Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Państwo PiS się chwieje, ale czy protesty dwóch skrajnie się od siebie różniących ugrupowań krzyczących “jebać PiS” wystarczą, by podziękować ludziom Jarosława Kaczyńskiego i jemu samemu?

PiS od początku pandemii przeżywa kryzys. Poczynając od buntu Jarosława Gowina, który nie dopuścił do majowych wyborów, poprzez temperament Zbigniewa Ziobry, który chciał zostać namiestnikiem prezesa, a później jego spadkobiercą, i przetasowania w rządzie, które były następstwem wybujałego ego Ziobry, kończąc na sprowokowaniu w ostatnich dniach i zmuszeniu do radykalnych działań całej Polski, zarówno lewicy, tak i prawicy.

 Przypomnijmy, że nie chodzi tylko i wyłącznie o kobiety i naszych słynnych wolnościowców, którzy z wolnością mają tyle wspólnego, co telewizja Kurskiego z rzetelnością i bezstronnością, ale także o medyków, których Jacek “70 milionów” Sasin obwiniał o to, że nie wystarczająco się do swojej pracy przykładają, pracowników branży fitness, gastronomicznej i rolników, którzy swoimi traktorami chętnie odwiedzają ostatnimi czasy stolicę.

Grunt się zapada na Nowogrodzkiej. Prezes chowa się u premiera, uciekając od obywateli, którzy tłumnie i z przytupem odwiedzają jego adres. Broni go nasz własny państwowy OMON (ha, myśleliście, że OMON mają tylko na Białorusi i w Rosji, a teraz mamy i my).

Spacery trwają już czwarty dzień. Odwiedzane są nie tylko ulice Mickiewicza, Nowogrodzka i Parkowa, ale też wiele innych. Ludzie tłumnie zachodzą w odwiedziny pod adresy biur poselskich polityków PiS-u i pod ich prywatne adresy na terenie całej Polski.

Strajkiem Kobiet najwidoczniej zainspirowali się narodowcy, którzy w sobotę zorganizowali swój własny protest przeciwko ich zdaniem fałszywej pandemii na placu Defilad. Ktoś skakał po radiowozach, ktoś zaczepiał policjantów, ktoś podrzucił pomysł spaceru na Nowogrodzką, skąd chwilę wcześniej odeszli strajkujący przeciwko zaostrzeniu prawa antyaborcyjnego ze sporą opozycyjną reprezentacją polityków na czele. Później po nieudanej wycieczce (zła policja nie tylko zablokowała dostęp do siedziby partii rządzącej, ale na dodatek bawiła się z wolnościowcami w ganianego) sympatycy Bosaka, Korwina i Brauna przeszli na plac Bankowy, gdzie zostali otoczeni przez funkcjonariuszy służb mundurowych, czymś tam w siebie rzucali, kogoś złapali, ktoś dostał gazem łzawiącym, ktoś łokciem. Przeciętny Polak powie, że to nic nowego (u nas po prostu tak wyglądają spacery).

Podsumowując, policja w ostatnich dniach ma urwanie głowy, szczególnie ta w Warszawie. Za dużo tu mieszka kobiet i mężczyzn zdających sobie sprawę z tego, że kobiece ciało to nie inkubator.

Miarka się przebrała. Ostatnia kropla przelała czarę goryczy, a my mamy dość.

Mamy dość tego, że odbierają nam prawo do decydowania o swoim ciele, zdrowiu i wreszcie o życiu.

Mamy dość tego, że dla tej władzy bardziej liczy się zdeformowany, niezdolny do samodzielnego życia płód niż żyjący człowiek.

Mamy dość tego, że w Polsce ludzie są dla władzy, a nie władza dla ludzi.

Mamy dość tego, że nie jesteśmy tu równi.

Mamy dość tego, że rząd, zamiast realizować inicjatywy obywateli, całą swoją politykę opiera na fanaberiach zgorzkniałego starszego pana z Żoliborza, który już dawno powinien doświadczyć spokojnej i przyjemnej starości z dala od polityki.

KKR.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.