Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

List czytelniczki zawstydzonej i przerażonej zachowaniem przyjaciółek, które z dezynwolturą podchodzą do zagrożenia COVID-em, są wypadkową zachowania rządu, który od ośmiu miesięcy serwuje nam chaos i niekompetencję. Jeżeli przyjąć, że zagrożenie wirusem COVID-19 jest zjawiskiem wywołanym działaniem sił natury, to brak kompetentnej i spójnej informacji należącej się społeczeństwu jest o wiele poważniejszym w skutkach zagrożeniem wywołanym przez rządzących. Minister zdrowia - specjalizacja kardiolog - wypowiadał się parę miesięcy na temat wirusa, nie konsultując niczego z renomowanymi wirusologami kraju. Premier rządu - bankowiec w roli polityka - ogłaszał już koniec pandemii i zapewniał o bezpieczeństwie.

Wszystko zostało wybaczone, bo w powszechnej świadomości dyskurs wyborczy rządzi się swoimi prawami. Tymczasem w żadnej okoliczności nie powinno być przyzwolenia na wprowadzanie społeczeństwa w błąd w temacie zdrowia i życia. Mamy większość wybraną przez suwerena, która robi bezkarnie, co chce. Nie tylko na polu praworządności, ale też polityki zdrowotnej obywateli.

Czy politycy, komunikując w trakcie pandemii, traktują społeczeństwo jak poważnego, świadomego i godnego partnera? Jako obywatelka 38-milionowego kraju UE czuję się poważnie niedoinformowana, bo dane nie są analizowane przez specjalistów, nie ma prezentacji dostępnych testów ani wyjaśnień dotyczących charakterystyki wirusa czy aplikowanych leków w szpitalach. Wolne media próbują dopytywać różnych wirusologów, ale to wielogłos, który wprowadza niepewność. Nie ma jednej osoby - specjalisty przy boku premiera - odpowiedzialnej za profesjonalny i zrozumiały dla wszystkich przekaz. To rola rządzących, by dostarczać na bieżąco fachową wiedzę, informować przystępnie społeczeństwo, monitorować sytuację i zapewnić bezpieczeństwo.

Zagrożenie a ryzyko - choć oba te czynniki występują równolegle, nie należy ich ze sobą utożsamiać, podobnie jak przyczyna i skutek stanowią dwa odrębne zjawiska. Rządowa narracja skutkująca nieufnością obywateli jest swoistym zagrożeniem, ale to lekceważąca postawa obywatelska pozbawiona międzypokoleniowej troski i solidarności stanowi poważne ryzyko. Transparentność przekazu i działań w połączeniu z kompetencją nie wprowadziłyby nerwowości i nieadekwatnych społecznych zachowań.

Rzut oka na inne kraje UE uzmysławia nam stosunek naszej władzy do społeczeństwa.

Kanclerz Merkel - fizyk, umysł ścisły i pragmatyczny - brała udział regularnie w konferencjach prasowych z jednym głównym epidemiologiem, który profesjonalnie pomagał jej zarządzać kryzysem. Francja - niezadowolona z zarządzania pandemią - wymieniła premiera, a urzędująca minister zdrowia oraz reprezentanci naukowego ciała doradczego już stanęli przed parlamentarną komisją śledczą.

Światowej renomy wirusolog ma własny kanał, na którym odpowiada na bieżąco na dociekliwe pytania dziennikarzy. Francuzi wiedzą, jakie są trzy fazy działania wirusa w organizmie i jak się leczy pacjentów podczas kolejnych etapów choroby.

Stosunek obecnej władzy do społeczeństwa przypomina niechlubne dawne czasy i wypadamy bardzo słabo na tle innych państw UE. Jestem w stanie przyjąć, choć pojąć nie mogę, że jedna trzecia społeczeństwa głosującego na PiS nie odczuwa potrzeby życia w praworządności, respektowaniu konstytucji i praw obywatelskich. Kompletnie natomiast nie rozumiem, dlaczego akceptuje granie i igranie rządzących zdrowiem i życiem obywateli. Prezydent Duda został wszak wybrany w czasie szalejącej pandemii i naród mógł pokazać rządzącym czerwoną kartkę.

Małgorzata

Czekamy na listy i opinie: listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.