Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

List w obronie telemedycyny  w pediatrii

Jestem specjalistą pediatrii, mam tytuł doktora nauk medycznych, pracuję obecnie w POZ (przyjmuję dzieci i dorosłych, złożyłem wniosek do odbywania szkolenia specjalizacyjnego w dziedzinie medycyny rodzinnej). Ze względu na pojawiające się komentarze pediatrów oraz lekarzy rodzinnych dotyczących rezygnacji z teleporad i przyjmowania w większości wypadków osobiście, chciałbym szerzej przytoczyć swoje argumenty (w podobnym tonie wypowiada się sporo lekarzy).

Teleporada ograniczy wizyty roszczeniowych rodziców

Teleporada powinna być pierwszą formą kontaktu rodziców/opiekunów dziecka z lekarzem. Rodzice powinni szczegółowo opisać, co ich niepokoi w zachowaniu dziecka, i lekarz powinien zweryfikować, czy zasadna będzie wizyta osobista.

Zlikwiduje to wizyty roszczeniowych rodziców, którzy „chcą osłuchać dziecko, czy nie zeszło na oskrzela”, gdy ma tylko katar. Takich wizyt przed pandemią było mnóstwo, to patologia i nadużywanie świadczeń zdrowotnych w myśl zasady „płacę składki i moje dziecko musi być natychmiast zbadane”. Trzeba z takimi zachowaniami skończyć raz na zawsze. Kiedy pacjent wzywa pogotowie, a nie ma do tego uzasadnienia, może zapłacić. Dlaczego miałby nie płacić za takie nieuzasadnione wizyty w POZ?

Nie powinno być granicy wiekowej do wskazania, kiedy musi odbyć się musi wizyta osobista, a kiedy teleporada. O tym decyduje lekarz, oczywiście opisując podane przez rodziców/dziecko objawy w dokumentacji medycznej. To na rodzicu dziecka ciąży obowiązek podania objawów, co ich niepokoi, a na lekarzu decyzja, czy wizyta jest zasadna. Jeśli pacjent dzwoni na pogotowie i mówi, że ma tylko temperaturę 38 stopni i nie podaje, że ma silny ból w klatce piersiowej, to nikt karetki nie wyśle, ale jeśli opowie o tej dolegliwości, karetka najprawdopodobniej przyjedzie. Tak to funkcjonuje od dawna, to jest teleporada. Czemu w POZ nie może? Rodzic, który kompletnie nie umie opisać objawów u dziecka, myli wszystkie pojęcia, być może nie powinien być rodzicem, bo prędzej czy później doprowadzi do tragedii.

To lekarz decyduje

Nieprawdziwy jest argument, że teleporada wydłuża czas pracy, choć akurat tu rozumiem nieco krytyków (bo tak jest w całej Polsce), że problemem jest odległość terminów wizyt na za 2-3 dni. To nie powinno tak wyglądać – jeśli w danym POZ najbliższe terminy wizyt są za kilka dni lub tygodni świadczy to o dwóch sytuacjach:

1. Pracuje za mało lekarzy i trzeba zatrudnić kolejnego.

2. Temu lekarzowi, który jest, należy zapłacić więcej i będzie pracował kilka godzin dłużej i „obsłuży” ponad 99 proc. pacjentów, którzy sobie tego życzą. To, że pracodawcy oszczędzają, jak mogą, na personelu albo nawet chcą zatrudnić, a nie ma kogo, to nie wina lekarzy.

Pediatria, interna, medycyna rodzinna, ogólnie POZ to miejsce, gdzie w pierwszej kolejności zgłaszają się osoby z infekcjami dróg oddechowych. Część z nich będzie miała koronawirusa. Dlatego tak ważne jest „sterowanie ruchem”, zapisywaniem pacjentów na określoną godzinę, rezygnacja z bezsensownych wizyt, zaopatrzenie w środki ochrony indywidualnej, dezynfekcja gabinetu. Nie rozumiem hejtu lekarzy innych specjalności, że „POZ zamknięte”. Przepraszam bardzo, ale w wielu poradniach pacjent wypełnia na początku ankietę, że nie ma gorączki, kaszlu itp., do ortopedy, neurologa, kardiologa w pierwszej kolejności nie zgłaszają się osoby z infekcją dróg oddechowych, z gorączką itp. Oczywiście personel tam też musi się chronić, pacjenci muszą nosić maski, tam też jak się da, należy robić teleporady. Jednak ryzyko zgłoszenia się pacjenta z objawami koronawirusa jest mniejsze niż obecnie w POZ, dlatego będą inne procedury.

„Primum non nocere” – oczywiście, że tak. Ale pod warunkiem właściwej współpracy na linii lekarz – pacjent. A nie na zasadzie, że „non nocere” tylko wtedy, jeśli się spełni każde zachcianki pacjenta.

To, że ktoś leczył teleporadą sepsę, świadczy o: bagatelizowaniu objawów przez rodziców/opiekunów albo lekarza.

Lekarz wezwałby dziecko na wizytę osobistą, gdyby objawy były niepokojące, przynajmniej powinien to zrobić, więc teleporady nie mogą stanowić 100 proc. świadczeń POZ (takie zjawisko też piętnuję), realne jest jakieś 60-70 proc. Ale w wielu sytuacjach naprawdę nie widzę przewagi wizyty osobistej nad teleporadą, są natomiast minusy – pacjenci będą czekać w poczekalni, więc będzie siedzieć jedno dziecko bez chorób przewlekłych z kaszlem i drugie z kaszlem z wywiadem astmy.  Potem okaże się, że jedno ma COVID-19, a drugie - zaostrzenie astmy i w związku z tym to z astmą może trafić do szpitala. Wystarczyłoby to dziecko z kaszlem bez chorób towarzyszących i w dobrym stanie leczyć teleporadą, a nie wizytą osobistą, bo rodzice nie wiedzą i tak chcą.

Już pod koniec 2019 weszła ustawa dotycząca teleporad i już przed pandemią POZ miał obowiązek udzielania takich świadczeń przynajmniej 2 godziny tygodniowo.

Telemedycyna to przyszłość

Oczywiście, nie zapominajmy, że nie we wszystkich stanach się sprawdzi i badanie fizykalne nadal będzie obecne. Jednak o tym decyduje lekarz, nie pacjent. To nie pacjent sobie wybiera, jaką formę wizyty odbędzie, jakie badania będą zlecone, jakie leki zostaną wypisane.

Oczywiście idźmy w kierunku relacji partnerskich, nie paternalistycznych i starajmy się słuchać pacjenta i jeśli  nie jest to w sprzeczności z bezpieczeństwem, wiedzą i innymi uwarunkowaniami, pójdźmy im w pewnych sytuacjach na rękę. Niewiele to da, bo jak coś pójdzie nie tak, to i tak nas zaskarżą, a lekarzy w ramach "tarczy 4.0" wsadzą do więzienia. To, czy mogli się kiedyś z 5- letnim dzieckiem zapisać z katarem na wizytę osobistą, nie będzie miało znaczenia, a tylko zwiększy liczbę pozwów, bo społeczeństwo będzie jeszcze mniej szanować personel ochrony (ochrony, nie służby) zdrowia, gdyż uzna, że zawsze i wszędzie wszystko im się należy i każda jakakolwiek odmowa będzie nagłaśniania wszędzie, gdzie się da (co już obserwujemy).

Czekamy na Wasze opinie i doświadczenia z teleporadami, piszcie: listy@wyborcza.pl

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.