Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Sylwia Gregorczyk-Abram i Michał Wawrykiewicz są adwokatami działającymi w Inicjatywie Wolne Sądy

Konstytucja, zgodnie z art. 57, zapewnia wszystkim wolność organizowania pokojowych zgromadzeń i uczestniczenia w nich. 

To nasze obywatelskie uprawnienie dotyczy także tzw. zgromadzeń spontanicznych, czyli takich, które odbywają się „w związku z zaistniałym nagłym i niemożliwym do wcześniejszego przewidzenia wydarzeniem związanym ze sferą publiczną”, a ich „odbycie w innym terminie byłoby niecelowe lub mało istotne z punktu widzenia debaty publicznej”.

Na gruncie konstytucji prawo do zgromadzeń jako wolność polityczna i wolność słowa (wyrażania poglądów) przysługuje każdemu obywatelowi. Jest to prawo o charakterze gwarancyjnym.

Tymczasem władze twierdzą, że w związku z epidemią skutecznie wprowadziły zakaz wszelkich zgromadzeń, także tych spontanicznych.

Zdaniem rządzących nie wolno teraz w otwartej przestrzeni dostępnej dla nieograniczonej liczby osób wyrażać społecznego sprzeciwu ani w sposób zapowiedziany (regularne zgromadzenie), ani w spontaniczny, czyli np. w takiej sytuacji, z jaką mieliśmy do czynienia wczoraj i zapewne będziemy mieli do czynienia dzisiaj, tj. w sytuacji uzasadnionego nagromadzenia emocji społecznych związanych z istotnym ograniczeniem praw kobiet.

Konstytucyjne prawa i wolności można ograniczać.

Ograniczenia te muszą spełniać kryteria wymienione w art. 31 ust. 3 ustawy zasadniczej: po pierwsze, muszą wynikać z ustawy; po drugie, muszą chronić przynajmniej jedną z konkretnych wartości: bezpieczeństwo lub porządek publiczny, ochronę środowiska, zdrowia i moralności publicznej albo ochronę wolności i praw innych osób; po trzecie, muszą być konieczne w demokratycznym państwie, czyli proporcjonalne; wreszcie po czwarte, nie mogą naruszać istoty wolności lub prawa, którego dotyczą.

Tak więc ograniczanie wolności obywateli do swobodnego gromadzenia się nie może być samowolnym działaniem rządu, a jego źródłem nie może być konferencja prasowa premiera czy nawet rozporządzenie Rady Ministrów.

Zakaz zgromadzeń spontanicznych powinien wynikać wprost z ustawy i opierać się na konstytucyjnych przesłankach. Co prawda art. 46 ust. 4 ustawy o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi zawiera delegację dla rządu do ustanowienia, w przypadku wprowadzenia stanu epidemii, zakazu organizowania „widowisk i innych zgromadzeń ludności”, ale nie jest to samo w sobie ustawowe ograniczenie lub zlikwidowanie wolności zgromadzeń.

Od strony prawnej podstawą „nielegalności” demonstracji, na którą powołują się rządzący i policja, jest rozporządzenie Rady Ministrów, a zatem akt prawny wykonawczy. Nie ustawa. A tak jak napisaliśmy wyżej, jedynie ustawa może ograniczać prawo do zgromadzeń, wskazując jednocześnie konstytucyjne warunki.

Takie ograniczenie wynikające z ustawy może być doprecyzowane w akcie podustawowym, jednak takie przepisy mogą stanowić wyłącznie dopełnienie, uszczegółowienie ustawowego zakazu. Sytuacja mogłaby ulec radykalnej zmianie, gdyby wprowadzony został na terenie kraju stan nadzwyczajny przewidziany konstytucją. Wówczas nasze prawa i wolności mogłyby w sposób legalny zostać czasowo ograniczone lub zawieszone. Ale stanu nadzwyczajnego nadal nie ma.

Skoro więc zakaz zgromadzeń, w tym spontanicznych, został wprowadzony w drodze rozporządzenia, to sąd rozpoznający sprawę, w której organy ścigania zarzucałyby organizowanie nielegalnego zgromadzenia (art. 52 kodeksu wykroczeń) lub nieopuszczenie zbiegowiska (art. 50 kodeksu wykroczeń), powinien odmówić zastosowania go i uniewinnić obwinioną osobę.

W ramach oceny konkretnej sprawy, w tym ograniczeń nałożonych na obywateli przez władzę i żądania zastosowania sankcji na tej podstawie, sąd powinien dokonać też tzw. testu proporcjonalności, czyli mówiąc najkrócej zbadać, czy pozbawienie lub ograniczenie praw lub wolności obywatelskich na podstawie aktu legislacyjnego jest proporcjonalne do okoliczności i wymogów zaistniałej sytuacji oraz wynikających stąd zadań państwa w zakresie zapewnienia bezpieczeństwa obywatelom.

Aby możliwe było zbadanie danej sprawy przez niezależne sądy (na barkach których ciąży odpowiedzialność za należytą ochronę naszych konstytucyjnych praw), należy odmówić przyjęcia mandatu i tym samym zgodzić się skierowanie przez policję wniosku o ukaranie właśnie do sądu.

Piszcie: listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.