Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Mam 28 lat, niedawno wszedłem na rynek pracy. Na emeryturę przejdę za blisko 40 lat. Ale jak wiadomo, perspektywy nie są zachęcające. Zainspirował mnie artykuł o emeryturach obywatelskich. Trochę interesuję się prawem pracy i ubezpieczeniami społecznymi i dlatego chciałem się podzielić kilkoma moimi przemyśleniami:

1. Z wprowadzeniem ewentualnych emerytur obywatelskich wiąże się pewien duży problem, tj. składka na ubezpieczenie. Obecnie każdy podlegający ubezpieczeniu emerytalnemu w ZUS określoną część swoich dochodów przeznacza na składkę na ZUS. Wysokość składek jest pochodną wysokości dochodów; im ktoś zarabia więcej, tym płaci wyższą składkę. Natomiast emerytury według „nowych zasad”, czyli w systemie zdefiniowanej składki, polegają na tym, że ile kto uzbiera, czyli ile w ciągu swojego zawodowego życia wpłaci do ZUS - to tyle w przyszłości otrzyma emerytury (zwaloryzowana suma składek podzielona przez dalsze trwania życia stanowi miesięczne świadczenie). Czyli im wyższa składka, tym wyższa w przyszłości emerytura. Zresztą to chyba jest główny problem emerytury w systemie zdefiniowanej składki:

twórcy reformy emerytalnej z lat 90. nie przewidzieli rozplenienia się umów śmieciowych, bezrobocia, pracy na czarno i niskich pensji, które uniemożliwiają nawet osobom uczciwie pracującym odłożenie na przyzwoitą emeryturę.

Natomiast emerytury obywatelskie zakładają, że każdy otrzymywać będzie tyle samo - niezależnie od tego, ile wpłacił do funduszu ubezpieczeń społecznych. Tak więc ich wprowadzenie byłoby zerwaniem umowy, która legła u podstaw reformy emerytalnej. Czy ktoś płacił 500 zł miesięcznej składki czy 1500 zł - emerytura będzie taka sama. Od razu widać, że nie jest to sprawiedliwe, bowiem osoby o wyższych dochodach płaciłyby wyższe składki - nie mając nic w zamian. Z kolei wprowadzenie emerytur obywatelskich dla osób, które już od pewnego czasu płaciły wyższe składki - byłoby niczym innym jak okradzeniem ich ze składek, które już wpłacili.

Może emerytury obywatelskie powinny być tylko dla osób, które wchodzą na rynek pracy, a w przypadku tych, które już na nim są - powinny być dobrowolne. Poza tym, jak skalkulować składkę?

Dlaczego ktoś ma płacić wysoką składkę, jeśli w przyszłości dostanie grosze z emerytury?

2. Poza tym osoby, które chciałyby mieć więcej niż tylko emeryturę obywatelską, powinny w jakiś jeszcze inny sposób odkładać pieniądze (czyli stworzyć sobie coś w rodzaju „drugiego filaru”). Jest to problem także dzisiaj, bo wszyscy mówią: „Odkładaj pieniądze na emeryturę”. Tylko jak? Wpłacać na lokatę z oprocentowaniem 0,8 proc. w skali roku? Czy może kupować obligacje skarbowe z oprocentowaniem 1,5 proc. w skali roku? Może założyć sobie IKE z oprocentowaniem 1 proc.? A może jakieś ubezpieczenie emerytalne? Ale prawda jest taka, że ilekolwiek się odłoży, to i tak nie podwyższy to przyszłego świadczenia. Jeśli ktoś nawet będzie odkładać co miesiąc jakąś sumę, to po przejściu na emeryturę może dostać jednorazową wypłatę. I co ma z nią zrobić? Zaszyć w materacu?

Jeśli ktoś nawet odejmowałby sobie co miesiąc od ust i uskładałby powiedzmy 150 tys. złotych, to przecież w perspektywie lat spędzonych na emeryturze to jest nic.

3. Kolejna kwestia to „oskładkowanie” umów cywilnoprawnych - jest to chory pomysł. W gruncie rzeczy chodzi o umowę o świadczenie usług. Czy jeżeli ktoś wezwie hydraulika do przetkania rury, to ma za niego zapłacić składkę na ZUS? Jest to paranoja, ale tak brzmią zapowiedzi „oskładkowania” umów cywilnoprawnych. W gruncie rzeczy chodzi o problem pozornych stosunków pracy, czyli sytuacji, gdy ktoś w rzeczywistości pozostaje w stosunku pracy (ze wszystkimi tego konsekwencjami, jak obowiązek odprowadzania składek na ubezpieczenie społeczne), ale na skutek cwaniactwa pracodawców jest zatrudniony na podstawie fikcyjnej umowy-zlecenia, o dzieło, agencyjnej itd. Jest to problem, z którym nasz ustawodawca od lat nie potrafi sobie poradzić i prawdę mówiąc, chyba nie chce, bo jedyna droga dla pracownika do ustalenia, że faktycznie jest w stosunku pracy, to powództwo o ustalenie istnienia stosunku pracy. Tymczasem mało który pracownik ma siły na batalię w sądzie. Może rozwiązaniem byłoby wyposażenie inspektorów pracy w kompetencję do ustalania istnienia stosunku pracy w drodze decyzji administracyjnej.

4. No i ostatnia kwestia to wiek emerytalny.

Obniżenie wieku emerytalnego było chyba jedną z najbardziej szkodliwych „reform” PiS.

Głosi się populistyczne hasła, a nie myśli się o tym, że po pierwsze - emerytury będą niskie, a po drugie - emeryci będą ciężarem dla przyszłych pokoleń. Władza mówi, że każdy może pracować jak długo chce. Ale przecież to nie jest prawda, bo widać, że często osoby, które nabyły uprawnienia emerytalne, są pierwsze do zwolnienia, co doprowadzi do tego, że mimo chęci nie mogą dłużej pracować, a co za tym idzie - nie mają szansy na podwyższenie swoich emerytur.

Może należałoby stworzyć warunki, aby ludzie w przyszłości mogli pracować znacznie dłużej, nawet do starości, ale na odpowiednio przystosowanych stanowiskach pracy, no i mniej, np. na jedną trzecią lub pół etatu.

Czytelnik

Czekamy na Wasze opinie, komentarze. Piszcie: listy@wyborcza.pl

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.