krwi. Dlaczego Pani nie protestuje?

Popieram aborcję na życzenie dla każdej kobiety. Nie przyszłoby mi jednak do głowy zmuszać którąkolwiek do dokonania tego zabiegu. Byłoby to niebywałe okrucieństwo, prawda? Tymczasem Pani partia takie okrucieństwo stosuje, zmuszając wszystkie polskie kobiety do życia według wyznawanych przez Was zasad. Czy dobry katolik potrzebuje przymusu? Nie może żyć po katolicku, jeśli nie wisi nad nim groźba dochodzenia prokuratorskiego? Dlaczego zakładacie Państwo, że przy dostępie do legalnej aborcji katolicy będą ją masowo wykonywać? Przecież jeśli są tak pobożni jak Wy, to nigdy nie pójdą na zabieg. To, co proponujecie, to przemoc wobec kobiet. I to szczególnie tych z małych miast, które zarabiają zbyt mało, by pozwolić sobie na wizytę w zagranicznej klinice. Już Pani zapomniała, jak wygląda życie przeciętnej rodziny w takim mieście jak Sokołów? Niskie zarobki, umowy śmieciowe, brak należnych urlopów, brak możliwości rozwoju, a karierę można robić, pracując w sklepie, bo wszystkie urzędnicze stanowiska są obstawione przez członków i sympatyków Pani partii. Mamy tu jedno kino, jeden ośrodek kultury i jeden szpital, w którym zresztą pojawiają się ogniska koronawirusa. PiS nie robi dla nas nic, a teraz jeszcze postanowił zabrać nam nasze macice.

Trzeba przekonywać miłością, nie siłą

W Sokołowie odbyły się już dwa marsze przeciwko podjętej w ubiegłym tygodniu w budynku TK decyzji. Wzięły w nich udział odważne dziewczyny – niektóre zna Pani osobiście i też pewnie pamiętają Panią z dawnych czasów jako miłą i kulturalną osobę. I dziwią się, skąd nagle u Pani pomysł na wprowadzanie terroru w nasze życia. Skąd chęć do pilnowania naszej moralności? Ja nie mam ochoty grzebać w cudzych majtkach i nie wiem, dlaczego politycy Zjednoczonej Prawicy wyciągają ręce w stronę moich.

Kiedy chodziłam do jednej z sokołowskich szkół podstawowych, lekcje religii miałam z katechetką, z którą Pani również współpracowała w ośrodku kultury. Przemiła osoba! Któregoś razu zadała nam pracę domową, w której mieliśmy napisać o swoich relacjach z Kościołem. Ja napisałam o tym, że księża co innego mówią, a co innego robią. Że nadużywają alkoholu, uprawiają hazard, mają kochanki, mieszają się w politykę. Wtedy nie wiedziałam nic o pedofilii, ale gdybym wiedziała, to wspomniałabym i o tym. Koledzy z klasy ostrzegali, że dużo ryzykuję, oddając taką pracę. A jednak to zrobiłam. I wie Pani, jaką ocenę wtedy dostałam? Najwyższą. Jak wyjaśniła katechetka: „Dlatego, że szukam”. Pamiętam to do dziś, bo była to jedna z niewielu głęboko religijnych osób, która do swojej wiary przekonywała nie siłą, lecz miłością. Gdyby więcej było takich ludzi wokół, może katolickich zasad nie trzeba by wprowadzać waleniem po głowie i gwałtem.

Później już nie spotkałam wielu katolików, którzy niosą miłość, ale głównie takich, którzy stosują przemoc – prawną, fizyczną, psychiczną. PiS jest w tym kręgu razem z oprychami ganiającymi kobiety po ulicach polskich miast na rozkaz prezesa Kaczyńskiego. Po co Pani towarzystwo Bąkiewicza, Winnickiego i nieznanych z nazwiska chuliganów? Miłość do żywych kobiet, nie zarodków. To trudne, ale proszę spróbować.

Z wyrazami szacunku

Katarzyna Markusz

Czekamy na Wasze listy, opinie, komentarze:listy@wyborcza.pl

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.