Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Autorzy są adwokatami.
Michał Bukowiński, wicedziekan Okręgowej Rady Adwokackiej w Bydgoszczy, 
Bartosz Przeciechowski, członek Naczelnej Rady Adwokackiej

Wczorajszy „wyrok” Trybunału Konstytucyjnego analizować można przynajmniej na dwóch poziomach. Po pierwsze, „orzeczenie” w społecznym odbiorze stanowi realizację politycznego zamówienia przesłanego na Aleję Szucha z ulicy Nowogrodzkiej, co zostało wyraźnie zidentyfikowane i wyrażone  obraniem takiej właśnie trasy przemarszu przez publicznie protestujących.

 W tej perspektywie sprawa jest tyleż bulwersująca, co oczywista. Z gorzką satysfakcją („A nie mówiłem?!”) skonstatować można, iż władza polityczna przejmowała sądy i trybunały właśnie po to, by w sposób nieograniczony ingerować w prawa i wolności obywatelskie.

Sprawa aborcji to nie pierwszy przypadek wykorzystania sądów do realizacji politycznej agendy. Widzieliśmy, jak polityka zdominowała działania TK w sprawie ustawy dezubekizacyjnej, sprawie łódzkiego drukarza, nie wspominając o sprawach ustaw służących przejęciu politycznej kontroli nad wymiarem sprawiedliwości.

„Wyrok” w sprawie aborcji jest jednak wyjątkowy z uwagi na stopień ingerencji w prawa i wolności polskich rodziców, przede wszystkim matek, bezpośredni charakter tej ingerencji (zmiana rzeczywistości prawnej bez udziału ustawodawcy) oraz skalę społecznego oddziaływania. 

Po drugie, „wyrok” ten można oceniać w oderwaniu od politycznego kontekstu. Przyjmijmy zatem, choć nie jest to łatwe, że rozstrzygnięcie jest wyłącznie owocem zderzenia sumień członków składu orzekającego – podkreślmy, z udziałem dublerów poprawnie powołanych sędziów – oraz ich wiedzy z brzmieniem przepisów ustawy i Konstytucji.

W tym ujęciu „orzeczenie” Trybunału dowodzi całkowitego niezrozumienia roli sędziego konstytucyjnego, niedostrzeżenia istoty problemu, przed którym stanął Trybunał, oraz pominięcia ducha i litery Konstytucji.  

„Wolność człowieka kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność innego człowieka” – pisał XIX-wieczny francuski myśliciel Alexis de Tocqueville, wskazując, że problemem demokratycznych społeczeństw jest nie tyle porozumienie w sprawie wyznawanych wartości, ile ustalenie, jak przebiegają między nimi granice.

Prawa i wolności konstytucyjne nie są bowiem swobodnie fruwającymi w próżni bąbelkami idei, niekiedy miękko wzajemnie się odbijającymi. Prawa i wolności pozostają ze sobą w nieustającej relacji tarcia i nacisku generowanego przez zmiany cywilizacyjne i kulturowe. W wyniku owych tarć i nacisków zmienia się ich kształt i rozmiar, a co za tym idzie – znaczenie.

Tak długo jednak jak prawa i wartości wyrażone są w Konstytucji, nie mogą się wzajemnie anihilować lub unieważniać.

Tak oto prawo do prywatności ściera się z prawem do informacji, bezpieczeństwo z wolnością jednostki, wolność słowa z ochroną uczuć religijnych. Prawa i wolności napierają na siebie, konkurują, ale wzajemnie się nie niszczą i nie unieważniają.   

Z wyjątkiem autorów zdań odrębnych, sędziów Kieresa i Pszczółkowskiego, członkowie składu orzekającego nie chcieli się zmierzyć z problemem kolizji wartości nierozerwalnie związanym z kwestią przerywania ciąży „w razie ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu”.

Fałszywe jest przedstawianie tej społecznie doniosłej kwestii jako prostej alternatywy pomiędzy „pro-choice” a „pro-life”. Istota problemu nie sprowadza się też do odpowiedzi na pytania: „kiedy zaczyna się życie?” i „czy każde życie jest szczególną wartością?”. Pytanie, przed którym znakomita większość sędziów Trybunału zrejterowała, brzmi: „jak wytyczyć granicę pomiędzy prawem do życia od momentu jego powstania - jakkolwiek moment ten określimy - a prawem kobiet do ochrony ich zdrowia, zakazem tortur oraz prawem do prywatności i autonomii jednostki?”.

Waga  została  tak mocno wychylona, gdyż sędziowie, kładąc na jedną szalę godność płodu ludzkiego, niezależnie od stanu jego upośledzenia, na drugiej nie położyli godności ciężarnych kobiet.

W gruncie rzeczy nie położyli na niej niczego poza wyimaginowanymi ideami „wygody kobiet” i „eugeniki”, zresztą nietrafnie używając tego pojęcia w ślad za narracją upolitycznionej machiny propagandowej. Idąc na orzecznicze skróty, Trybunał stoczył walkę z wiatrakami „eugeniki”, podczas gdy zakwestionowana regulacja nie podważała zasady ochrony życia, lecz wprowadzała – jak zauważył sędzia Kieres – wyjątek uzasadniony konstytucyjnie, oparty na sprecyzowanych, obiektywnych przesłankach medycznych, odwołujący się do interesu publicznego i uwzględniający interes prywatny, pozwalający na rozwiązywanie kolizji między prawami matki a prawami dziecka. W efekcie godność kobiet to wielka nieobecna motywów tego rozstrzygnięcia.  

Dokonana przez Trybunał Konstytucyjny absolutyzacja wartości, jaką jest życie płodu, rodzi konsekwencje dalece wykraczające poza ograniczenie, a praktyczne zlikwidowanie, legalnego przerywana ciąży.

Trybunał nie uznał za przekonujący argumentu, iż wyeliminowanie dopuszczalności aborcji w razie ciężkiego upośledzenia płodu naraża kobiety i płody na olbrzymie cierpienia.

Skoro tak, to założyć można, że podobnie oceniony zostanie argument odwołujący się do cierpień matek, związanych z urodzeniem dziecka poczętego w wyniku gwałtu. Jeśli nie można, na gruncie Konstytucji, różnicować stopnia ochrony życia płodu i matki, to nie ma powodów, by za dopuszczalne uznać usunięcie ciąży, której donoszenie zagraża życiu lub zdrowiu kobiety.

O ile serio traktujemy tezę, że przerwanie ciężko i nieodwracalnie upośledzonej ciąży jest tym samym co „pozbawienie życia dziecka nienarodzonego”, to osoby dokonujące aborcji winny być ścigane i karane tak jak zabójcy. Trybunał wkroczył w ten sposób na ścieżkę prowadzącą do świata radykałów i fundamentalistów, świata, w którym wartości są nie ważone i dyskutowane, ale wyłącznie narzucane przez dominującą większość. Najwyraźniej zapomniano, że każda zabawa wahadłem prowadzi do jego rozchwiania i w efekcie do skrajnego odbicia w przeciwnym kierunku.  

Piszcie: listy@wyborcza.pl

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.