Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Z prof. Paulem Meijknecht przetłumaczyliśmy Konstytucję RP na język holenderski, dla towarzystwa „Rechters voor rechters” („Sędziowie dla sędziów”); przy tej okazji sam przemyślałem jej sens. Więc sędziowie i inni prawnicy holenderscy mogą przeczytać (i ocenić) waszą krzywą interpretację konstytucji w czasie dotychczas największej jej próby mocy prawnej, w czasie próby jej wartości jako prawo zasadnicze, w czasie pandemii koronawirusa.

Stany nadzwyczajne w polskiej konstytucji

Pandemia trafiła do Polski w kadencji władzy partii PiS i akurat w czasie próby praworządności całej Rzeczypospolitej jako członek Unii Europejskiej. Ci od „chrześcijańskich wartości” mogą myśleć, że Bóg wam akurat wybrał ten historyczny teraźniejszy moment na te różne próby, a ci o świeckich poglądach oczywiście także mogą rozumieć, że ten epizod dla rządzenia krajem, od marca 2020 roku z koronawirusem tu, w Polsce, jest i będzie wyjątkowo skomplikowany, nie tylko w dziedzinie zdrowia. No, a co zrobili Polacy - politycy z rozdziałem XI o „stanach nadzwyczajnych” w okresie tych ciężkich prób?

Rozdział XI konstytucji (art. 228-234) określa, że „w sytuacjach szczególnych zagrożeń, jeżeli zwykle środki konstytucyjne są niewystarczające, może zostać wprowadzony odpowiedni stan nadzwyczajny: stan wojenny, stan wyjątkowy lub stan klęski żywiołowej”. W marcu tego roku było jasne, że pandemia wywoła także w Polsce katastrofalną żywiołową klęskę. Rządząca władza państwa, z wyjątkiem Senatu, odrzuciła propozycję, żeby wprowadzić stan klęski. Art. 233 konstytucji reguluje nadzwyczajne kompetencje rządowe w czasie stanu klęski, mianowicie kompetencje do ograniczenia wolności i praw obywateli w czasie wprowadzonego stanu klęski.

Macie taką dobrą konstytucję, a chcecie ją tak źle rozumieć

Macie taką dobrą współczesną Konstytucję 1997, a tak źle chcecie zrozumieć ją! Chcieliście te nadzwyczajne kompetencje („środki nadzwyczajne”) stosować bez stanu nadzwyczajnego. Jarosław Kaczyński ze swoją ekipą wymógł najpierw wybory prezydenckie. Te wybory miały być rodzajem pseudoreferendum, za czy przeciw panującej władzy PiS, miały ustabilizować polityczne stosunki w okresie pandemii, bo w czasie katastrofy polityczna równowaga jest istotna. Efekt tego pomysłu był odwrotny!

Te wybory jeszcze bardziej wyostrzyły wrogie stosunki polityczne, z debatami na poziomie, czy geje to normalni ludzie. A koronawirus w czasie wyborów? Minister zdrowia trochę improwizował przy pomocy znajomych w sprawie koronawirusa, prawie na własną rękę, premier rządu stał obok niego, gdy minister Szumowski coś wygłosił - ale premier rządu i prezes partii oraz wszyscy zajęli się przede wszystkim propagandą wyborczą dla Andrzeja Dudy.

Liderzy opozycji, z tym samym wyścigowym entuzjazmem, jak do meczu, zajęli się również propagandą wyborczą, oczywiście dla kandydatów opozycji i przeciw Dudzie. (Moje uszanowanie dla Małgorzaty Kidawy-Błońskiej, która nie chciała brać udziału w tym pomyśle). Ze stron partii polityków - bojowa hura dla tych wyborów zamiast gotowości do wprowadzenia stanu klęski żywiołowej, stan, który zabrania takich wyborów w czasie stanu klęski. W medialnym spektaklu było czuć i słychać, jak jedni starali umocnić pozycję Dudy komplementami, on sam swoimi myślami programowymi, a tamci, żeby go obalić i zastępować przez swojego człowieka.

Lepszy dla Dudy byłby stan klęski

Otóż tyle moich uwag na temat odrzucenia mądrej decyzji o stanie klęski, „ponieważ w stanie klęski nie możemy mieć wyborów prezydenckich”. Przy stanie nadzwyczajnym kadencja prezydenta Andrzeja Dudy by przedłużyła się automatycznie do 90 dni po zakończeniu stanu nadzwyczajnego. Wybory były niepotrzebne, niedorzeczne w tych dniach. Wybory odkłada się w stanie nadzwyczajnym. Myślę, że poprawne przedłużenie kadencji prezydenta na podstawie wprowadzonego stanu klęski żywiołowej byłoby dla Dudy godniejszym wejściem w epizod pandemii niż ten sforsowany nowy wybór go na prezydenta po dosyć kontrowersyjnej kampanii kandydatów.

Zwykle spory wyborcze odkładają się na razie na później, do powrotu stanu zwyczajnego, proszę państwa. Tak właśnie uczy wasza konstytucja: skupcie się teraz na sprawie stanu nadzwyczajnej katastrofy, a nie na  tym etapie na czymś, jak: czy geje są normalnymi ludźmi itd.

„W czasie stanu nadzwyczajnego oraz w ciągu 90 dni po jego zakończeniu nie może być skrócona kadencja Sejmu, przeprowadzone referendum ogólnokrajowe, nie mogą być przeprowadzone wybory do Sejmu, Senatu, organów samorządu terytorialnego oraz wybory prezydenta Rzeczypospolitej, a kadencje tych organów ulegają odpowiedniemu przedłużeniu” - mówi art. 228,7 K.

Co prawda, ani ustawodawca konstytucji, ani nikt w ogóle nie przewidział takich nieprzewidzialnych klęsk jak obecna pandemia. Twórcy konstytucji myśleli  o katastrofach o mniejszych proporcjach, na miesiąc czy kilka miesięcy. Na razie jednak warto trzymać się obecnej konstytucji w obecnym brzmieniu, aż sytuacja  nie będzie wymagać adekwatnej nowelizacji ze względu na ewentualnie zbyt długie trwanie katastrofy do objęcia w obecnym stanie prawnym. Ani art. 228, ani konstytucja w ogóle nie wykluczają zmiany konstytucji, dopóki nie zajdzie aż taka potrzeba wywołana przez wirus, ale lekceważenie teraz obowiązującej konstytucji doprowadzi z kolei do lekceważenia następnej wersji Konstytucji RP.

Czy faktycznie nie stać Polski na stan nadzwyczajny?

Gorszym grzechem niż ten mecz wyborczy między partiami politycznymi, gorzej - przeciw mądrej racji obecnej waszej konstytucji, była wyssana z palca interpretacja art. 228,4 - do poparcia głosów namawiających na te niepotrzebne wybory prezydenckie zamiast na potrzebne wprowadzenie stanu klęski żywiołowej. Krążyła plotka, że konstytucja każe płacić za szkodę materialną spowodowaną przez ograniczenia wolności i prawa człowieka i obywatela w czasie stanu nadzwyczajnego. „Na to nam nie stać”. Więc wprowadzimy te ograniczenia wolności i praw bez stanu nadzwyczajnego. Bez stanu nadzwyczajnego nie będziemy musieli wyrównywać materialnych szkód wynikających z rządowych „środków nadzwyczajnych”? Będzie wtedy taniej i łatwiej?

Przeczytajcie dobrze ten artykuł konstytucji i zobaczcie, że taki argument jest nonsensem. Cytuję art. 228,4.w rozdziału XI k: „Stany nadzwyczajne”

Ustawa może określić podstawy, zakres i tryb wyrównywania strat majątkowych wynikających z ograniczania w czasie stanu nadzwyczajnego, wolności i praw człowieka i obywatela.

Zasada prawa prywatnego i publicznego każe, aby sprawca, który komuś robi szkodę majątkową na uszczerbek jego wolności i praw, tę szkodę wyrównał. Różnica z normalną sytuacją jest w tym, że w stanie nadzwyczajnym można takie szkody szczególnie uregulować ustawą dostosowaną do okoliczności i przymusów nadzwyczajnych, mianowicie regulować „zakres i tryb wyrównywania”, które sprawiedliwie dzieli, rozdziela czy transferuje te szkody w świetle faktów, że pandemia dotyczy wszystkich, w wielu wypadkach też finansowo. Chyba „zakres” może tu też ograniczyć czy uwarunkować. Stan nadzwyczajny legitymuje taką nadzwyczajną specjalną ustawę. Taka ustawa w sensie art. 228,4, o wyrównywaniu strat materialnych, więc w wielu wypadkach gospodarczych, jest konieczna w obecnej i przewidywalnie przyszłej sytuacji koronawirusowej. Ale to w prawnych ramach konstytucyjnego stanu klęski żywiołowej. (De facto już były różne wyrównywania finansowe dla firm na skraju bankructwa z powodu pandemii, dodam: z pomocą funduszy unijnych).

A może stan nadzwyczajny wprowadzony rozporządzeniem rządu?

Jeszcze bez szerszego wypracowania na całokształt potrzebnych wyrównań strat materialnych w legalnym stanie nadzwyczajnej klęski. A co teraz? Szansa wprowadzenia stanu klęski w odpowiednim momencie minęła w szaleństwie wyborów. Brnąć dalej bez stanu nadzwyczajnego? Wydaje mi się, że elegancko byłoby teraz wprowadzić stan nadzwyczajny Rozporządzeniem rządu, które uwzględnia też działania nadzwyczajne przed formalnym wprowadzeniem stanu nadzwyczajnego. Prof. Andrzej Zoll charakteryzował ten okres od kwietnia jako de facto stanem nadzwyczajnym bez nazwy stanu nadzwyczajnego de iure. Niech teraz będzie de iure i ex post legalizujący.

Rozporządzenie Rady Ministrów wprowadza stan klęski żywiołowej („katastrof naturalnych”) na maksymalnie 30 dni i Sejm decyduje o periodycznym przedłużeniu, mówi art. 232 k. Elegancko byłoby, moim zdaniem, Rozporządzeniem Rady Ministrów, które legalizuje expressis verbis dotychczas nielegalny stan nadzwyczajny dla dokonanych i do dokonania nadzwyczajnych działań, wszystko z periodycznymi prolongacjami przez Sejm. Otóż to. W rezultacie Sejm kontroluje przebieg sytuacji nadzwyczajnej, z udziałem Senatu oczywiście, a prezydent będzie miał swoją zwykłą prezydencką rolę, wszystko demokratycznie i praworządnie.

A przygotowanie ustawy czy ustaw do wyrównywania strat, o których mowa w art. 228,4 konstytucji - to naprawdę powinno być z doradztwem dobrych, fachowych prawników, z poszanowaniem dla waszej mądrej konstytucji.

dr Jaap Houtappel, prawnik holenderski

Czekamy na Wasze listy, opinie, komentarze. Wyborcza TO Wy. Piszcie: Listy@wyborcza.pl

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.