Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

W ostatnich dniach wiele mówiło się o stanowisku Konferencji Episkopatu Polski w kwestii LGBT+, oświadczeniu hierarchów katolickich dotyczącym wypowiedzenia konwencji stambulskiej bądź ich stanowisku odnośnie do zbierania podpisów pod projektem ustawy „Stop LGBT”. W dyskusjach wokół coraz wyraźniejszego mieszania się Kościoła do polityki czasem brakuje mi głosu ze strony osób, których te stanowiska i oświadczenia dotyczą. Jakie skutki bowiem wywołuje i wywoła wspominanie stanowisko Episkopatu w kwestii LGBT+ nie tylko w makroskali, ale też mikroskali?

Oto jedna z takich reakcji. W ostatnich dniach nie mogę odpędzić od siebie pięknego obrazu. Choć mało prawdopodobny, jest on niezmiernie urzekający. Przed sobą widzę tęczę rozpostartą nad krakowskim niebem, gdzieś między ulicą Franciszkańską a Wawelem. Bez deszczu i słońca. Ot tak, w całej okazałości znak przymierza na sklepieniu. Obraz przechodzi w sen. Jak to często bywa z marzeniami sennymi, obrazy są w nich niezwykle wyraziste i plastyczne, lecz brak im logicznej spójności. Cofam się w czasie. Jest 15 sierpnia 2020 roku, Święto Matki Boskiej Zielnej, a także Święto Wojska Polskiego. Tego dnia w Warszawie odbywał się pochód nacjonalistów w setną rocznicę Bitwy Warszawskiej. Ich hasło brzmiało: „szykujemy się do nowej wojny”.

Każdego innego dnia w geście sprzeciwu pojechałabym taki marsz blokować albo psioczyłabym przez cały dzień, że jak to możliwe, żeby takie marsze się w ogóle odbywały, żeby pozwalać na faszystowskie manifestacje to skandal, że jak im nie wstyd wykrzykiwać: „Śmierć wrogom ojczyzny!” albo „Jedna kula, jeden Niemiec!”, że umyka nam chyba właściwa definicja tego, czym jest wolność słowa.

Bo przecież nie tym, że każdy mówi, co chce. A może się mylę? Tego jednego dnia zapomniałam jednak, w jakim kraju przyszło nam żyć.

Wszystko dlatego, że 15 sierpnia 2020 roku w Święto Matki Boskiej Zielnej wzięłam ślub. Mała, kameralna ceremonia dla najbliżej rodziny, tej „prawdziwej” i tej „z wyboru”. Ja miałam różową sukienkę, bo lubię sukienki, zwłaszcza w lecie, moja narzeczona czarne spodnie, bo lubi spodnie i nie lubi sukienek. Wszystko jak ze snu. Tęczowe flagi — na stole, na ścianach, zaczepione o kandelabry. Wszyscy się cieszą. W tym samym czasie gdzieś na wysokości kościoła Świętego Krzyża (gdzie słynna figura Chrystusa na chwilę została przyobleczona tęczową flagą, a zaraz później sprofanowana zniczem obłudy) ktoś krzyczy: „Chłopak i dziewczyna normalna rodzina!”, a potem „Stop LGBT!”. Niecałe 10 kilometrów dalej ja w obecności świadków mówię mojej żonie, jak bardzo ją kocham. Ona mówi mi, że zawsze już chce być ze mną. Przysięgę mamy klasyczną, taką o miłości, wierności i uczciwości małżeńskiej. Patrzę przed siebie i widzę, że wszyscy jakoś płaczą. To ze szczęścia chyba. Na pewno, bo w tamtym momencie nasza polska rzeczywistość zdaje się nam taka odległa i absurdalna. Patrzcie! Tęczowy ślub w Polsce w obecności najbliższych jest jednak możliwy!

A że prawo nie zezwala, no cóż… Ślubów humanistycznych nie zabrania, podpisywania umów notarialnych też nie.

Kolejne dni cudowne. Staram się nie czytać prasy, odkładam media społecznościowe. Wracamy pod koniec sierpnia. I jest. Wisi sobie na stronie do pobrania — „Stanowisko Episkopatu Polski w sprawie LGBT+”. Czytam i jakby ktoś uderzył mnie w twarz. Znowu. Od czerwca coraz więcej tych uderzeń. Skóra nie robi się od nich wytrzymalsza. Czytam i nie dowierzam. Nie tylko brak w tym dokumencie dobrej woli i szacunku dla drugiego człowieka, ale brak w nim również wszelkich prób podjęcia dialogu ze współczesną nauką. Prawo naturalne, którego hierarchowie rzymskokatoliccy są w swej opinii jedynymi strażnikami, jest przecież w tych kwestiach jednoznaczne… W tym haniebnym dokumencie brakuje mi jeszcze czegoś, a mianowicie odwołań do samego Pisma. Czemu? — pytam samą siebie. Może dlatego, że autorzy stanowiska nieuchronnie natknęliby się na fragmenty, które pewnie skłoniłyby ich do zawieszenia sądu, powstrzymania się od jednoznacznej oceny, a może nawet do opowiedzenia się za tymi, którzy dziś niesprawiedliwie cierpią? Szukajcie, a znajdziecie.

Czy powinno nas zaskakiwać, że taki dokument w ogóle powstał? Nie. Kościół rzymskokatolicki w Polsce chętnie odpowiada na pytania związane z szeroko pojętą obyczajowością. Czy powinno skłonić nas do refleksji to, że stanowisko zostało opublikowane właśnie teraz, a więc w czasie rosnącej przemocy i agresji wobec osób LGBT+? Myślę, że tak.

Moment nie jest przecież przypadkowy i świetnie pokazuje — zarówno osobom wierzącym, jak i niewierzącym — w jaki sposób członkowie Episkopatu w Polsce rozumieją pojęcie władzy oraz swojej roli w życiu społecznym. Stanowisko, czego chyba nie trzeba tłumaczyć, kontynuuje bezduszną politykę obozu rządzącego; nie tylko ją wspiera, lecz także „uświęca” swym autorytetem.

Na efekty stanowiska Konferencji Episkopatu nie trzeba było długo czekać. W kolejnych tygodniach zaczęto zbierać podpisy pod ustawą „Stop LGBT” w kościelnych parafiach. 17 września 2020 roku Konferencja Episkopatu publikuje oświadczenie, w którym po raz kolejny wypowiada się na temat konwencji stambulskiej, tym razem otwarcie popierając projekt pt. „Międzynarodowa konwencja praw rodzin” przygotowywany przez Ordo Iuris, który miałby zastąpić konwencję. Prezydium Episkopatu oświadcza: wspieramy również – i zachęcamy, aby wspierać – wszelkie zmiany w polskim prawie karnym, które służą jeszcze większej ochronie i bezpieczeństwu życia rodzinnego. Przypominamy, że głównymi źródłami kryzysowych zjawisk w życiu rodzinnym, przechodzących niekiedy w patologię i przemoc, są: alkoholizm, narkomania i inne uzależnienia, a także pornografizacja kultury masowej oraz związane z nią uprzedmiotowienie kobiety i dehumanizacja życia seksualnego.

Oto duchowni Kościoła rzymskokatolickiego zachęcają innych duchownych oraz wszystkich wiernych, aby wspierali „wszelkie zmiany w polskim prawie karnym”. Czy zaledwie miesiąc wcześniej hierarchowie nie pisali, że Kościół nie może i nie powinien mieszać się do polityki?

Jak inaczej wobec tego rozumieć ich słowa: „Kościół respektuje słuszną autonomię porządku demokratycznego i nie ma tytułu do opowiadania się za takim czy innym rozwiązaniem instytucjonalnym czy konstytucyjnym”. Brzmi słusznie. Nie wyciągajmy jednak zbyt pochopnych wniosków. Jest to wyłącznie zabieg retoryczny; celowe wprowadzenie czytelników w błąd. Oto kolejny fragment:

„Jednocześnie przypomina, że trwałe istnienie społeczeństwa demokratycznego domaga się odniesienia do uniwersalnych zasad moralnych, w których centrum stoi prawda o człowieku. Bez tej prawdy społeczeństwo łatwo zatraca sens swojej misji, ulega manipulacjom przez zmienne idee przyjmujące kształt modnych ideologii, prowadzi do dominacji większości nad mniejszością i silniejszych nad słabymi”.

Teraz krótkie podsumowanie przywołanej wypowiedzi Episkopatu:

  1. Kościół katolicki jest wyłącznym posiadaczem prawa do określania, czym są uniwersalne zasady moralne.
  2. Jedynie Kościół katolicki ma prawo definiować „prawdę o człowieku”.
  3. Rozwój nauki i wiedzy o ludzkiej seksualności należy zaliczyć w poczet manipulacji oraz „modnych ideologii”;
  4. Uleganie żądaniom większości walczącej o równe prawa należy tłumaczyć jako podszytą modnymi ideologiami chęć do narzucenia mniejszości swych praw. Zaraz! Tu wkradł się autorom błąd. Chodziło chyba o domniemaną dominację mniejszości nad większością? O jaką mniejszość i większość biskupom chodzi? Zwykły człowiek gubi się w skomplikowanym teologicznym wywodzie.

*

Teraz powróćmy do snu. Tęcza zniknęła, a ja pomyślałam, że wiem, co chciałabym, abyśmy my — wierzący i niewierzący ludzie, którym leży na sercu przyszłość demokracji i praw człowieka w Polsce — usłyszeli ze strony katolickich hierarchów:

My, duchowni Kościoła rzymskokatolickiego w Polsce, czujemy się zobowiązani, aby zabrać głos w sprawie ostatnich wydarzeń, które wiążą się ze wzrostem przemocy wobec mniejszości seksualnych w Polsce. Każdego dnia ofiarami przemocy i obojętności padają też mniejszości narodowe, religijne, ludzie o innym niż biały kolorze skóry, osoby z niepełnosprawnościami, bezdomni. Nie otworzyliśmy naszych granic dla uchodźców. Naszą rolą w społeczeństwie i moralnym obowiązkiem było stanąć z nimi przeciw obojętności władzy. Dane nam od Boga prawo miłości stawiamy przecież ponad prawem ludzkim. Dziś przyznajemy się przed Wami, Siostry i Bracia, że nie podołaliśmy. Skoncentrowaliśmy się bowiem na zysku i chorobliwej żądzy władzy. Milczeliśmy w nadziei, że nasze zaniedbania i grzechy pozostaną Wam nieznane. Wybaczcie nam. Ostatnie miesiące pozwoliły nam lepiej zrozumieć nas samych. Patrząc na cierpiących niewinnie naszych Braci i nasze Siostry, dostrzegliśmy i siebie. Jesteśmy już zmęczeni. Dziś chcemy oświadczyć, że rozpoznajemy swój błąd i postanawiamy poddać się reformacji. Pragniemy bowiem, zgodnie z naszym powołaniem danym nam na drodze łaski od Najwyższego, służyć ludziom i być dla nich oparciem we współczesnym świecie. Teraz to my będziemy milczeć, a skrzywdzeni będą mówić. W gruncie rzeczy niewiele bowiem wiemy o małżeństwie, o rodzinie, o macierzyństwie i ojcostwie. Chcemy uczyć się od Was, Siostry i Bracia. Wierzymy, że dla Was bycie ojcem, matką, babcią, dziadkiem, mężem czy żoną, partnerem albo partnerką znaczy coś zupełnie innego niż dla nas, dla których jest to problem teoretyczny i teologiczny, czasem skryte marzenie. Szczególnie dziś jednak pragniemy zwrócić się do rodzin tęczowych — to Wy musicie powiedzieć nam, nauczyć nas, czym jest Wasze doświadczenie małżeństwa, rodzicielstwa i wychowania. Chcemy być przy Was, szczególnie gdy spotyka Was i Wasze dzieci niesprawiedliwość. Nie chcemy sądzić, abyśmy nie byli sądzeni. Niemałe są bowiem nasze przewiny. Od tej pory małżeństwo będziemy postrzegać jako publiczną zgodę dwójki ochrzczonych ludzi do życia w jedności, miłości, szacunku, odpowiedzialności i opiekuńczości nie tylko wobec innych ludzi, ale też całego stworzenia. W charakterze uzasadnienia rozważmy taki oto fragment z Pisma Świętego. Dziś przypominany każe nam przemyśleć problem sztucznych podziałów między ludźmi, dominacji i poddaństwa, a także człowieczej cielesności i płciowości. Oto rzekł apostoł Paweł do Galatów: „Wy przecież, którzy zostaliście ochrzczeni w Chrystusa, przyoblekliście się w Chrystusa. Nie ma już Żyda ani Greka, nie ma niewolnika ani wolnego, nie ma mężczyzny ani kobiety. Wszyscy bowiem stanowicie jedność w Chrystusie Jezusie”3. Wszyscy jesteśmy rodziną i stanowimy jedność. Jak mogliśmy o tym zapomnieć?

*

Piękne to byłyby słowa. A może herezja? Mimo wszystko mam wrażenie, że wielu z nas, związanych z Kościołem lub nie, bardzo takiego głosu ze strony Kościoła rzymskokatolickiego dziś potrzebuje. Pomyślałam sobie, że na szczęście jest Reformowany Kościół Katolicki w Polsce! Kościół wyemancypowany i otwarty. Do niedawna nie wiedziałam nawet, że można w nim wziąć ślub z osobą bez względu na jej płeć. W końcu przed Bogiem wszyscy są po prostu ludźmi. Ale zaraz. Obudźmy się raz jeszcze. 17 września 2020 roku Kościół ten został zdelegalizowany. Dlaczego? Władza uznała, że udzielanie ślubów parom jednopłciowym zaburza porządek publiczny i moralny. No cóż… Dziwny to kraj, w którym porządek moralny upada, gdy dorośli ludzie wyznają sobie miłość, a kwitnie, kiedy wejścia do kościoła strzeże policja, po ulicach maszerują „wojownicy Maryi”, a łamanie ludzkiej godności odbywa się pod sztandarami obrony chrześcijańskich wartości.

Agnieszka Więckiewicz literaturoznawczyni i kulturoznawczyni. Absolwentka Instytutu Kultury Polskiej na Uniwersytecie Warszawskim oraz Langues, Littératures et Civilisations Étrangeres na Sorbonie. Doktorantka w Szkole Doktorskiej Nauk Humanistycznych UW. Autorka książki „Obrazy czarności. Wyobraźnia imperialna i różnica rasowa w niemieckiej kulturze XIX i XX wieku. Siedem szkiców z antropologii wrogości” (Warszawa 2020). Publikowała m.in. w „Tekstach Drugich”, „Widoku. Teoriach i praktykach kultury wizualnej”, „Praktyce Teoretycznej”, „Tekstualiach”, „Przeglądzie Humanistycznym”, „Poznańskich Studiach Polonistycznych”, „Schulz/Forum”, „Dialogu” oraz tomach zbiorowych. Współpracuje z czasopismem krytycznoliterackim „Mały Format”. Członkini Collegium Invisibile oraz tutorka Krajowego Funduszu na rzecz Dzieci.

Piszcie, komentujcie, oceniajcie: listy@wyborcza.pl

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.