Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Rozmowa z Jakubem Karysiem, wybranym na kolejną kadencję przewodniczącym Komitetu Obrony Demokracji

Anita Karwowska: Pięć lat temu KOD był główną siłą napędową protestów w obronie państwa prawa. Dzisiaj jaką ma rolę?

Jakub Karyś, szef KOD-u: Dokładnie taką samą, czyli patrzenie politykom na ręce. Zawsze powtarzam, że to nie KOD, ale Jarosław Kaczyński wyciąga ludzi na ulice, ponieważ robi rzeczy, na które połowa naszego społeczeństwa się nie zgadza.

Sama formuła działania KOD-u jednak przez te pięć lat się zmieniła. Poza organizacją protestów działamy też na innych polach. KOD dzisiaj to nie tylko ulica, ale też działalność informacyjna, wspólnotowa. Mamy 20 biur regionalnych, w których działają setki osób. Podczas wyborów prezydenckich obsadziliśmy 13 proc. komisji wyborczych czterema tysiącami obserwatorów.

Organizowanie protestów jest dziś trudniejsze, coraz bardziej wyczuwalny jest w społeczeństwie marazm. Widzi pan sposób na poderwanie ludzi do takiej walki jak w 2016 czy 2017 r.?

- KOD pokazał, że wychodzenie na ulice ma sens. Kilka razy udało się nam wspólnym wysiłkiem powstrzymać tę władzę. Ale osiągnęliśmy coś jeszcze - obudziliśmy społeczną potrzebę demonstrowania własnych poglądów, braku zgody na bezprawie i nieprzyzwoitość w życiu publicznym.

A dzisiaj przełamywanie marazmu może odbywać się nie tylko przez organizację protestów ulicznych, ale też przez inne inicjatywy. Np. niedawno stworzyliśmy wyszukiwarkę www.neo-krs.pl, za pomocą której można sprawdzić, w których sądach orzekają sędziowie powołani z udziałem nowej Krajowej Rady Sądownictwa. Dajemy obywatelom praktyczne narzędzie, ponieważ orzeczenia tych sędziów mogą być podważane ze względu na wadliwe powołanie na urząd.

Czyli już nie opór, ale obsługiwanie rzeczywistości w czasach "dobrej zmiany".

- Nic się nie zmieniło - nie ma naszej zgody na łamanie prawa. Ale poza protestem chcemy dawać ludziom konkretne wsparcie, jak się w tym sypiącym się państwie poruszać.

W poniedziałek zapadł nieprawomocny wyrok w sprawie Mateusza Kijowskiego. Pierwszy przewodniczący KOD-u miał wystawić dziewięć faktur za obsługę informatyczną. Sąd uznał, że w przypadku siedmiu z nich doszło do poświadczenia nieprawdy, i skazał Kijowskiego. W uzasadnieniu wyroku sędzia Albert Parzyszek stwierdził, że aferę fakturową można uznać za punkt zwrotny w historii Komitetu Obrony Demokracji. "W tym momencie ruch stracił dynamikę, aktywność i znaczenie. Poniósł wysoką cenę społeczną. Można zapytać: czy KOD dziś w ogóle istnieje? To wszystko świadczy o dużej społecznej, choć nie bezpośredniej szkodliwości czynów popełnionych przez oskarżonego". Co pan na to?

- Mateusz Kijowski nie jest członkiem KOD-u od lipca 2017 r., ale wiem, że ta sprawa wciąż wpływa na to, jak KOD jest postrzegany. Jesteśmy już jednak w innym miejscu, wszelkie sprawy finansowe nasze stowarzyszenie ma uporządkowane.

Nie chcę komentować wyroku, choćby z tego powodu, że jest nieprawomocny. Odniosę się jednak do tych słów sędziego Parzyszka, które pani zacytowała.

Nie wiem, czy sędzia stawał z nami w obronie sądów. Ale wydaje mi się, że gdyby tak było, to nie mógłby powiedzieć, że KOD-u nie ma, bo takie wydarzenia jak np. Marsz Tysiąca Tóg czy wszystkie protesty pod sądami w dwustu miastach, z udziałem ponad 200 tys. osób, były organizowane lub współorganizowane przez KOD. I sędziowie doskonale o tym pamiętają.

Pan pobiera wynagrodzenie za pracę na rzecz KOD-u?

- Nie. Pracuję jako redaktor naczelny SuperNowości24, regionalnej gazety wydawanej na Podkarpaciu. W Kodzie zatrudnione są dwie osoby: dyrektorka biura i księgowa. Dążymy jednak do tego, by wprowadzić wynagrodzenia dla osób poświęcających najwięcej czasu stowarzyszeniu, bo trudno to łączyć z aktywnością zawodową. Wszystko odbędzie się w pełni transparentnie, aby nikt nie miał żadnych wątpliwości co do finansów stowarzyszenia.

Jakie cele stawia pan KOD-owi?

- Najważniejszy, ale pewnie i najbardziej odległy to przywrócenie w Polsce demokracji. Nabraliśmy doświadczenia, skończyły się czasy emocji i błędów. Dziś jako organizacja jesteśmy uporządkowani i to będzie naszym atutem. I niepokorni, bo ruch społeczny będący w opozycji do pełzającej dyktatury musi taki być.
Będziemy blisko ludzi. Mamy w planach szereg spotkań w terenie, tylko do końca roku planujemy 50 spotkań z mieszkańcami wsi i jeszcze więcej w miastach. 

 Piszcie: listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.