Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Te protesty to dla mnie symbol zmiany, która zachodzi w polskim społeczeństwie. To swoisty „wind of change”, który był Polsce potrzebny od lat!  Drażnił mnie stereotypowy obraz Polaka zdominowany przez płytką, fasadową, ludową pobożność.

Cenię sobie prawo do samostanowienia o swoim życiu. Do podejmowania decyzji o moim życiu prywatnym. Nie chcę, by decyzja o rodzicielstwie była w Polsce postrzegana przez pryzmat przymusu społecznego. Przez pryzmat lęku o to, że osoby bezdzietne będą narażone na ostracyzm ze strony lokalnej społeczności. Nikt nie powiedział, że zawsze i za każdą cenę musimy realizować oczekiwania społeczne. Każdy z nas ma tylko jedno życie, które powinniśmy przeżyć w zgodzie z własnym sumieniem.

Mam już 36 lat. Teoretycznie rzecz biorąc, powinienem mieć już pewnie dwójkę dzieci. A tymczasem nie chcę mieć żadnego dziecka.

  • Po pierwsze, mnie na to nie stać.
  • Po drugie, świat podlega obecnie bardzo dynamicznym zmianom.

Przyszłość jest niepewna. Mam tu na myśli zmiany klimatyczne. Zmienia się też rynek pracy, w którym coraz powszechniejszy staje się tryb pracy zdalnej. To w konsekwencji oznacza, że kontakty społeczne zostają ograniczone do minimum. Ktoś powie, że to potrzeba chwili, że to tylko na czas pandemii. Mam wrażenie, że ten trend się utrwali. A to sprawi, że pokolenie naszych dzieci będzie bardzo aspołeczne. Konia z rzędem temu, kto odpowie na pytanie: Czym te dzieci będą się zawodowo zajmować za 20-30 lat?

Przecież nikt tego nie wie, a niektóre zawody już w ogóle znikną z rynku pracy! Bo mamy do czynienia z postępem technologicznym, który prowadzi do tego, że rola człowieka zostaje mocno zredukowana. Nie ma powodu, by się na to obrażać. Ale warto mieć tego świadomość.

Dlatego uważam, że decyzja o rodzicielstwie powinna być dobrze przemyślana przez oboje przyszłych rodziców. A tym bardziej przez kobietę, która ostatecznie miałaby urodzić dziecko. Rodzicielstwo nigdy nie powinno wynikać z przymusu społecznego. Nie powinno być też sposobem na uniezależnienie się od apodyktycznych i być może tradycjonalistycznych rodziców. Na zasadzie: będę miał dziecko, to sobie je sam wychowam, tak jak uważam za stosowne. I moim rodzicom absolutnie nic do tego.

Dziecko nie może być kartą przetargową w sporach dzieci z rodzicami! Nie tędy droga! W sprawie rodzicielstwa nic nie jest jednoznaczne i oczywiste.

Zawsze istnieje ryzyko, że dziecko urodzi się z niepełnosprawnością. Zaś rodzice, mimo często szczerych chęci, nie będą w stanie przeżyć życia w zastępstwie za swoje niepełnosprawne dziecko.

Dlatego stanowczo uważam, że nie można zmuszać kobiet do heroizmu. Do rodzenia dzieci za wszelką cenę i w każdej chwili.

Piszcie: listy@wyborcza.pl

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.