Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Fajnie się protestuje przeciwko PiSowi, dobrze się ogląda doniesienia z kraju, który nagle płonie od strajków, a te tłumy wkurwionych ludzi w każdym, nawet najmniejszym mieście są w jakiś sposób pokrzepiające.

Tylko co z tego? Mamy środek pandemii, TVP od pierwszego dnia protestów, wiąże skok zakażeń z tymi wydarzeniami. Tamtejsza propaganda hula na całego i w tym wypadku robią to naprawdę dobrze – rząd buduje nowe szpitale tymczasowe, Caritas pomaga przy kompletowaniu sprzętu, lekarze (jednak) dzielnie pracują na zdrowie każdej jednostki. Z drugiej strony lewactwo nieodpowiedzialnie się zachowuje, nie trzyma zasad bezpieczeństwa, do tego blokuje drogi i karetki z umierającymi, nie mogą dojechać do celu, w końcu dochodzi do profanacji miejsc kultu, jakich ten kraj nie widział od czasów wojny i stalinizmu. Wszystko to pięknie podsumował Kaczyński w „orędziu”, podjął rękawicę i też chce wojny na całego.

Hasła, hasłami, mnie nawet nie razi język, chociaż zawsze byłem zwolennikiem bardziej pokojowych i wyważonych protestów, ale tak, jak przy wszelkich wcześniejszych ruchach – mamy mnóstwo energii szeregowych obywateli, która po jakimś czasie się rozpłynie i do niczego nie doprowadzi.

Brakuje nam liderów, którzy zaczęliby mówić jakieś sensowne rzeczy, starać się przekonać nieprzekonanych. W szczególności brakuje nam kogoś, kto skutecznie przemówi do policji, aby zignorowała ew. rozkazy użycia siły i ograniczała się do niezbędnych interwencji, mających utrzymać bezpieczeństwo na ulicach.

Brakuje nam osób, w których cała ta obywatelska energia by się skumulowała, dzięki czemu stworzylibyśmy takiego Kapitana Planetę który miałby realne szanse spełnić główny postulat protestujących.

Zacznijcie wreszcie coś robić

Oczywiście tym kapitanem nie może być niedoszły o włos pan prezydent Rafał Trzaskowski,  ani nikt inny z KO. Oni świetnie zdają sobie z tego sprawę, dlatego się nie wychylają, bo wiedzą, że lepiej przeczekać, a może po wszystkim się uda. G...no  się uda. Albo Kaczyński znowu ogra KO, a my dalej będziemy wkurzeni i dalej nic się nie zmieni, albo Ziobro ogra wszystkich i będzie jeszcze gorzej.

Hołownia też siedzi sobie cichutko, bo pewnie sam nie wie, jak pogodzić obecny problem z własnymi przekonaniami.

Jedyny, który się odzywa, to Kosiniak-Kamysz, ale ten wie, że wyżej niż 10 proc. nie podskoczy, więc może sobie mówić, bo i tak to nie on będzie odpowiedzialny za sprzątanie tego burdelu.

Jest jeszcze Lewica, która głośno wspiera protesty i siłą rzeczy jest głosem obecnych strajków.

Ja nie zniechęcam do protestowania. Możemy codziennie PiSowi pokazywać, co myślimy o ich rządzie i o tym, jak mamy ich wszystkich dość. Skoro kibicowska retoryka wyniosła Kaczyńskiego do władzy, to może nie jest złym pomysłem, stosować ją przeciwko niemu.

To, co chcę przekazać, to apel do wszystkich młodych działaczy, a już najbardziej do środowisk wolnościowych , organizacji, których trochę jest i które mieszczą się w poglądach od lewa do prawa - zacznijcie coś robić! Zacznijcie wychodzić i mówić, że nikt, nic nie musi, że każdy może sobie żyć jak uważa, dopóki nie ładuje się w życie sąsiada. To jest ten moment, w którym rodzą się nowi liderzy, których tak bardzo potrzebujemy. Moim zdaniem hasło „Wypierdalać” nie powinno dotyczyć tylko i wyłącznie PiS-u, ono musi odnosić się do całej, obecnej klasy politycznej.

Kaczyński chce tej wojny, bo wie, że ją wygra. Wie, że dopóki obecne protesty nie mają konkretnych twarzy i konkretnych głosów, to on sobie ten tłum rozjedzie walcem struktur, które mocna trzyma w garści.

Być może się mylę, być może powinniśmy szukać nadziei w obecnych partiach opozycyjnych. Jeśli tak, to mam apel do polityków opozycji: zacznijcie robić coś sensownego.

My mężczyźni nie wchodźmy z butami w życie kobiet

Na koniec zarysuję swoje poglądy. Zgadzam się z tym, że przy obecnym rozwoju nauki, wciąż jedyny moment, w którym na pewno możemy mówić o nowym istnieniu ludzkim, to moment poczęcia. Jednakże kwestia aborcji to nie jest kwestia prawa do życia jednej istoty, jest to prawo do życia co najmniej dwóch istot.

Dlatego pozostawienie płodu przy życiu, powinna być przede wszystkim decyzją istoty poświęcającej swoje własne zdrowie i życie, czyli matki.

Osobiście uważam, że aborcja jest najgorszym, możliwym wyborem, ale na szczęście dla mnie, oraz mi podobnych , to nie my musimy na końcu podejmować decyzję oraz żyć z jej bezpośrednimi skutkami. W tej sytuacje, zmuszanie kobiet do utrzymywania i rodzenia płodów posiadających wady rozwojowe, szczególnie przy obecnym, prawie zerowym wsparciu państwa, jest występowaniem przeciwko indywidualnemu prawu tychże kobiet do życia.

To nigdy nie był, nie jest i nie będzie problem instytucjonalny, to zawsze jest problem indywidualny. Cieszmy się życiem ci, którzy nigdy nie musieli i nie będą musieli zmagać się z tym problemem, oraz nie wchodźmy z butami do życia tych, których tego typu zło spotkało.

Czytelnik

Czekamy na listy: listy@wyborcza.pl

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.