Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Jestem dokładnie pół roku starszy od Trójki, ale zacząłem ją słuchać jako nastolatek na aparacie radiowym "Elizabeth 2". Na studiach, gdy mieszkałem w akademiku, radio leciało na okrągło.

Włączane w październiku, gaszone w czerwcu. Ja byłem najbliżej aparatu, więc moim zadaniem było przełączanie w nocy z "trójki" na "jedynkę", bo Trójka leciała tylko do dwunastej albo pierwszej w nocy. Rano, zazwyczaj koło dwunastej, ten z nas, który pierwszy się obudził, przełączał na powrót na program trzeci. Omal nie oblałem egzaminu z łaciny, z powodu spóźnienia. Akurat była lista najlepszych kawałków Zepellinów i musiałem być do końca, żeby wiedzieć, kto wygrał. Dziś, niestety, już nie pamiętam, kto wygrał. Łaciny też...

Nie wiem, czy to dobrze, ale Trójka ukształtowała mój gust muzyczny, który każe mi słuchać kawałków podrzucanych przez pana Manna, Niedźwieckiego, Kaczkowskiego czy Ptaszyna, a wygłuszać produkcje pana Zenka czy zespołu Bayer... i innych tego typu produkcji.

Ci, którzy zniszczyli Trójkę, targnęli się na nasze dobro narodowe. To tak, jakby zepsuć Teatr Stary w Krakowie albo Filharmonię Narodową w Warszawie. Nie rozumiem, dlaczego to zrobili. Jedyne, co mi przychodzi do głowy, to to, że to ludzie głupi. Będą się w piekle smażyć. Choć ja w piekło nie wierzę...

Czekamy na Wasze wspomnienia o Trójce. Wyborcza to Wy. Piszcie: Listy@wyborcza.pl

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.