Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

W oficjalnych statystykach Ministerstwa Zdrowia zajętych jest 2305 z 6300 łóżek przeznaczonych dla pacjentów z COVID-19. 

Jednak lekarze alarmują, że w wielu szpitalach sytuacja jest coraz trudniejsza: zaczyna brakować łóżek, pacjenci odsyłani są do innych placówek. Zatykają się też izby przyjęć w szpitalach zakaźnych.  

Dr Paweł Grzesiowski, ekspert ds. zakażeń, opublikował w niedzielę na Twitterze dane z internetowego systemu informacji o szpitalach. Wynika z nich m.in., że ani jednego wolnego miejsca na oddziałach zakaźnych nie ma (dane na 21, 26 albo 27 września) w Warszawie w Szpitalu Zakaźnym, szpitalu MSWiA i Wojskowym Instytucie Medycznym. Podobny problem mają też inne lecznice. Brakuje też miejsc - informował Grzesiowski - w Gdańsku, Grudziądzu, Bydgoszczy, Toruniu, Wrocławiu, Krakowie, Lublinie. Gdzie mają być leczeni pacjenci z cięższym zapaleniem płuc?" - napisał dr Grzesiowski.  

Prof. Robert Flisiak, prezes Polskiego Towarzystwa Epidemiologów i Lekarzy Chorób Zakaźnych zwrócił uwagę ministrowi zdrowia Adamowi Niedzielskiemu, że obowiązujące od kilku tygodni nowe zasady testowania i leczenia zakażonych koronawirusem za mocno obciążają szpitale. Chodzi o zarządzenie, według którego lekarz podstawowej opieki zdrowotnej każdego pacjenta z dodatnim wynikiem testu ma skierować na konsultację do lekarza zakaźnika. Dotyczy to również chorujących łagodnie, a nawet bezobjawowo. Specjalista decyduje, czy pacjent będzie leczył się w domu, czy czeka go hospitalizacja. 

A zakażonych przybywa. Codziennie dowiadujemy się o ponad tysiącu nowych przypadków koronawirusa (w poniedziałek 1306). Z tygodnia na tydzień liczba zakażeń wzrosła o ok. 40 proc. Sytuacja jest coraz bardziej napięta, ponieważ specjalistów leczenia chorób zakaźnych jest w Polsce zaledwie 1,1 tys. 

Niepokoi zwiększająca się liczba pacjentów wymagających wsparcia respiratora. Do tej pory było to ok. 70-80 osób, obecnie już 130. Do dyspozycji jest w sumie 800 urządzeń. 

"Tylko pierwszy dzień funkcjonowania tego zarządzenia spowodował zatkanie izb przyjęć, a w kolejnych dniach sparaliżuje oddziały zakaźne. Napór chorych skąpoobjawowych lub wręcz bezobjawowych (...) uniemożliwi hospitalizację i leczenie osób faktycznie wymagających leczenia" - ostrzega ministra zdrowia profesor. 

Epidemiolog już dostaje sygnały od lekarzy, że rozważają złożenie wypowiedzeń z pracy w szpitalach. Jego zdaniem realny jest scenariusz, że z powodu zapełnienia oddziałów zakaźnych ich izby przyjęć po prostu zostaną zamknięte. 

Ministerstwo Zdrowia uspokaja, że w województwach, gdzie zakażeń jest najwięcej, będą dodatkowe łóżka. Rozmawia o tym z wojewodami.  

Aby pomieścić chorych, szpitale zaczynają przekształcać inne oddziały na zakaźne. - W niektórych przypadkach prawdą może być brak łóżek dla osób zakażonych na oddziale zakaźnym, ale to nie oznacza, że dany szpital nie przyjmie pacjenta na inny oddział, gdzie ma przygotowaną odpowiednią strefę dla osób zakażonych - stwierdził wojewoda lubelski Lech Sprawka, odnosząc się do informacji, że na Lubelszczyźnie wolnych łóżek brakuje już na oddziałach zakaźnych w Lublinie, Biłgoraju, Puławach i Chełmie.  

Niewydolny jest też system testowania na koronawirusa. Dziś kierują na nie lekarze rodzinni, test można też wykonać w szpitalu. W sobotę opisaliśmy przypadek pacjenta z Krakowa, który na pobranie wymazu czekał 11 dni. Mężczyzna jest odsyłany pomiędzy swoją przychodnią a sanepidem. Czuje się źle, nie opuszcza domu, boi się o swoich bliskich. 

Chaos potęguje obowiązująca zasada, że za pośrednictwem teleporady lekarz może zlecić test tylko ewidentnie chorej osobie (musi mieć cztery kliniczne objawy COVID-19, czyli kaszel, gorączkę powyżej 38 st. C., duszności, zanik smaku lub węchu). Pozostali pacjenci czekają w domach, jak rozwinie się choroba. I lekarze rodzinni, i epidemiolodzy uważają, że to bez sensu.  

"Ograniczając dostęp do testowania postępujemy wbrew aktualnej wiedzy" - napisało w niedzielę w liście otwartym do ministra zdrowia Kolegium Lekarzy Rodzinnych, które optuje za tym, by przez telefon można było kierować na testy wszystkich pacjentów z podejrzeniem koronawirusa.  

Prof. Flisiak uważa, że należy zmodyfikować rolę, jaką w walce z pandemią odgrywają lekarze rodzinni. Namawia resort zdrowia, by odszedł od zasady, że każdy chory trafia pod opiekę zakaźnika. 

"Lekarzy podstawowej opieki zdrowotnej są w Polsce dziesiątki tysięcy, a nas kilkuset. Zrzucenie na nas odpowiedzialności za to, co normalnie jest obowiązkiem POZ (przed pandemią, a w cywilizowanym świecie również w jej trakcie) jest - jak mam nadzieję - tylko błędem, który zaraz zostanie naprawiony" - napisał w liście do ministra. 

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.