Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Moja przygoda z „Trójką” zaczęła się w liceum, we wczesnych latach siedemdziesiątych. W domu mieliśmy tylko tranzystorowe radio z zakresem fal długich i średnich oraz zabytkowe radio lampowe dodatkowo z falami krótkimi.

Z rozmów prowadzonych na przerwach przez bardziej otwartych na świat kolegów dowiedziałem się o „Trójce” i jej audycjach rozrywkowych: „ITR” (późniejsze „IMA”) z kultowymi rozmowami Jonasza Kofty i Stefana Friedmanna („Fachowcy”, „Dialogi na cztery nogi”), z „60 minut na godzinę” i z „Kulisami srebrnego ekranu” oraz grupą osobników pod wodzą Kolegi Kierownika.

W powszechnym użyciu były cytaty z tych audycji („I to by było na tyle”; „Momenty były?”), stanowiły pewien kod kulturowy naszego pokolenia. Usłyszałem o „Muzycznej poczcie UKF”, z której można nagrywać najnowsze utwory Pink Floyd, Deep Purple czy Mike'a Oldfielda. Koniecznie chciałem dołączyć do grona słuchaczy „Trójki”, ale rodzice nie odczuwali potrzeby kupna nowego odbiornika.

Usłyszałem, że „Trójki” można słuchać także na falach krótkich. Owszem, wieczorem, wsłuchując się w szumy i trzaski, można było wyłowić krótkie fragmenty monologów J. Fedorowicza, ale trudno było mówić o jakiejkolwiek jakości.

Przy okazji naprawy telewizora Libra 203 dowiedziałem się, że zakres VHF sygnału telewizyjnego obejmuje także zakres radiowego UKF. Od tego czasu w odpowiednich porach włączałem telewizor, ściemniałem ekran (by się luminofor nie wypalił) i delikatnymi ruchami dostrajałem się do ulubionej stacji. Jednak czasami dochodziło do konfliktu interesów, bo w porze ulubionej audycji nadawano jakiś film.

Widząc takie zaangażowanie, rodzice nabyli wreszcie radioodbiornik z zakresem UKF, co zakończyło romantyczny okres mojej fascynacji „Trójką”.

Od tej pory przez prawie 50 lat nie rozstawałem się z tą stacją, przeżywając z nią chwile dramatyczne (stan wojenny i brak porannego „60 minut na godzinę”), radosne („Trójka” w stereo!) i dołujące (kolejni dyrektorzy „dobrych zmian”). Ostatni kryzys wizerunkowy i fiasko straceńczej misji Kuby Strzyczkowskiego przelały szalę goryczy – żegnaj, „TRÓJKO”!

Czytelnik

A oto zapiski innych trójkowiczów

Był rok 1972

Moje początki z programem trzecim: Był rok 1972, rodzice kupili mi radio z UKF i w nocy usłyszałam „Child in Time” Deep Purple...

Piątkowy wieczór stał się inny

Nie ma już wieczornego piątkowego rytuału. Muzyki z listy w tle, kiedyś mojego pisania listów wraz z nią i grania w gry z synami. Piątek wieczorem stał się inny, na pewno trochę pusty.

To oczywiście nie koniec naszego wspomnieniowego serialu. Czekamy na kolejne listy, może anegdoty, piszcie: listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.