Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Wicemarszałek Ryszard Terlecki w imieniu całej prawicy jak mantrę powtarza słynne, metaforyczne domniemanie – szkoła ma być nasza.

Politycy czuwają również nad zmianami treści programowych, określają profil obywatela-patrioty, zatwierdzają zestaw wartości do życia w rodzinie i odpowiedzialności za ojczyznę (szczególną rolę odgrywają tu wojewódzcy kuratorzy). Ślady politycznych inspiracji widać w treściach nauczania, w podręcznikach.

Wiecowe przesłania ministra edukacji

Edukacja znalazła się teraz w pułapce: z jednej strony COVID-19 i szkolna mobilizacja sanitarna, a z drugiej strony polityka antagonizowania społeczeństwa i brutalizacja publicznej przestrzeni przez prawicowe organizacje (np. samochodowe transporty antyaborcyjne czy nacjonalistyczne przemarsze).

Od 2016 roku ze strachem i złością przyglądamy się upadkowi otwartej, pogłębionej edukacji. Jakże zawęża się jej horyzont, gdy myślimy o przyszłości uczniów i uczennic. Jak strasznie brzmią wiecowe przesłania nominata PiS, posła Przemysława Czarnka, na urząd ministra edukacji i szkolnictwa wyższego: edukacja o ojczyźnie (narodzie i Bogu), wychowanie w posłuszeństwie i gra w zło nietolerancji, pycha. Symbioza polityki i edukacji stały się więc faktem.

A mówiąc w większym uogólnieniu – życie w Polsce zostało całkowicie upolitycznione. Jest jeszcze coś bardzo okrutnego w tej opowieści: tragedia pandemii jakoś sprzyja politykom prawicy w budowaniu fundamentów zmyślonego całkowicie państwa, a w tym szkoły. Na naszych oczach dochodzi do anulowania indywidualności, wiedzy i współpracy  międzyludzkiej. Pod osłoną rządowych "tarcz antykryzysowych" przemycane są antydemokratyczne zachowania. Jeszcze nie wszyscy to odczuwają, jeszcze w hipnozie dobrodziejstw niektórzy im klaszczą, ale dramat rozpisuje się szybko (bo tylko takie tempo dewastacji interesuje polityków PiS i prawicy).

Obecna szkoła jest obrazem merytorycznych przekłamań i przykrej indoktrynacji (czytajmy podręczniki szkolne!). Staje się coraz bardziej polityczna, nawiedzona i ideologiczna. "Ideologia" to teraz słowo klucz PiS-u w emisji cynizmu i ironii wobec ludzkiej różnorodności na wielu poziomach, dotyczy to na przykład uczniów i uczennic o odmiennej orientacji seksualnej, osób o tożsamości LGBT.

Gdzie jest prawdziwa pomoc

Może do części społeczeństwa jeszcze nie dotarło, ale prawda jest taka, że w szkole porządek wiedzy i prawdy naukowej jest naruszony, rosną obawy o prawo do bycia sobą, prawo do rzetelnej wiedzy. Wydawało się, że priorytetem dla władzy w Polsce będzie konsekwentna walka z koronawirusem, a nie tylko pospieszne zabezpieczanie szkół i polityczne spory.

Niestety. Już od marca mierzymy się z atakiem groźnego wirusa. Przebrnęliśmy przez zdalne nauczanie i wreszcie od września jesteśmy w szkołach. Na to czekaliśmy, myśląc również o realnej  pomocy ze strony władz oświatowych (choćby wspólna platforma edukacyjna). Mija wrzesień, jest październik. Codziennie docierają nowe informacje o zakażonych uczniach, nauczycielach czy pracownikach szkół i masowo całego społeczeństwa.

Z poświęceniem uczymy stacjonarnie, gdzieniegdzie klasy przechodzą na dni zdalnej nauki. Kadra szkolna, na którą spadła odpowiedzialność za ład merytoryczno-sanitarny, robi, co może, żeby pobyt uczniów w szkole w tak ekstremalnych warunkach nazwać bezpieczną nauką. W każdym pomieszczeniu są płyny odkażające, myjemy ręce, nosimy w tłumie maseczki. Razem łatwiej znosić szkolny smutek pandemii. Ale czy pobyt w szkole to tylko mycie rąk i czyste klamki? Jaka jest prawda o obecnej polskiej szkole z punktu widzenia rządzących? Dlaczego szkołom i o szkole wydaje się tylko komunikaty? Koronawirus to powszechna tragedia, ale

wystarczyłoby, aby rząd i Ministerstwo Zdrowia od początku pandemii pracowały i profesjonalnie przewidywały to, przed czym  ostrzegali wirusolodzy, lekarze, epidemiolodzy. Wystarczyło czerpać wiedzę od ekspertów, a nie udowadniać swoją dominację.

Co takiego trzeba mieć w sobie, żeby przedłożyć własny egoizm nad zdrowie i życie całego społeczeństwa? Szkoły w tym konflikcie chciwości i władzy były bardzo poszkodowaną kartą przetargową. Bo każdy chciał wrócić do zwykłej nauki (i pracy), a przy tym być zdrowy.

Jesteśmy w punkcie wyjścia

Wróciliśmy. I znowu jesteśmy w punkcie wyjścia. Gdzie jest pomoc ze strony państwa? Mierzymy się teraz z nadzwyczajnym przyrostem zakażeń. Upowszechnia się informację, że to szkoły stały się najgroźniejszym źródłem koronawirusa. Fakt, że dzieci są bezobjawowe, nie powinien nas jednak skłaniać do takich wniosków. Przecież latem po zbagatelizowaniu kwestii epidemii w Polsce przez premiera Morawieckiego i prezydenta Dudę odbywały się huczne, wakacyjne wesela, podróżowano, działały nocne kluby, ogólnie życie rozkwitło. Zalecane środki ochrony traktowano wręcz z wrogością, maseczki niektórym kojarzyły się (i dotąd kojarzą) z unicestwianiem wolności. A więc tak przygotowane społeczeństwo weszło we wrześniu do szkół.

Bombastyczna podstawa programowa

To nie szkoły są zasadniczym źródłem zakażenia, ale są jedną z wielu rzek, przez które przepływają zagrożeni ludzie. Jesteśmy przecież wszędzie, więc wszędzie stykamy się z koronawirusem. Wydaje się, że najbardziej groźni są krnąbrni obywatele, którzy fałszywą informację o nieistnieniu pandemii uważają za prawdę. Co za wstyd poznawczy! Dlatego to uczniowie, uczennice mogą być teraz dla nich dobrymi przewodnikami po solidarności społecznej. Bo szkoły bardzo rzetelnie zadbały o bezpieczeństwo - posłuchały rad lekarzy. Dyrektorzy czują się odpowiedzialni za placówki.

Teraz MEN musiałoby  ograniczyć bombastyczną podstawę programową. Jak można w tak tragicznych warunkach organizować pamięciową edukację wszystkiego. Bez wsparcia, bez zachęty, bez zaplecza cyfrowego, a już najbardziej psychologicznego?

Być może jest to jakaś strategia. Nikt z rządu, władz, MEN do nikogo nic nie mówi. Ani prezydent, ani premier, ani prezes PiS nie rozmawiają ze społeczeństwem, a co dopiero z nauczycielami. Mimo wszelkich konferencji rządowych my, nauczyciele, chcemy po prostu wiedzieć, jak państwo w takiej katastrofie będzie wspierać szkoły, a nie tylko zamykać. Szkoła to nie ideologia, to rzeczywistość.

Joanna Szymula - nauczycielka etyki i filozofii

Czekamy na Wasze oceny i komentarze, piszcie: listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.