Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Zostałam zgwałcona 7 lat temu. Nie zaszłam w ciążę - miałam ogromne "szczęście", bo dostałam receptę na "pigułkę po". Oczywiście sama musiałam ją wykupić. Jednak co byłoby, gdybym wtedy zaszła w ciążę z prawie obcym człowiekiem, który zmusił mnie do seksu? Który do dziś chodzi wolny - mimo sądowego wyroku? Przez którego moje życie stało się koszmarem?

Miałabym wychowywać dziecko mężczyzny, którym się brzydzę, którego się boję, który zniszczył mi życie? Miałabym być przekaźniczką jego DNA? Wychowywać dziecko przestępcy i alkoholika? Oddać do adopcji - jak to łatwo powiedzieć! Może oddałabym je pani Godek?

Ale to nie koniec mojej historii. Po tym, co się stało, gwałcił mnie własny mąż. Bo gdy zostałam zgwałcona, nie potrafiłam cieszyć się z seksu. Raz na kilka miesięcy umiałam kochać się z mężem z własnej woli, a on chciał codziennie. Więc zaczął sobie brać. Bo przecież miał potrzeby, a nie potrafił być czuły, wyrozumiały, nie potrafił czekać, rozumieć, nie chciał kochać. Brał w nocy, brał w dzień, brał, bo musiał rozładować napięcie.

I pewnego razu zaszłam w ciążę. Był wściekły. Uznał, że mam usunąć. Powiedział, że mam to zrobić i koniec, bo on chce się pozbyć problemu. Dopiero po porodzie dowiedziałam się, że już wtedy miał kochankę... nie zgodziłam się na aborcję - nie potrafiłam.

Tak samo jak nie wolno kobiet zmuszać do rodzenia, tak nie wolno zmuszać ich do aborcji. Mnie zmuszano do aborcji...

Teraz jestem sama z trójką dzieci, bez alimentów, z wiecznymi wyrzutami od jeszcze męża, z synkiem, którego on nie akceptuje.

Do czego dążę? To zawsze jest problem kobiety. Jakby sama sobie to dziecko robiła. A co robią mężczyźni? Nakazują, decydują, oskarżają... I śmią mówić, że to nie nasza sprawa, że życie w nas to nie nasza sprawa... A czyja?

My wychowujemy lub my ponosimy konsekwencje aborcji. Faceci co najwyżej zapłacą za zabieg.

Mój mąż gwałciciel nawet tego nie chciał. Uznał, że ja powinnam płacić. I takich historii jest więcej. Przysięgam!

Obiecuję, że moich synów wychowam na lepszych. Będą chodzić na marsze, będą wspierać kobiety, będą odpowiedzialni. Mi już nic nie pomoże. Ale dzięki temu, że postawiłam się, mam cudownego synka.

Uważam, że każda kobieta ma prawo wyboru. Także do tego, żeby urodzić. Lub nie.

Aleksandra

Czekamy na Wasze historie. Piszcie: listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.