Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

W Warszawie białoruska pieśń ludowa jest reinterpretowana w kontekście przemocy państwa.

Grupa kobiet stoi przed czerwonym kościołem na placu Niepodległości w centrum Mińska. Powoli śpiewają piosenkę „Kupalinka”. Zamaskowani mężczyźni w mundurach jednostki specjalnej OMON tłoczą się wokół nich. Podczas gdy kobiety śpiewają o dziewczynie zbierającej kwiaty na noc świętojańską, mężczyźni zamykają pierścień.

Zobacz wideo

Ten obraz pokojowego protestu można było zobaczyć w instalacji wideo warszawskiego didżeja Marcina Lenarczyka w Muzeum Polin. Występował tam razem z Lutosławskim Quartetem w ramach koncertu „Wstrzymać ogień!”. W programie znalazł się VIII Kwartet smyczkowy Dymitra Szostakowicza, eksperymentalny utwór amerykańskiego kompozytora George’a Crumby oraz studium etnograficzne Istvána Márty.

Koncert z cyklu „Wstrzymać ogień!” odbywa się co roku w maju, aby upamiętnić długi cień II wojny światowej. Po przełożeniu terminu z powodu pandemii COVID-19 organizatorzy postanowili poświęcić go w tym roku ludziom, którzy zginęli na Białorusi w wyniku stłumienia protestów. Lutosławski Quartet występował w białych koszulkach z czerwonymi aplikacjami z nazwiskami Aleksandra Wichora, Aleksandra Tarajkowskiego, Hennadiego Szutowa i Konstantina Szyszmakowa, którzy zginęli w sierpniu na Białorusi. Marcin Lenarczyk poprosił chór mińskiego Teatru im. Janki Kupały o wykonanie ludowej pieśni „Kupalinka” i Lutosławski Quartet zagrał melodię Władimira Terawskiego w Warszawie. Na zakończenie na ekranie sali koncertowej Polinu pojawiły się zdjęcia z pokojowych protestów w Mińsku – w tym kobiet śpiewających „Kupalinkę” przed czerwonym kościołem w Mińsku.

ChórChór Felix Ackermann

ChórChór Felix Ackermann



Utwór  „Kupalinka” stał się w sierpniu nowym symbolem zbiorowego oporu kobiet na Białorusi. Profesjonalne śpiewaczki, chóry kościelne i laicy zebrali się w miejscach publicznych, centrach handlowych i na stacjach metra, aby zaśpiewać tę piosenkę. Szczególne znaczenie ma to, że w Warszawie właśnie zaśpiewał chór Teatru im. Janka Kupały, ponieważ teatr został założony w 1920 roku jako Państwowy Teatr Białoruskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej.

Aby zapewnić repertuar w języku białoruskim, teatr zamówił u poety Michała Czarota i chórmistrza Terawskiego napisanie opery o letnim festiwalu "Kupałłe". W Mińsku mało kto wie, czy stworzona w ten sposób pieśń "Kupalinka" ma autora i kompozytora. Ich historie życiowe wydają się tym bardziej symboliczne w kontekście obecnych prześladowań w Mińsku. Po tym, jak sam poeta Czarot zaangażował się w propagowanie radzieckiej literatury białoruskiej, napisał oficjalne oskarżenie poetyckie pod tytułem "Surowy wyrok podpiszę jako pierwszy" o aresztowaniu i prześladowaniu tych kolegów, którzy pod koniec lat 20. XX wieku zostali skazani na śmierć lub zaginęli w radzieckich obozach wkrótce potem. W 1937 roku sam został aresztowany. Pod wpływem tortur przyznał się do fałszywego oskarżenia o przynależność do narodowo-demokratycznej grupy konspiracyjnej. 29 października 1937 r. został stracony przez katów z NKWD.

Podczas I wojny światowej kompozytor Władimir Terawski zaczął przekładać elementy folklorystyczne na sztuki teatralne o tematyce wiejskiej. W 1921 roku wydał pierwsze sowieckie śpiewniki ludowe. W tym samym roku został aresztowany wraz z żoną i osadzony w obozie na dwa lata. Następnie dyrygował chórem Białoruskiego Uniwersytetu Państwowego. Po jego zamknięciu w 1930 roku dyrygował chórem prawosławnym w sowieckim Mińsku. Po aresztowaniu 17 sierpnia 1938 r. został uznany za winnego szpiegostwa na rzecz Polski i również stracony.

Historia i życia i śmierci Terawskiego zostanie odkryta na nowo w Mińsku w 2020 roku i przypomina dziś, że bolszewicy najpierw żywili oficjalną radziecką kulturę elementami folkloru białoruskojęzycznej wsi, a niecałe dziesięć lat później zaczęli mordować dużą część białoruskojęzycznej inteligencji. Późną konsekwencją tego celowego, zbiorowego mordu aż do początku XXI wieku był niski poziom poparcia dla nowej inteligencji białoruskojęzycznej w obecnie rosyjskojęzycznej większości ludności Republiki Białorusi.

Jednocześnie wszechobecna jest twórczość pierwszego pokolenia radzieckich poetów, w tym pseudonim sceniczny poety Janki Kupały, który zdobi budynki i ulice całej Białorusi. To Kupała nazwał siebie właśnie na cześć święta Kupałłe, o którym teraz w nowym kontekście śpiewa się, wykonując "Kupalinkę".

Publiczne odkrycie symbolicznej mocy pieśni pokazuje, że odwołanie się przez Sowietów do sztuki ludowej, właśnie ze względu na późniejszą historię prześladowań, tworzy dziś szczególnie silny wizerunek: państwo przedstawiane przez zamaskowanych mężczyzn w czarnych mundurach molestujących śpiewające kobiety.

To, że chór Teatru im. Janki Kupały nagrywa tę piosenkę dla koncertu warszawskiego, samo w sobie jest aktem solidarności. Kiedy Paweł Łatuszka, dyrektor Teatru im. Janki Kupały, otwarcie poparł żądania protestujących przeciwko przemocy w sierpniu, sformułował swój opór w języku białoruskim jako były ambasador, który sam był ministrem kultury pod przewodnictwem Łukaszenki. Przed teatrem kazał powiesić biało-czerwono-białe flagi.

W przypadku otwartego sprzeciwu władze Republiki Białoruś rządzone przez Aleksandra Łukaszenkę znają tylko jedną odpowiedź. Łatuszka stracił pracę, przeniósł się do opozycyjnej rady koordynacyjnej i poprosił o azyl polityczny w Polsce.

Zdecydowana większość aktorów dokonała własnego wyboru. Po ultimatum do ministerstwa kultury o białe flagi 70 aktorów, dramaturgów i techników złożyło rezygnację na znak solidarności z represjonowanym reżyserem. Pierwszy teatr państwowy w Mińsku w roku 100-lecia, na które Bank Państwowy specjalnie wybił rocznicową monetę, został bez zespołu. A chór kontynuuje śpiewanie „Kupalinki”.

Czekamy na Wasze listy, piszcie: listy@wyborcza.pl

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.