Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Przeczytałem kolejny histeryczny apel grupy polskich naukowców opublikowany na łamach cyfrowej "Wyborczej" i wybieram deklarację z Great Barrington.

Sposób, w jaki roznosi się ten wirus, sprawia, że jedynym skutecznym sposobem zapobiegania byłoby zamknięcie wszystkiego na klucz (ludzi w domach, gospodarki), co byłoby najbardziej irracjonalną i absurdalną rzeczą, jaką można zrobić i co miałoby, w dłuższej perspektywie, opłakane ekonomiczne skutki dla milionów ludzi.

Samo zarażenia się wirusem nic nie znaczy. Wiemy już, że wirus dla większości ludzi nie jest groźny. Stanowi zagrożenie dla ludzi starszych z przewlekłymi chorobami. O nich trzeba zadbać, a reszta powinna żyć normalnie.

Niech wreszcie to koślawe państwo pokaże, że nie jest tylko teoretyczne, i zadba o tych ludzi, a reszcie nie przeszkadza w działalności.

Nie nosiłem i nie będę nosił maski na wolnym powietrzu, większość epidemiologów od miesięcy mówiła, że maski na wolnym powietrzu nie mają sensu. Gdy wchodzę do sklepu, zasłaniam twarz w prawidłowy sposób (usta i nos), choć uważam, że także ten obowiązek powinien być zniesiony, bo wielu ludzi tylko udaje, że stosuje maseczki.

Od marca 2020 nie byłem na żadnym weselu, chrzcie, pogrzebie, nie byłem ani razu w restauracji, kościele, dyskotece, czy klubie. W tym czasie byłem trzy razy w galerii handlowej, dosłownie po 5 minut. Zakupy robię przez internet. Do pracy jeżdżę rowerem.

Mimo że nie zgadzam się z przyjętym w Polsce przez rząd podejściem do tej epidemii, staram się stosować do zaleceń. Jednak są pewne granice absurdu. Do noszenia masek na wolnym powietrzu nie będę się stosował, gdyż nie ma to żadnego sensu. Gdy jadę rowerem ścieżką rowerową, mam zasłonić twarz, a gdy wjeżdżam do parku, to nie? Absurd! W parku mijam więcej ludzi niż na ścieżce rowerowej.

Jeśli ktoś mi chce wmówić, że moja postawa (protestu przeciw nakazowi noszenia masek na wolnym powietrzu) stanowi zagrożenie, jest niepoważny. Wielu tych, którzy tak chętnie chodzą w maskach (często pod brodą), jednocześnie nie zachowuje dystansu, łażą po klubach, weselach, dyskotekach itp. i wydaje im się, że robią wszystko, co zalecają im histeryczne apele tych naukowców, którzy nie wytrzymują ciśnienia.

Czekamy na Wasze opinie i komentarze, piszcie: listy@wyborcza.pl

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.