Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

„…problemem jest chociażby zaangażowanie personelu medycznego. Niestety, występuje taki problem jak brak woli części środowiska lekarskiego” - Jacek Sasin, wicepremier

42 lata jestem lekarzem, 33 lata – samodzielnym pracownikiem nauki, 20 lat – kierownikiem kliniki, od 10 dni – kierownikiem oddziału „covidowego”.

Przytłoczył mnie rozmiar bezmyślności i bezczelności

Od dłuższego czasu staram się nie śledzić medialnych wypowiedzi różnych samozwańczych geniuszy, ich akolitów, rozmaitych płaskoziemców i znawców optycznych zjawisk meteorologicznych. Zalewające nas fale ignorancji, arogancji i bezwstydu traktuję jako dopust zesłany w celu ćwiczenia stoicyzmu i praktykowania cierpliwości w znoszeniu tego, czego nie mogę zmienić. Wśród osób, które zmuszają mnie do takich ćwiczeń, są także (niestety) osoby z dyplomem lekarza.

Ze smutkiem i żalem przyznaję jednak, że przytłoczył mnie rozmiar bezmyślności i

bezczelności ostatnich wypowiedzi dotyczących lekarzy i nauczycieli, które dotarły do mnie z opóźnieniem. Pomijam błyskotliwe uwagi na temat „pedagogów ginących w wypadkach samochodowych” czy „jedzenia jabłek” oraz apel o „niesłuchanie komunikatów wpływających negatywnie na zdrowie”.

Nie mogę jednak przejść do porządku dziennego nad słowami wysokiego urzędnika państwowego na temat „braku zaangażowania personelu medycznego”. Nie zmiękcza ich wymowy partykuła „chociażby”, niezależnie od tego, czy została użyta w celu wskazania, jakiego wyboru można dokonać, czy dla wyrażenia obojętności.

Tylko dzięki ofiarności lekarzy system funkcjonuje

Wielokrotnie zwracałem uwagę na zdarzające się (nad czym niezmiennie boleję) niewłaściwe zachowania w naszym środowisku, jednak posądzanie o brak zaangażowania i obarczanie nas (lekarzy) nawet częścią winy za trudności w opanowaniu pandemii jest niegodziwym nadużyciem będącym nieudolną próbą usprawiedliwienia bezradności rządzących. Jest wręcz przeciwnie.

Mimo karygodnego niedoinwestowania system ochrony zdrowia funkcjonuje wyłącznie dzięki ofiarnej pracy i poczuciu odpowiedzialności większości jego pracowników.

Zwracam przy tym uwagę, że większość lekarzy, a przede wszystkim pielęgniarek, stanowią kobiety. Ponad 20 proc. pracujących lekarzy (w tym niżej podpisany) osiągnęło wiek emerytalny, a spora część lekarzy i pielęgniarek to kobiety oczekujące lub wychowujące dzieci. Są jeszcze pracownicy przewlekle chorzy, opiekujący się starymi rodzicami lub dziadkami, mniej odważni i zwyczajnie bardziej lękliwi. Ich wszystkich próbuje się przekonać, że przysięga powinna zastąpić odpowiednią infrastrukturę i właściwe wyposażenie miejsc pracy oraz zobowiązuje do pracy ponad siły.

Ilu lekarzy zostało wysłanych na ćwiczenia wojskowe?

Zdaję sobie sprawę z niewłaściwości wyciągania wniosków na podstawie pojedynczych

doniesień, dlatego ciekawy jestem, do ilu lekarzy wysłano w ostatnim miesiącu wezwanie na ćwiczenia wojskowe. Jedno z nich (na 16-30 października) otrzymał mój asystent opiekujący się chorymi na COVID-19, ojciec dwojga małych dzieci. Niezależnie od jawnego sabotażu pracy szpitala, już sam pomysł skoszarowania kogokolwiek w jakimkolwiek celu w obecnym czasie (trwającym od kilku miesięcy!) jest skrajną nieodpowiedzialnością.

Obecna sytuacja nie wzięła się znikąd i jest następstwem wieloletnich zaniedbań. Zadziwiająca była powszechna niemal zgoda polityków różnych opcji odmawiających rzetelnego finansowania systemu ochrony zdrowia i opieki społecznej. Różnica dotyczyła tylko sposobu uzasadniania swoich decyzji.

System ochrony zdrowia toczy poważna choroba

Jedni uważali, że wydane środki zostaną zmarnowane, inni powoływali się na ważniejsze, często dość osobliwe potrzeby. Skala zaniedbań w zakresie infrastruktury i zaopatrzenia szpitali jest porażająca. Ich długi są nawet trudne do oszacowania. System ochrony zdrowia toczy poważna choroba, zdekompensowana przez pandemię.

Sytuacji nie poprawią obiecywane (nawet nie rzucane) ochłapy ani łaskawe obietnice „niekarania za błędy nieumyślne”. Konieczne są systemowe zmiany i wielomiliardowe nakłady. Znacznie większe niż przeznaczone na TVP, myśliwce F-16 i inne równie ciekawe pomysły.

Zwykle staram się nie używać języka militarnego, ale tym razem robię wyjątek, bo sytuacja jest nadzwyczajna. To jest wojna, nawet jeżeli pociski zabijają „tylko” około 1-3 proc. trafionych. Są jeszcze ranni, w tym ciężko, a odległe skutki zakażeń pozostają

nieznane. Wbrew wielu buńczucznym wypowiedziom jesteśmy w odwrocie i próbujemy dokonać przegrupowania. Nie może ono jednak polegać na chaotycznym wydawaniu decyzji administracyjnych przekształcających oddział z dnia na dzień, bez czasu na przygotowanie niezbędnego zaplecza i pracowników. Strzelanie do lekarzy (nawet ślepakami) i kierowanie ich oraz pozostałych pracowników medycznych do kompanii karnych z zamiarem użycia do rozpoznania bojem jest bardzo niedobrą taktyką, która nie pozwoli wygrać. Nikomu.

Piszę te słowa w obchodzonym przez wielu Dniu Pracownika Służby Zdrowia. Dlatego chciałbym zakończyć akcentem pozytywnym. W swojej encyklice "Laborem exercens" Jan Paweł II stwierdził: „Praca ludzka ma swoją wartość etyczną, która pozostaje związana z faktem, (…) iż ten, kto ją spełnia, jest osobą, jest świadomym i wolnym, czyli stanowiącym o sobie podmiotem. (…) Pierwszą podstawową wartością pracy jest sam człowiek – jej podmiot”.

Lekarz i pielęgniarka dobrowolnie rezygnują z roli podmiotu pracy na rzecz chorego. W zamian domagają się jednak godziwych warunków tej pracy.

Chciałbym doczekać czasów, w których świadoma rezygnacja z wielu uprawnionych cech podmiotu pracy i oddanie prymatu choremu, rozumiana jako element profesjonalizmu, nie będzie musiała być okupiona heroizmem i wystarczy zwykła ludzka przyzwoitość. I że ta przyzwoitość będzie dotyczyła zarówno sług (osobiście nie mam nic przeciwko temu, aby moją pracę lekarza i nauczyciela nazywać służbą), jak i tych, którym oni służą. Znacznie bowiem trudniej o przyzwoite sługi tam, gdzie nie ma przyzwoitego suwerena. Czyż nie jest robotnik, a nawet sługa godzien zapłaty swojej? A godziwych warunków pracy?

Wszystkim, w tym i sobie, świątecznie i optymistycznie życzę zdrowia, godnych warunków życia i pracy, przyzwoitego suwerena, a wokół powszechnej sokratejskiej harmonii myśli, słów i czynów.

Czekamy na Wasze listy, opinie, komentarze. Wyborcza to Wy. Piszcie: listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.