Samoizoluję siebie i rodzinę z powodu koronawirusa w przedszkolu młodszej córki. Niestety na wieść o domowej kwarantannie starsze dziecko zaczęło szlochać. Uspokajałam i tłumaczyłam długie godziny, dlaczego nie może chodzić na swoje ulubione zajęcia przez kilka dni. Zrozumiała, ale ja rozumiem, dlaczego mimo wszystko sporządziła przed snem testament.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Wieczorem zadzwoniła pani z przedszkola, że pani dyrektor ma COVID-19. Przedszkolu nie udało się dodzwonić do sanepidu, zatem nie wiedzą, co robić - chcieliby zgodnie z prawem otrzymać rekomendację, ale w sanepidzie nikt przez godziny nie odebrał telefonu. Wierzę, czytałam już o tym niejedną historię, ale kiedy to mi się przydarzyło, dociera do mnie, jak bardzo wszyscy jesteśmy pozostawieni sami sobie.

Super, że paniom z przedszkola udało się obdzwonić większość (mam nadzieję, że wszystkich) rodziców, a zatem każdy mógł sam podjąć decyzję, co zrobić. Przedszkole pozostaje otwarte, ale pani dyplomatycznie mówi o tym, że lepiej byłoby pozostać w domu "do wyjaśnienia". Pani dyrektor bywała we wszystkich salach (ponoć nosiła przyłbicę), kontaktowała się ze wszystkimi nauczycielkami i dziećmi. Mam wrażenie, że jest coraz więcej doniesień, że ryzyko, że moja 5-letnia córka przyniesie COVID-19,  jest nikłe, ale jest i dlatego postanowiliśmy nie posyłać jej do przedszkola. Starsza córka również  musi zostać w domu. My z mężem odwołaliśmy spotkania i postanowiliśmy, że przechodzimy w tryb kilkudniowej kwarantanny. Oczywiście czekamy na telefon czy SMS-a z przedszkola, bo chyba na sanepid to nie ma co w tej sprawie liczyć.

Nie chcemy jednak narażać ani naszej rodziny, ani naszych znajomych na ewentualne zakażenie.  Nie chcemy zakazić nieznajomych, bo sami nie chcielibyśmy być zakażeni. Czy to przesada?

Zdaniem wielu tak, ale ja namawiam do samoizolacji i odpowiedzialności. Namawiam do myślenia, czytania, życia i nie ryzykowania życia innych (choćby to miało być jedno życie). Czy to jest łatwe? Nie, jest mi strasznie ciężko - źle znieśliśmy wcześniejszy lockdown. Dziś musiałam uspokajać starsze dziecko spragnione kontaktów z rówieśnikami, że szybko wróci do szkoły. Uspokajałam i tłumaczyłam długie godziny, że nie może pójść na swoje ulubione zajęcia przez kilka dni (zajęcia plastyczne i gitara), bo mogłaby kogoś zarazić. Zrozumiała, a ja rozumiem, dlaczego mimo wszystko sporządziła przed snem testament.

Spojrzałam jednak potem na profil przedszkola w mediach społecznościowych, a tam wre  - co prawda  wygląda na to, że większość rodziców również nie pośle dzieci do przedszkola jak my. Ale część? Nie mogę znieść tych słów o przesadzaniu i wolności wyboru. Tyle dobrego, że na szczęście tylko jedna osoba zaprzecza pandemii.

Rozumiem, że trudno błyskawicznie zmieniać plany, że w pracy ciężko - ale czy faktycznie musi umierać w Polsce  kilka tysięcy ludzi dziennie, żeby się przekonać, że noszenie maseczki, izolacja, dystans, niespotykanie się gromadne to działania prewencyjne, rozsądkowe, że tak trzeba robić. Nigdy nie mieliśmy na wszystko dowodów, każdą tezę można podważyć, a każda decyzja jest dyskusyjna. Pamiętajmy, że w tej dyskusji chodzi o nasze zdrowie, a o wolności chętnie porozmawiam wolna od koronawirusa.

Po tygodniu od wydarzenia Sanepid wciąż nie podjął decyzji o zamknięciu [aktualizacja czytelniczki] przedszkola.

Czekamy na Wasze listy , opinie, komentarze. Wyborcza to Wy. Piszcie: Listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
    No dobrze, "my z mężem odwołaliśmy spotkania". A co ma zrobić w analogicznej sytuacji osoba pracująca na etacie? L4 od lekarza nie wchodzi w grę, chora przecież nie jest. Najwyżej wziąć urlop, pod warunkiem, że go jeszcze nie wykorzystała i że pracodawca tak z dnia na dzień się zgodzi. Też staram się być rozsądna, ale czasem pokonuje mnie bezsilność.
    już oceniałe(a)ś
    25
    0
    Pytanie do koronasceptyków. Czy od ksiundza tyż się domagacie dowodów na istnienie boga?
    już oceniałe(a)ś
    9
    1
    Nie rozumiem, czemu pani dyrektorka nosila przylbice, a nie maseczke. Przylbica specjalnie nie chroni przed zakazeniem/zakazaniem, niestety. Mieszkam we Francji, gdzie maszeczki sa obowiazkowe dla wszystkich doroslych w szkolach i przedszkolach (i ogolnie we wszystkich miejscach pracy - a przynajmien "powaznie zalecane", nie do konca jestem pewna szczegolow sytuacji prawnej), oraz dla wszystkich uczniow od 1ej klasy gimnazjum (10-11 lat) wzwyz. I z tego co wiem, nie ma dramatow i wszyscy sie raczej stosuja (moja corka, lat 10, narzekala przez pierwsze 2-3 tygodnie - szczegolnie, ze na dworzu bylo jeszcze goraco - a teraz mowi, ze w ogole juz maseczki nie zauwaza). Z tego, co wiem, dzieki temu ognisk w szkolach czy poszczegolnych klasach jest raczej niewiele jak na razie (okolo 20 zamknietych szkol w skali kraju). Moze rodzice mogliby w tej sprawie naciskac na szkoly w Polsce?
    @emigrantka1998
    Skąd te dane porównawcze maseczek i przyłbic?
    już oceniałe(a)ś
    0
    0
    @mkk17
    Ciekawy artykul, pokazujacy, jak male kropelki "wydychane" przez manekin omijaja przylbice, mozna znalesc googlujac: visualizing droplet dispersal face shield (niestety nie moge zalinkowac tutaj bezposrednio bo regulamin nie pozwala :/)
    już oceniałe(a)ś
    0
    0
    Bardzo mądra wypowiedź.
    Oczywiście, to niesprawiedliwe, że stajemy wszyscy przed takimi wyborami, a ciężar związany ze skutkami takiej decyzji nie jest rozłożony równomiernie. Jedno jest pewne - to nie autorka tego listu jest odpowiedzialna za to, że część z nas ponosi nieproporcjonalnie duże obciążenie i nie może liczyć na żadną pomoc.
    Tym bardziej bolesne, że osoby, które mogłyby się stosować do minimalnych zaleceń sanitarnych odrzucają je w imię samowoli. Jak niegdyś pan Korwin, który wszem i wobec dowodził, że obowiązek zapinania pasów bezpieczeństwa narusza jego wolność osobistą. Dziś pan Braun, który chowa się za immunitetem, stosuje podobną argumentację, tylko przedmiot się zmienił. To nie tylko nudne, ale i niebezpieczne, bo nie zapinając pasów ewentualnie ryzykuje się tylko własnym zdrowiem, a bojkotując przepisy sanitarne jest się zagrożeniem dla społeczeństwa. Takie zachowanie - jak każda samowola na szkodę innych - powinno być bezwzględnie karane.
    już oceniałe(a)ś
    0
    0
    A gdzie lekarze którzy zdobyli wykształcenie za nasze pieniądze .Oni siedzą w prywatnych przychodniach .
    @bardo16
    A ty ilu lekarzy wykształciłeś? Trzeba było w siebie zainwestować.
    już oceniałe(a)ś
    4
    0
    POPiS obcial fundusze dla sanepidu w 2014 roku.
    @JimmyDore
    A jest 2020 i od 5 lat rządzi PIS i znajomi królika.
    już oceniałe(a)ś
    19
    0
    @JimmyDore
    a na dodatek Polska ucierpiała na skutek zaborów, okupacji i 45 lat wladzy komunistów... po prostu nic tylko uznać, że do końca świata mamy przejxxxxxne, bo będą w kraju rządzili przestępcy i durnie.
    już oceniałe(a)ś
    16
    0
    @JimmyDore
    Zdrowie nigdy nie było priorytetem i to conajmniej od lat 80-tych. Oczywiście zawsze dużo się mówiło, mniej robiło, a najgorzej było z finansowaniem. I mamy to co mamy.
    już oceniałe(a)ś
    5
    2
    @JimmyDore
    teraz jest 2020!!!!!
    już oceniałe(a)ś
    8
    0