Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Nigdy nie zwracałam się do mediów, ale obecna sytuacja spowodowała, iż nie mogę już dłużej milczeć. Dotyczy to ostatnich zmian w ustawie antyaoborcyjnej, więc temat na czasie.

Moja Mama ma 65 lat i wychowuje samotnie syna chorego na Zespół Downa, który ma obecnie 26 lat i jest upośledzony w stopniu bardzo głębokim.

Nie będzie to jednak list o zmaganiach ciężko doświadczonej przez los kobiety i jej niedoli, tylko o karze, która poniosła za to, że przepracowała uczciwie 20 lat.

Przejdę do rzeczy. Mama od 1997 roku otrzymuje emeryturę (wcześniejszą, ze względu na chore dziecko). Emerytura wynosi 1254 złotych, tymczasem świadczenie pielęgnacyjne dla rodziców dzieci niepełnosprawnych wynosi 1830 złotych. Jak łatwo policzyć, ma mniej o 576 złotych miesięcznie.

Została ukarana przez władze RP za uczciwą pracę, za odprowadzanie składek i płacenie podatków. Urodziła, wychowuje, dźwiga swój krzyż i jeszcze dodatkowy policzek od rządu – kara za pracę.

Nie jest to bynajmniej tak, że nie próbowała zainteresować odpowiednich władz swoją sytuacją. Przychodziły żenujące odpowiedzi, wychwalające poczynania rządu i wielką pomoc udzielaną osobom niepełnosprawnym. Natomiast jeśli chodzi o jej konkretną sytuację, że „stanowi to przedmiot prac rządu”. Jakich prac? Generalnie temat nie istnieje, jest to niezbyt duża grupa osób poszkodowanych, przepisy stanowią, że obywatel otrzymuje świadczenie, to które zostało przyznane pierwsze, nie ma możliwości zmiany na inne.

Nikt też nie pochylił się nad kwestią zawieszenia przez Mamę emerytury na rzecz świadczenia pielęgnacyjnego, ustawy są niedopracowane. A co, jeśli zawiesi emeryturę (bo jest podobno taka możliwość), a dziecko umrze, to wtedy zostaje bez środków do życia?

Jest to sytuacja kuriozalna, trwająca od lat, bardzo krzywdząca moją Mamę i nikogo absolutnie to nie interesuje. Kościół też nigdy nie zaoferował jakiejkolwiek pomocy.

Zatem jakim prawem śmie wtrącać się w decyzje kobiet dotyczące urodzenia upośledzonego dziecka? Zarówno ksiądz, jak i rząd? Skoro nikt nigdy nie pomógł, a przez nieudolność i zaniedbania rządu jeszcze jest poszkodowana finansowo?

Moja Mama nie ma czasu ani siły, żeby wyjść na ulicę i protestować, mieszka w Radomiu i od 26 lat jest uwiązana całodobową opieką nad synem.

Agnieszka

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.