Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Miesiąc temu, 20 sierpnia, zamordowano moją przyjaciółkę. Znaliśmy się od dziecka, spędzaliśmy razem sporo czasu. Mieliśmy podobne spojrzenie na świat, wiele wspólnych tematów. No i muzyka. Nie mogę powiedzieć, żebym miał ograniczony gust muzyczny, ale przy niej wysiadałem. Otworzyła mi oczy, czy raczej uszy, na tyle nowych, czasem niszowych grup, gatunków, stylów, że długo by wymieniać.

No a poza wszystkim po prostu dobrze się rozumieliśmy. Gadaliśmy o życiu, o polityce, kulturze, sporcie i nauce.

Parę lat temu zaczęła się obracać w złym towarzystwie. Właściwie nie z własnej woli. Nachodzili ją różni tacy… Typy „spod ciemnej gwiazdy”. Z pozoru mili, kulturalni, ale pod spodem – znacznie gorzej. Znacie takich.

Twierdziła, że to „kontakty służbowe”. Jacyś ludzie z firmy, przełożeni. Gdy zaczęła mówić, że czasem czuje się, jakby ją gwałcono, nie chciałem wierzyć. Nie wiedziałem, co dokładnie ma na myśli. „Przesadza”,

myślałem. Choć nie mogłem spać spokojnie, bo jakiś szósty zmysł czy podświadomość podpowiadały, że jest naprawdę grubo.

Na wiosnę stało się coś, co zaalarmowało mnie i wszystkich jej znajomych. Jej szef wywlókł ją publicznie na ulicę, zwyzywał, napluł w twarz. Krzyczał, że się puszcza i że pokaże wszystkim jej kompromitujące nagrania. Oczywiście niczego nie pokazał, a nawet sam wyleciał z roboty.

Ona za to wpadła w depresję. I gdy wydawało się, że stan się trochę ustabilizował, stało się najgorsze. Zadźgano ją w biały dzień. Nie do wiary.

Cała historia jest makabryczna, a dobija mnie jeszcze to, że wszyscy wiedzą, kto dopuścił się tej zbrodni, na czyje zlecenie i kto pociągał za niewidzialne sznurki. Do pięt jej nie dorastali, nie rozumieli. Powinni mieć zakaz zbliżania się do niej, a dziś chodzą po mediach, prostacko się uśmiechają i z tępą arogancją utrzymują, że teraz będzie fajnie, zastąpimy ją kimś świeżym, lepszym. Moją Trójkę.

Został mi po niej tylko kubek i breloczek:

Kubek i breloczekKubek i breloczek Kuba Borówka

Czekamy na Wasze trójkowe wspomnienia, komentarze. Piszcie: listy@wyborcza.pl

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.