Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Po rocznicy 1 września i napaści na Polskę teraz kolej na 17 września 1939. Zdumiewa mnie całkowite pomijanie faktu, że byliśmy wtedy słabi. Użalamy się nad sobą, ale nikt nawet się nie zająknie na temat naszej militarnej słabości.

Zastanawiam się też, czy z tamtych wydarzeń wyciągnęliśmy jakąkolwiek lekcję? Czy dzisiaj jesteśmy mocniejsi? Bardzo wątpię. Nasze bezpieczeństwo opieramy na egzotycznym sojuszu z USA, a nie na partnerach z UE.

Wojska jest mało z wyposażeniem przestarzałym i raczej niesprawnym.  Na defiladach, które są mocną stroną naszej armii, pokazujemy darowane nam niemieckie leopardy. Nic nie wyszło z budowanej przez 16 lat fregaty Gawron. A raczej wyszło z niej coś do poławiania min.

Finowie zbudowali w trzy lata fregatę rakietową, niewidoczną dla radarów. Od Finów kupujemy broń snajperską. Szwecja produkuje doskonałe samoloty myśliwskie i całkowicie zautomatyzowaną armatę. Nie do wykrycia w trakcie strzelania.

To wszystko pokazuje, jak żałosne są te buńczuczne i propagandowe tyrady dzisiejszego ministra obrony. Zdumiewa mnie, że nasza generalicja nie protestuje, nie pisze memoriałów i raportów o tym, co się dzieje. Ale ładnie wyglądają na defiladach i uroczystościach w Pałacu Prezydenckim, kiedy się ich tam mianuje na wyższy stopień!

Okazja rzeczywiście sprzyja takiej refleksji. Ale może widzicie to inaczej? Piszcie: listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.