Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Widzisz coś ważnego na proteście o czym powinni wiedzieć inni? Pisz lub wysyłaj swoje zdjęcia i filmy na adres: listy@wyborcza.pl

Prosimy o dołączenie oświadczenia: nadesłany list/zdjęcie/film jest mojego autorstwa, nie narusza ono praw osób trzecich i zgadzam się na jego nieodpłatną publikację w Wyborczej.

***

Z Martą Lempart rozmawiamy w biurze Ogólnopolskiego Strajku Kobiet tuż przed marszem na Warszawę.

Waldemar Paś: Zaraz się zacznie.

Marta Lempart, Ogólnopolski Strajk Kobiet: Spodziewamy się prowokacji, nie tylko takich jak przebierańcy pod naszym biurem czy rzucająca się ze wszystkich sił Żandarmeria Wojskowa, tylko poważniejszych, których nie widać.

Poza tym to, co może się zadziać na proteście, a przed czym przestrzegamy, to prowokacje TVP. Widzimy też strategię dzielenia nas przez wyrywanie różnych wypowiedzi z kontekstu i pompowanie nieporozumień po naszej stronie, szczucie jednych na drugich. Nie ma wroga na opozycji. 

Co dalej? 

- W poniedziałek powtarzamy blokady w całym kraju i powinny się one dziać co tydzień. Przyglądamy się Białorusi i widzimy, jak bardzo ważna jest regularność działań.  

W środę będziemy prowadzić protesty solidarnościowe. Zbieramy listę miejscowości, w których dzieje się niedobrze, bo protestującym stawiane są zarzuty, z tego, co wiem, na razie z kodeksu wykroczeń.  

To przejaw strachu władzy. Skoro policja woli osaczać 14-latkę i zmusić ją do zamknięcia demonstracji, natomiast mnie nie ruszają, to pokazuje, jak oni się boją. 

Ile jest tych miejsc? 

- Dziś wiemy o ok. pięćdziesięciu. W środę na demonstracjach solidarnościowych będziemy wspierać ludzi stamtąd. Aby wszyscy wiedzieli, że nikt nie został sam. 

Jest się czego bać? 

- Widzimy, że pod Sejmem gromadzą się oddziały wojska w czerwonych beretach, ale mnie trudno to traktować poważnie. To pokaz siły. Taki sam, jaki przeżyłam wczoraj wieczorem czy dziś rano, kiedy jechał za nami sznur samochodów. Prawdziwe wydarzenia dzieją się gdzie indziej. 

Gdzie? 

- Myślę, że chcą nas zastraszyć, aby inni to widzieli i też się bali. Ale to im się nie uda. W tym miejscu zaapeluję też do naszych sympatyków, którzy czują się w obowiązku wysłać nam jakieś ostrzeżenia, że coś szykuje się przeciwko nam - jeśli coś jest publiczne, to my to wiemy. Jesteśmy zasypywane wiadomościami. 

Dziś na waszą konferencję przyjechało wielu zagranicznych dziennikarzy. Pytali m.in. o to, jak władze ich krajów mogą wam pomóc. 

- Jestem Polką, obywatelką Unii Europejskiej. Oczekuję od polityków innych krajów, aby stanęli po naszej stronie, obywatelek i obywateli tej samej Unii Europejskiej.  

Pojawiły się też pytania, dlaczego nie macie kontaktu z klasą polityczną, która mogłaby dogadać się z władzą.

- To nieprawda i czysty populizm. Utrzymujemy oczywiście kontakt z opozycyjnymi politykami zasiadającymi w parlamencie, tymi, którym w miarę ufamy i którzy robią rzeczy, są z nami na ulicy.

Co dalej, zdecyduje Rada Konsultacyjna, także w kwestii formuły współpracy z politykami. W weekend odbędzie się pierwsze posiedzenie rady konsultacyjnej. Wzorujemy ją na doświadczeniach białoruskich.

Zasiądą w niej przedstawiciele m.in. opozycji demokratycznej z czasów PRL, ich doświadczenie jest niezwykle cenne, bo oni już raz przez to przeszli, eksperci, którzy wiedzą, jak wyjść z sytuacji, w której jesteśmy.

To nie jest kolejny program, który będziemy pisać do szuflady, chcemy powiedzieć, jaki mamy pomysł na wyprowadzenie służby zdrowia z obecnej zapaści i ile będzie kosztował, podobnie z edukacją itd. Pokazać ludziom, co przed nami i że da się to zrobić.  

O czym pani teraz myśli? 

- Kiedyś, gdy byłam jeszcze w Komitecie Obrony Demokracji, prowadziłam spotkanie z Lechem Wałęsą. I on opowiadał o tym, ile popełnili wtedy błędów. Przyznam się, że to mnie zaskoczyło, nie spodziewałam się po nim takiej autorefleksji. Zadaniem tej rady nie będzie tworzenie programu utopii, tylko opracowanie konkretnych ścieżek wyjścia z bagna i reprezentowanie nas w rozmowach z rządem na temat warunków jego ustąpienia. 

Piszcie: listy@wyborcza.pl

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.