Odnoszę wrażenie, że istnieje wokół technologii 5G ogromny szum informacyjny kreowany w dużej mierze przez podmioty, które chcą zarobić na wdrożeniu tej technologii.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Z zainteresowaniem zabrałem się za czytanie artykułu o 5G w dzisiejszej Gazecie, ale po lekturze mam wrażenie, jakbym czytał materiały promocyjne firmy telekomunikacyjnej.

Nie kwestionuję technicznej wyższości sieci 5G nad obecnie istniejącymi technologiami, natomiast uważam przykłady przytoczone w tekście za sztuczne i mało praktyczne. Lodówka i pralka, które możemy kontrolować ze smartfona, stały się sztandarowymi przykładami internetu rzeczy, przy czym zwykle pomija się niewygodny fakt, że rzadko potrzebujemy kontrolować lodówkę czy pralkę, nie będąc w najbliższej ich okolicy.

Na pierwszy rzut oka przydatne może wydawać się zdalne rozmrożenie jednego konkretnego produktu, ale to z kolei wymaga, aby każdy produkt znajdował się w oddzielnej przegródce, którą możemy niezależnie kontrolować. To wymusiłoby totalną zmianę strukturalną lodówki. Istnieją urządzenia, które wygodnie jest kontrolować na odległość, np. bramy czy drzwi garażowe, ale takie rozwiązania już istnieją w oparciu o aktualnie działające technologie. Analogicznie moglibyśmy już mieć w domach zdalnie kontrolowane pralki i lodówki. Nie mamy ich, bo taka funkcjonalność nie jest nam tak naprawdę potrzebna.

Odnoszę wrażenie, że istnieje wokół technologii 5G ogromny szum informacyjny kreowany w dużej mierze przez podmioty, które chcą zarobić na wdrożeniu tej technologii. Podobnie jak w przypadku wielu innych nowych technologii firmy te chcą nas przekonać, że technologia ta zrewolucjonizuje nasze życie i powinniśmy ją wdrożyć jak najszybciej (nie szczędząc przy tym pieniędzy).

Z drugiej strony podawane przykłady są z rodzaju "to samo, tylko więcej i lepiej", np. szybszy przesył plików czy wyższa jakość wideo (notabene: po co komu rozdzielczość 4K lub wyższa na smartfonie?). Ciekaw jestem też, za pomocą jakiej metodologii firma Accenture oszacowała potencjalny wpływ technologii 5G na gospodarkę i czy byłaby w stanie ilościowo ocenić trafność podanych liczb.

Apelowałbym o rozwagę przy prezentowaniu nowych technologii i krytyczną analizę każdego potencjalnie "rewolucyjnego" zastosowania. W innym przypadku możemy czuć się później gorzko oszukani.

dr Jędrzej Kaniewski, adiunkt w jednostce Instytut Fizyki Teoretycznej

Czekamy na Wasze listy, opinie, komentarze. Wyborcza to Wy. Piszcie: Listy@wyborcza.pl

icon/Bell Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
    Dokładnie, jeśli LTE (4g) działa dobrze, to nawet telefon jako router się może wystarczająco dobrze spisywać. 99,9% osób tak naprawdę nie potrzebuje tych większych prędkości (do konsumenckich celów). Co innego zdalni chirurdzy, samochody autonomiczne, itd. Ale bez sensu mydlić ludziom oczy że będzie im się wygodniej facebooka przeglądało czy grało w pokemony :)
    już oceniałe(a)ś
    3
    0
    Nie ma dowodu,
    ze 5G nie szkodzi.
    już oceniałe(a)ś
    0
    2