Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Autor jest adwokatem - karnistą. Opublikowany tekst jest analizą przepisów, a nie analizą praktyki stosowania prawa. Piszcie: listy@wyborcza.pl

Witajcie w miejscu, w którym okazanie empatii jest przestępstwem, a jej przyjęcie narażeniem bliskich na odpowiedzialność karną.

Nie ma istotnego powodu, by analizować charakter i moc wiążącą pochodzącego z alei Szucha twierdzenia, jakoby ustawa dopuszczająca przerwanie przez lekarza ciąży dotkniętej dużym prawdopodobieństwem ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu była sprzeczna z konstytucją.

Z wielu i wielokrotnie opisywanych powodów nie mamy sądu konstytucyjnego, który spełnia wymagania ustawy zasadniczej, choć w ogólnym zarysie nawiązuje do europejskiej koncepcji takiego sądownictwa.

Jest natomiast – to stwierdzenie faktu i ocena – wystarczająca, z uwagi na ilość i umocowanie w strukturach państwa, grupa ludzi: polityków, prawników, funkcjonariuszy, którzy każdą decyzję władzy, w tym także „wyrok” z 22 października, przełożą na praktykę życia społecznego. Powody będą różne. Polityczny lub religijny radykalizm, prymitywne rozumienie ładu prawnego, korzyść osobista, oportunizm, strach.

Bezpośrednim i oczywistym skutkiem utraty mocy obowiązującej przepisu uznanego za niekonstytucyjny będzie rozszerzenie zakresu regulacji prawa karnego o karalność aborcji z powodów embriopatologicznych.

Odpowiedzialność taka grozi każdemu, kto udzieli kobiecie ciężarnej pomocy w przerwaniu ciąży z naruszeniem przepisów ustawy lub nakłoni ją do tego. Kobieta przerywająca swoją ciążę lub zezwalająca na jej przerwanie nie popełnia przestępstwa. Ten jednak, kto w takiej sytuacji pomoże kobiecie lub nakłoni ją do aborcji, każdy, kto pomoże lub nakłoni inną osobę, w tym lekarza, do dokonania aborcji – przestępstwo popełni.

Przestępczą pomocą jest udzielenie rady lub informacji, jak i gdzie dokonać bezpiecznej aborcji, zapewnienie transportu, pomoc finansowa, a nawet wsparcie psychiczne kobiety w podjętym już przez nią zamiarze przerwania ciąży. Przestępstwo nakłaniania popełni natomiast każdy, kto w jakikolwiek sposób, radą, propozycją, sugestią, wpłynie na wolę kobiety, zmierzając do wywołania po jej stronie decyzji dokonania aborcji.

Niczego nie zmienia w tym wypadku to, że sama aborcja wykonana zostanie w kraju, w którym jest dopuszczalna i legalna. Zasada podwójnej przestępczości, zgodnie z którą warunkiem odpowiedzialności za czyn popełniony za granicą jest uznanie takiego czynu za przestępstwo również przez ustawę obowiązującą w miejscu jego popełnienia, nie znajdzie zastosowania. Nakłanianie kobiety lub udzielenie jej pomocy do aborcji jest przestępstwem odrębnym od samego udziału w aborcji. Nakłanianie lub pomocnictwo popełnione na terenie Polski oceniane będzie według polskiej ustawy. Jeżeli aborcja będzie niezgodna z polską ustawą, nakłanianie do niej lub udzielenie pomocy będzie przestępstwem bez względu na to, czy aborcja dokonana zostanie na terenie Polski, czy w państwie, w którym przestępstwem nie jest.

Państwo nie przewiduje możliwości karania kobiety za przerwanie jej ciąży. Po 22 października zasadne wydaje się  opatrzenie tego stwierdzenia koniecznym zastrzeżeniem - jeszcze nie przewiduje. Państwo, nie karząc kobiety, wprost odbiera jej "tylko” prawo do decydowania o najważniejszych i najbardziej osobistych, dramatycznych sprawach jej życia. Skazuje, by oczekiwała na urodzenie ciężko, często śmiertelnie chorego dziecka, na walkę z tragedią i trudami jego choroby.

Jakby tego było mało, odbiera jej także prawo do wsparcia ze strony bliskich. Umiejętność postawienia się w sytuacji kobiety, zdolność do współodczuwania jej stanów emocjonalnych i przyjęcia jej sposobu myślenia, zrozumienie dla jej decyzji będzie karalne więzieniem do lat trzech. Prawo skazuje zatem kobietę na samotność w obliczu tragedii, na emocjonalną separację od bliskich, życzliwych jej ludzi. Witajcie w miejscu, w którym okazanie empatii jest przestępstwem, a jej przyjęcie narażeniem bliskich na odpowiedzialność karną.

„Wyrok” z 22 października to w przyszłości wyroki w realnym tego słowa znaczeniu. Wyroki na nieobojętnego lekarza, matkę, ojca, siostrę, brata, męża, partnera, przyjaciółkę, przyjaciela. Na każdego, kto uzna, że należy wyciągnąć dłoń do dotkniętej tragedią kobiety.

Ocena przerywania ciąży i jego dopuszczalności, jak wynika z wiarygodnych i powtarzalnych badań, coraz mniej dzieli społeczeństwo. Coraz bardziej dzieli natomiast zdecydowaną jego większość i rządzących, zainteresowanych zatrzymaniem zachodzących zmian społecznych.

Z tego powodu pytaniem istotnym nie jest to, kto z nas jest za, a kto przeciw aborcji z powodów embriopatologicznych. Demokratyczny porządek społeczny nie ma źródła w jednej koncepcji dobra. Wyrósł ze sceptycyzmu wobec prawd objawionych i szacunku dla dzielących ludzi różnic. Podstawą takiego porządku społecznego jest konieczność szukania odpowiedzi, jak pogodzić indywidualne dążenie do dobra z wielością jego wizji. W realnym społeczeństwie nie istnieje jedna większość i jedna mniejszość. Zróżnicowanie społeczne powoduje, że odnajdujemy siebie w wielu większościach i mniejszościach jednocześnie.

Rolą prawa jest zapewnienie w miarę bezkonfliktowego współistnienia grup posługujących się odrębnymi systemami wartości.

Piszcie, komentujcie: listy@wyborcza.pl

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.