Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Trochę mną wstrząsnęło, że lekarka karmiąca piersią ma zostawić swoje dziecko i dać dowód, że lepiej wypełni życiową rolę, zajmując się chorymi, a nie dzieckiem.

Ale żeby nie było, że tylko oburzenie we mnie bulgocze, to zupełnie serio proponuję rozważyć, by w miarę możliwego pogłębiania się braku lekarzy i sanitariuszy poprosić środowisko lekarzy weterynarzy o asystowanie w niesieniu pomocy chorym.

Lekarze weterynarii mają zadziwiająco wielką wiedzę o leczeniu, o metodach, farmakologii, mają intuicję przy rozpoznawaniu chorób u zwierząt, które nie potrafią powiedzieć, co im dolega. Jeżeli nie oni, to kto?

Co Wy na to? Piszcie: listy@wyborcza.pl

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.