Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Szanowna Redakcjo!

Byłem ostatnio świadkiem rozmowy o pracy licencjackiej poświęconej recepcji "obrzezania kobiet" we współczesnej literaturze.

Obrzezania!

To nie jest żadne obrzezanie! Kobietom amputuje się cały narząd: wargi sromowe i łechtaczkę - przy okazji często uszkadzając ujście cewki moczowej!

Ten okrutny "zabieg" z punktu widzenia polskiego kodeksu karnego jest zbrodnią opisaną w art 156.

Obrzezać można mężczyznę, obcinając kawałek skóry na jego penisie, co poza bólem i w skrajnych przypadkach możliwością zakażenia jakimś bakcylem (jeżeli rzezak jest niechlujny i nie przestrzega zasad higieny i bezpieczeństwa) nie kończy się uszkodzeniem narządu.

Kobiety nie da się obrzezać, do cholery!

To, co spotyka setki milionów muzułmanek (i rzadziej kobiety innych religii, bo okaleczają również np. chrześcijańscy Koptowie), to jest zbrodnia: przemilczana przez świat Zachodu w imię ignorancji (ech ta wstydliwa seksualność w świecie niby wyzwolonym) i politycznej poprawności w najgorszym wydaniu (byleby niczego złego o "innej kulturze", wszak kolonializm, rasizm itd).

Czekamy na Wasze listy, opinie, analizy. Wyborcza to Wy. Piszcie: Listy@wyborcza.pl

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.