Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Wszyscy wokół chorują, słusznie potrzebna była kwarantanna - sanepid teoretycznie ją nałożył. Teoretycznie, bo wyglądało to w skrócie tak... telefon do pracy, informacja o nałożeniu kwarantanny. Przez ten czas zero zainteresowania ze strony sanepidu - za wyjątkiem telefonu z informacją o terminie wymazu i badania. Zarówno w podanym terminie, jak i po nim nikt się nie pojawił.

Badanie załatwiliśmy we własnym zakresie (żona pracuje w laboratorium, a ja w szkole). Nie dotarła do mnie żadna aplikacja, do żony w przeddzień zakończenia kwarantanny. Ale to nie koniec.

Nie mamy potwierdzenia od sanepidu, że wysłał nas na kwarantannę, mimo telefonów i maili, a wymagają tego w miejscu pracy.

Na dziś wygląda to tak, że opuściłem na tydzień samowolnie miejsce pracy, no i zapewne za ten okres nie otrzymam zapłaty. Przepiękne prawo, dopięte na ostatni guzik.

Czekamy na wasze historie. Piszcie: Listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.