Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Zanim w szczegółach opiszę, jak mnie krew zalewa, bo codziennie prowadzę lub prowadzimy (kilka osób z bloku) korespondencję z firmą, która odbiera śmieci w naszym bloku (zalęgło się już, co mogło), to wytłumaczę się z potrzeby podzielenia się tą sytuacją.

Po pierwsze, może to dziwne, ale lubię porządek i lubię, jak "rzeczy działają", i dlatego nie cierpię gór śmieci przed wejściem do mojego domu, larw w pojemnikach bio. Po drugie - tak, mam uczulenie na ludzką głupotę i bezradne wzruszanie ramionami.  Po trzecie - rozumiem, że świat jest skomplikowany i pomimo moich usilnych działań rzeczywistość pozostaje zaśmiecona.

Wydaje mi się jednak, że trzymanie się procedur i zasad, przestrzeganie i dotrzymywanie umów w tym wypadku nie jest zbyt dużym wymaganiem od świata.

Jednak cały ten mój śmierdzący problem, który mnie mierzi, pokazuje większy problem - indolencję systemu i regres ekologiczny. I to mnie głęboko martwi, zniechęca i demotywuje do dalszych działań. Zastanawiam się, czy to tylko mój problem. W końcu włożyłam tyle uczucia, żebyśmy segregowali śmieci i w nich nie utonęli, i nie chcę, aby ten cały wysiłek poszedł na darmo.

Żeby się pięknie segregowało

Należę do zarządu wspólnoty mieszkaniowej jednego z bloków na Pradze-Północ. Nie chcę pisać publicznie, kim dokładnie jestem i gdzie rzecz się dzieje, bo przecież nieodbieranie nieczystości może się przedłużyć, czego już doświadczyliśmy. Serio przestałam wierzyć w dobrą wolę firmy wywozowej.

Ale od początku. Żeby wyjść naprzeciw potrzebom mieszkańców, dotrzymać kroku prawu i z czysto ekologiczną nadzieją jeszcze w lutym tego roku, czyli przed oficjalnym wprowadzeniem nowych przepisów segregacyjnych, wykonaliśmy w naszym bloku remont pomieszczeń śmietnikowych. Odnowiliśmy ściany i podłogi, powiększyliśmy niektóre z pomieszczeń, tak by udało się w nich ustawić większą liczbę pojemników i jednocześnie zapewnić dostęp do nich mieszkańcom. Wywiesiliśmy także na drzwiach każdego pomieszczenia dużą tablicę informacyjną na temat tego, gdzie powinno się wyrzucać różne rodzaje śmieci. Do skrzynek mieszkańców wrzuciliśmy ulotki ze szczegółami nowej segregacji, a na profilu na portalu społecznościowym umieściliśmy informację o internetowej wyszukiwarce „Segreguj na 5”. Wielokrotnie także przypominaliśmy mieszkańcom za pośrednictwem ogłoszeń wywieszanych na klatkach schodowych, że do pojemników na frakcję bio wrzucać można tylko resztki roślinne. Liczyliśmy, że to pomoże. I rzeczywiście – pomogło – ale niestety tylko mieszkańcom. Pierwsze tygodnie były słabe, ale teraz, gdy zaglądam w różne kąty, widzę, że naprawdę umiemy segregować. Sukces, prawda? Choć nie wiem, czy ta znacząca poprawa nie wpłynęła na stan śmietnika jednak negatywnie - bo rzadziej odbierane szkło, papier czy bio wprost wylewają się nam ze śmietników. 

Nieterminowy odbiór, brak logiki w reklamacjach

Niestety, w uczeniu lokatorów prawidłowej i odpowiedzialnej segregacji śmieci nie pomagają nam ani

firma Lekaro, ani Urząd Miasta Stołecznego Warszawy, ani operator Miejskiego Centrum Kontaktu, czyli systemu 19115. O problemach z odbiorem śmieci przez podwarszawską firmę  głośno jest w internecie od wielu miesięcy. O problemach pisze regularnie "Gazeta Stołeczna", temat podejmował też warszawski TVN. Nigdy nie było wzorowo, ale problem znacząco narósł od chwili wprowadzenia nowych przepisów dotyczących obowiązkowej segregacji śmieci na 5 frakcji (zmieszane, papier, plastik i metal, szkło oraz śmieci bio, do tego odpady gabarytowe, a w wybranych lokalizacjach także odpady zielone lub restauracyjne czy targowe). Nie wiem, z czego to wynika, zgaduję i obawiam się, że ze słabej organizacji co najmniej. [Poprosimy urząd i firmę o komentarz].

Odbiór śmieci w Warszawie. 'Chcę, żeby moja odyseja śmieciowa się skończyła - pisze nasza czytelniczka - a śmieci były odbierane według harmonogramu, inaczej znów przestaniemy dotrzymywać obietnic w sprawie segregacji śmieci'Odbiór śmieci w Warszawie. 'Chcę, żeby moja odyseja śmieciowa się skończyła - pisze nasza czytelniczka - a śmieci były odbierane według harmonogramu, inaczej znów przestaniemy dotrzymywać obietnic w sprawie segregacji śmieci' Screen z aplikacji

Mieszkańcy, zarządy wspólnot i stowarzyszenia lokatorów na papierze i portalach społecznościowych skarżą się miastu i sobie nawzajem na brak terminowych odbiorów śmieci i odpadów gabarytowych, niereagowanie na zgłoszenia i skargi składane za pośrednictwem Miejskiego Centrum Kontaktu i aplikację 19115. Efekty daje dopiero wielokrotne dzwonienie na infolinię samej firmy, składanie reklamacji i monitorowanie, czy raz zgłoszona sprawa doprowadzona zostanie do końca. Chyba nie tak to powinno wyglądać?

Ile razy powinno się myć pojemnik na bio?

Dlatego chciałabym wiedzieć, dlaczego zgodnie z opublikowanymi w internecie harmonogramami dla poszczególnych dzielnic nie są odbierane śmieci albo w ogóle nie publikuje się harmonogramów. Jeśli są takie info - kiedy odbiera się szkło, a kiedy karton - proszę o informację. U nas, kiedy zgłaszaliśmy nieprawidłowości, pisano, "że nie ma dostępu do pojemnika" lub "problemu nie ma". Pomaga wielokrotna rozmowa przez infolinię... czasami. Ale ile można grzebać się w śmieciach?

No i smród. Stan higieniczny pojemników, zwłaszcza na frakcję bio po okresie letnim, woła o pomstę do nieba. Zgłaszana przez nas wielokrotnie konieczność umycia pojemników pełnych skisłych roślinnych soków oraz jaj much, z których następnie lęgną się larwy, zbywana jest informacjami, że pojemniki są w odpowiednim stanie, a ich mycie wykonane zostanie zgodnie z umową w III kwartale roku. Gdy kończy się III kwartał, operator aplikacji 19115 zaczyna odpowiadać nam, że mycie nastąpi w kwartale IV – również zgodnie z umową. Hm... umowa umową, ale na infolinii słyszę, że mycie dotarło dopiero do Wawra i musimy czekać nadal, bo nie da się niczego przyspieszyć. Może warto rozważyć częstsze mycie pojemników bio?

Trudno mi uwierzyć i zastanawiam się, czemu ten system tak źle działa - czemu firma odbierająca śmieci nie ma nawet swojego profilu w mediach społecznościowych? Chciałabym także, żeby miasto w tej sytuacji wzięło stronę mieszkańców i zastanowiło się, co nie działa, a nie uparcie wierzyło operatorowi aplikacji 19115. Bo tam, w świecie wirtualnym, wszystko działa, za to prawdziwa Warszawa tonie pod coraz wyższymi górami śmieci, a jej mieszkańcy coraz bardziej zniechęcają się do nieodzownej przecież dla środowiska prawidłowej segregacji śmieci. Chciałabym, żeby ta odyseja śmieciowa się skończyła, a ja, jeśli jestem Don Kichotem, mogę się zająć jakąś mniej śmierdzącą walką (oby nie z wiatrakami).

Czekamy na wasze listy, opinie, komentarze: Wyborcza to Wy. Jak sobie radzicie z segregacją odpadów w waszych miastach i blokach? Czy sytuacja pandemiczna wpłynęła na odbiór śmieci? Umiecie już segregować czy toniecie w śmieciach? Piszcie: Listy@wyborcza.pl

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.