Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

W poniedziałek, 19 października otrzymałam dodatni wynik testu RT- PCR. Sama zapłaciłam za ten test i sama zobaczyłam jego wynik na stronie laboratorium online. Mam koronawirusa. Liczyłam, że skontaktuje się ze mną ktokolwiek w tej sprawie. Zadzwoniłam do lekarza, który wcześniej wystawił mi L4 z powodu gorączki, okazało się, że teraz nawet mnie z nim nie połączą. Lekarz pracuje w prywatnej opiece zdrowotnej, która nie może zajmować się koronawirusem, pandemią COVID-19 zajmuje się sanepid. Od poniedziałku nie chodzę do pracy, zdecydowałam się na samoizolację.

Nie mam zwolnienia z pracy, nie mam L4, dalej nie zadzwonił do mnie nikt z sanepidu. Zadzwoniłam do NFZ. - My się tym nie zajmujemy, przełączę panią na infolinię sanepidu. Trochę to trwało, zasnęłam, przebudziłam się i już był głos w słuchawce.

Pani powiedziała, że nie ma w systemie ani mnie, ani mojego wyniku badania. - Czy zlecił je mój lekarz pierwszego kontaktu?

Nie, sama je zleciłam, sama za nie zapłaciłam (495 złotych). 

- Oo, skoro tak, to pewnie sanepid nie uzna tych wyników za wiarygodne.

Badanie zostało wykonane przez największą sieć laboratoriów medycznych w Polsce. Jak można podważyć wynik tylko dlatego, że to pacjent zapłacił za badanie, a nie NFZ?

-Oo, proszę pani, nie takie rzeczy się dzieją w sanepidzie, ja tu tylko siedzę na infolinii, ale różne rzeczy się słyszy i widzi.

I tyle. Rozłączyłyśmy się. Mam czekać na telefon z sanepidu, ale że mieszkam w Krakowie, to mogą do mnie zadzwonić za tydzień. Albo wcale.

Leżę i odpoczywam, nie biorę żadnych leków. Skończyły mi się. Zresztą po co mi jakieś leki. Większą część dnia przesypiam. Czekam na telefon z sanepidu. Wysłałam również wypełniony druczek "dla zakażonych" na adres e-mail: plus@pssekrakow.pl. Jest to kontakt dla osób, które uzyskały dodatni wynik wymazu w kierunku SARS-CoV-2 w Krakowie.

Mam nadzieję, że dobrze, że się izoluję, i że nie okaże się, że te dni spędzone z dala od ludzi nie zostaną potraktowane jako bezpłatny urlop. Samowolne oddalenie się z miejsca pracy? Próbowałam zainstalować aplikację "kwarantanna", ale pojawił się komunikat, że moich danych nie ma w systemie, więc nie mogę jej uruchomić. Czuję się chora, mam wynik dodatni, ale nie jestem w stanie tego skonsultować z żadnym lekarzem.

Instytucja, która zajmuje się tym właśnie wirusem, jest niedostępna i też, zdaje się, nie ufa mojemu wynikowi badań. Wiem, że mogłoby być gorzej. Po prostu wszyscy są tak zajęci szukaniem nowych zakażonych, że nie mają czasu ani ochoty na kontakt z tymi już stwierdzonymi przypadkami. Ci to niech sobie sami radzą. Idę spać.

Paulina

Opiszcie proszę podobne przypadki, czekamy: listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.