Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Mieszkańcy liczącej nieco ponad 30 tys. mieszkańców Iławy (woj. warmińsko-mazurskie) też protestują przeciwko zaostrzeniu prawa antyaborcyjnego, do którego ma dojść w wyniku wyroku Trybunału Konstytucyjnego.

Pierwsza manifestacja odbyła się w niedzielę, kolejne w poniedziałek, środę i piątek. Jedną z liderek protestu była Dominika Kasprowicz, lokalna działaczka Strajku Kobiet. Na niedzielę zaproponowała formułę gry miejskiej. - Koncepcja była taka, byśmy byli w kilku miejscach, w małych grupach i zachowali bezpieczeństwo - opowiada "Wyborczej".

Jak podają lokalne media, w niedzielnych marszach w Iławie wzięło udział około tysiąca osób. Uczestnicy przemaszerowali przez miasto, zatrzymali się przed biurami poselskimi PiS i Konfederacji oraz dwoma kościołami, gdzie doszło do ostrej wymiany zdań między manifestującymi, duchownym i grupą osób, które chciały bronić kościoła. Padły niecenzuralne słowa. 

Dwa dni później nieznani sprawcy zniszczyli okno i fragment elewacji w domu Dominiki Kasprowicz, oblewając je farbą. Na szybie przypięte były hasła Strajku Kobiet i poparcia dla osób LGBT. 

Emocje starał się studzić burmistrz Iławy w mediach społecznościowych. 

"Możemy się spierać, nawet trzeba to robić, bo także z konfliktu może zrodzić się rozwój. Trzeba demonstrować, bo to wyraz aktywności społecznej i nasze prawo. Uważam to za niezwykle cenne - zwłaszcza w małych, nieanonimowych społecznościach - ale kierujmy swoje niezadowolenie, swój sprzeciw do rządzących, a nie do konkretnych grup społecznych, pogłębiając tym samym podział naszego kraju" - napisał samorządowiec.

Trzy zarzuty za protesty

- Zamierzałam zgłosić sprawę na policję. Zamiast tego sama odebrałam telefon z prośbą o stawienie się na komendzie - opowiada aktywistka. 

Policja postawiła kobiecie zarzuty z trzech artykułów kodeksu wykroczeń (art. 54, 52 par. 2 pkt 2 i art. 141).

Dotyczą one organizacji zgromadzeń bez wymaganego zawiadomienia lub przewodniczenia takiemu zgromadzeniu lub zgromadzeniu zakazanemu; wykroczenia przeciwko wydanym z upoważnienia ustawy przepisom porządkowym o zachowaniu się w miejscach publicznych oraz umieszczania lub używania w miejscu publicznym nieprzyzwoitych słów. 

Za wykroczenia poszczególne artykuły przewidują karę ograniczenia wolności lub grzywnę.

- Nie przyznałam się do zarzucanych mi czynów i odmówiłam składania wyjaśnień, w związku z czym sprawa zostanie zapewne skierowana do sądu - opowiada aktywistka. - Spodziewam się kolejnych wezwań na komendę i zarzutów w związku z kolejnymi spacerami - dodaje. 

Strajk kobiet na celowniku prokuratorów

Protesty Strajku Kobiet są również na celowniku prokuratury. Jak pisała w "Wyborczej" Ewa Ivanova, śledczy mają ścigać za organizowanie i podżeganie do "nielegalnych zgromadzeń" - bo sprowadzają one niebezpieczeństwo dla zdrowia i życia ludzi przez szerzenie się epidemii. Każde postępowanie i każda decyzja w tej sprawie mają być raportowane w prokuratorskiej centrali. 

Prokurator krajowy Bogdan Święczkowski domaga się od szefów prokuratur w całym kraju monitorowania spraw związanych z protestami przeciwko zaostrzaniu przepisów antyaborcyjnych. Ale przede wszystkim chce traktowania organizatorów "nielegalnych zgromadzeń" jako sprawców przestępstwa sprowadzenia zagrożenia dla życia i zdrowia ludzi przez szerzenie się epidemii.

Chodzi o art. 165 kodeksu karnego. Według niego sprawca takiego przestępstwa podlega karze od 6 miesięcy do 8 lat więzienia. Ścigane przez prokuratorów ma być także publiczne nawoływanie do udziału w zgromadzeniach - zgodnie z art. 255 kodeksu karnego grozi za to grzywna, ograniczenie wolności lub pozbawienie wolności do 2 lat. 

We wtorek o tym, że uczestniczący w protestach "dopuszczają się ciężkiego przestępstwa sprowadzenia powszechnego niebezpieczeństwa", mówił w swoim przemówieniu Jarosław Kaczyński, wicepremier i prezes PiS. Wezwał członków PiS i obywateli do obrony kościołów.

Stanowisko w tej sprawie w czwartek po południu przedstawił Ogólnopolski Strajk Kobiet. Czytamy w nim:

"Korzystamy z konstytucyjnie chronionej wolności zgromadzeń. Mamy prawo do demonstrowania, które wynika wprost z Konstytucji RP i które nie może być ograniczone pismem Prokuratora Generalnego.
Prokuratorom i prokuratorkom przypominamy, że przestępstwo z art. 165 k.k. jest tzw. przestępstwem z konkretnego, a nie abstrakcyjnego narażenia na niebezpieczeństwo. Przed postawieniem zarzutów musicie posiadać dowody na to, że zachowanie danej osoby wywołało określone, konkretne i dające się udowodnić niebezpieczeństwo. Samo zorganizowanie lub wzięcie udziału w demonstracji takiego konkretnego niebezpieczeństwa nie powoduje, jeśli demonstrujący zachowują reżim sanitarny".

Strajk Kobiet nie zatrzymuje się

Dominika Kasprowicz: - Mam pełne wsparcie Strajku Kobiet, mogę liczyć na bezpłatną pomoc prawną. To podstawa działania Strajku: żadna z nas nie zostanie bez opieki. Możemy na siebie liczyć. Ja za dziewczynami ze Strajku idę w dym. Nie boję się ani policji, ani prokuratury. Walczę o swoje prawa.

W piątek działaczka razem z innymi mieszkankami Iławy wybiera się na wielki marsz do Warszawy. - Mam nadzieję, że policja nie utrudni nam wyjechania z miasta, niestety, straciłam już do niej zaufanie - mówi Kasprowicz. 

***

Wszystkie pieniądze ze sprzedanych w najbliższym tygodniu prenumerat przekażemy na Ogólnopolski Strajk Kobiet.

Kup prenumeratę dla Ogólnopolskiego Strajku Kobiet na Wyborcza.pl/strajk >>

Piszcie: listy@wyborcza.pl

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.