Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Rząd – w związku z postępami pandemii – stoi przed dylematem zamknięcia szkół. Z jednej strony są one rozproszonymi giełdami objawowej i bezobjawowej wymiany wirusa SARS-CoV-2. Z drugiej strony wśród wielu argumentów przeciw takiej decyzji są m.in. negatywne doświadczenia z nauką zdalną. I znowu jednym z wielu czynników, który złożył się na taki osąd, jest przeładowany nauką program edukacyjny polskiej szkoły. Wydaje się, że szkolnictwo powszechne stawia głównie na ilość przerobionego materiału. Rodzicom edukacja ich dzieci kojarzy się niekiedy z karmieniem gęsi na wątróbki strasburskie.

"Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie”

Niewątpliwie polska oświata wyrasta z chlubnych tradycji. Sens edukacji w jednym lapidarnym zdaniu ujął Jan Zamojski w akcie fundacyjnym Akademii Zamojskiej z 1600 roku: „Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie”. Dobry system edukacyjny jest zatem racją stanu. Pierwszym w Europie urzędem na wzór współczesnego ministerstwa oświaty była „Komisja nad Edukacją Młodzi Szlacheckiej Dozór

Mająca” (powszechniej znana jako Komisja Edukacji Narodowej). Był to co prawda listek figowy obrad Sejmu Rozbiorowego z 14 października 1773 roku, niemniej m.in. dzięki energii Hugona Kołłątaja Komisja zrobiła bardzo wiele dobrego dla upowszechniania edukacji. W czasie zaborów przed I wojną światową i w czasie okupacji niemieckiej w bezprecedensowy i oddolny sposób rozwinęło się polskie tajne nauczanie. Po okresie stagnacji doby komunizmu polska szkoła w XXI wieku sięgnęła czołowych miejsc w światowych rankingach nauczania.

Przeładowane programy, potrzebni korepetytorzy

Niemniej obecnie można dostrzec pewne dysfunkcje powszechnego systemu oświatowego. Programy nauczania są przeładowane informacjami. Nie ma zbyt wiele czasu w siatce godzin na utrwalanie przekazanej wiedzy, bo już nauczycieli gonią kolejne obowiązkowe tematy. Dla osiągnięcia sukcesu

edukacyjnego przez ucznia, mierzonego dobrym wynikiem końcowego testu sprawdzającego, z zasady nie wystarcza sama nauka w szkole. Potrzebna jest jeszcze intensywna praca w domu wieczorami i w weekendy. Niestety, program edukacyjny skonstruowany jest obecnie w taki sposób, że w praktyce w proces nauczania powinni zostać dodatkowo zaangażowani rodzice lub korepetytorzy. W efekcie uczniowie, którzy nie mają takich możliwości jak merytoryczne wsparcie rodziców amatorów czy płatne douczanie u profesjonalistów, nie mają równych szans edukacyjnych. Słabszy wynik testu końcowego zamyka uczniowi drogę do lepszej szkoły średniej czy na wymarzony kierunek studiów.

Zamiast kuć i testować, zastosujmy "Sposób na Alcybiadesa"

Programy edukacyjne skonstruowane w oparciu o potrzebę dużej ilości nauki pamięciowej nie są dobrym pomysłem. Nauka oparta na takim przesłaniu to współczesne „Syzyfowe prace”. Uczniowie nie są omnibusami i w tych dziedzinach, w których nie mają naturalnych uzdolnień, szybko tracą wiedzę nabytą do pamięci krótkiej. Czy zatem czasu potrzebnego na opanowanie wiadomości skazanych na zapomnienie nie można wykorzystywać w szkole w lepszy sposób?

Współczesna szkoła wytworzyła ponadto bożka testu. Jak się również okazuje, inaczej uczy się młodzież dla samego piękna wiedzy, a inaczej dla potrzeb zbudowania umiejętności rozwiązania zadania testowego. System nie stawia zatem na idealistów, ale na koniunkturalistów.

Obecnie świat zmienia się szybciej niż kiedykolwiek i szkoła powinna nadążać za tymi zmianami. Dostęp do źródeł wiedzy stał się szybszy i pełniejszy niż kiedykolwiek wcześniej. Zmieniają się globalne standardy metodyki nauczania. Warto zatem korzystać ze sprawdzonych wzorów.

W Polsce już w 1964 roku opublikowano historię, w której bandzie nieuków (nieodróżniających Aten od anten) profesor Tomasz Misiak, zarzuciwszy realizację programu nauczania i odpytywania na stopnie na rzecz swobody badań naukowych, w krótkim czasie pozwolił stać się mądrymi młodymi ludźmi. To oczywiście fikcja literacka pióra Edmunda Niziurskiego przedstawiona w „Sposobie na Alcybiadesa”. Niemniej mniej więcej według tego wizjonerskiego pomysłu działa współczesne szkolnictwo w Finlandii, które uważane jest za jedno z najlepszych na świecie. Państwa, które przez lata uchodziło za peryferyjne i niespecjalnie zasobne.

Jaki jest przepis na dobrą edukację

Kirsti Lonka, profesor Uniwersytetu w Helsinkach, psycholożka edukacji, uważa, że są do tego potrzebne tylko trzy składniki.

Dobrze wykształceni nauczyciele

Po pierwsze, potrzebni są wszechstronnie i dobrze wykształceni nauczyciele, według najlepszych światowych standardów. Standardów wypracowywanych w oparciu o rzetelne badania naukowe. Zawód nauczyciela należy w Finlandii do prestiżowych i dobrze opłacanych profesji. Dzięki temu unika się w tamtejszej oświacie osób przypadkowych czy słabo zmotywowanych do pracy.

Edukacja dopasowana do zmian

Po drugie, niezbędne jest ciągłe dopasowywanie edukacji w szkole do zachodzących w świecie zmian, których dynamika jest niezwykle intensywna. Jeżeli świat przechodzi rewolucję technologiczną, to powinna ona być także obecna we współczesnej szkole. Pojawia się w tym miejscu pytanie, które stawia sobie chyba każdy polski rodzic: ile powinien ważyć tornister ucznia w epoce paperless? Profesor Kirsti Lonka wskazuje, że na obecnym rynku zatrudnienia jest taki trend, że „coraz więcej pracy wykonuje się w ramach projektów, w których niestałe zespoły wspólnie rozwiązują złożone problemy. Informacje są nie tylko pozyskiwane, ale także wspólnie tworzone”. System oświaty powinien elastycznie dopasowywać się do takich trendów.

Nie wkuwanie, tylko uczenie się

Po trzecie, co najważniejsze, na pierwszym miejscu w systemie oświaty powinno się stawiać na umiejętność uczenia się. Trudno cokolwiek zarzucić tej koncepcji przy dynamicznie zmieniającym się świecie i zjawisku szybkiej dewaluacji wcześniejszej wiedzy wobec ciągłego postępu technologicznego. Profesor Lonka uważa, że w nowoczesnej oświacie w ogóle powinno odrzucić się schemat tradycyjnego modelu nauczania przedmiotów szkolnych. W to miejsce nauczanie powinno polegać na realizacji multidyscyplinarnych projektów, „które koncentrują się na złożonych zjawiskach i rozwijają umiejętności rozwiązywania problemów i myślenia uczniów”.

Edukacja powinna iść w parze z nowymi technologiami. „Nasza pamięć nie działa jak skaner, który przyjmuje podane informacje. Zamiast tego wyciągamy wnioski i rozumiemy znaczenie tego, czego się nauczyliśmy”. Uczenie pamięciowe swój złoty okres przeżywało w średniowieczu, kiedy to żacy pod okiem i rózgą preceptora powtarzali na głos łacińskie zdania. Był to jeden ze skutecznych sposobów zdobywania wiedzy, ale cywilizacja wymyśliła lepsze. Profesor Kirsti Lonka podsumowuje, że fiński model edukacyjny opiera się na najnowszych odkryciach neuropsychologii i psychologii edukacyjnej. W praktyce oznacza to, że „szkoły zaczęły oferować multidyscyplinarne koncepcje uczenia się, a uniwersytety – multidyscyplinarne programy studiów”. Model fińskiej szkoły powszechnej nie ma zatem za podstawę nauki pamięciowej, ale polega na aktywizacji i angażowaniu dzieci we wspólne projekty wymagające samodzielnego myślenia i poszukiwań wiedzy.

W światowych rankingach Finlandia przegrywa ze szkolnictwem niektórych państw azjatyckich niemniej za taką cenę, że uczniowie państw liderów spędzają w szkole dwukrotnie więcej czasu niż młodzi Finowie.

Dobrze wyedukowane społeczeństwo to nie ciemny lud, który wszystko kupi. Jest zatem wartością bezcenną.

Autor jest prof. Uniwersytetu Opolskiego dr. hab., Wydział Prawa i Administracji

Czekamy na Wasze listy, opinie, komentarze. Wyborcza to Wy. Piszcie: Listy@wyborcza.pl

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.