Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

5 lat wakacji.

To jest właściwa odpowiedź na pytanie o ostatnią kadencję  Andrzeja Dudy, który już kilka tygodni po elekcji jasno wskazuje nam, co będzie robił.

Wśród moich znajomych po niefortunnych, acz prawdziwych wynikach wyborów rozgorzała dyskusja. W upalne letnie dni, które mamy już za sobą, podgrzewały ją opinie: "Teraz nie ma już nic do stracenia. Jest nieusuwalny. Ma pięć lat na przejście do historii. Wreszcie może być sobą. Może być niezależny. Może wykazać się mądrością". Wymieniam zaledwie kilka pełnych nadziei i optymizmu stwierdzeń.

Nic z tych rzeczy.

Dobitnie pokazują to ostatnie tygodnie. Andrzej Duda spokojnie czeka na rozpoczęcie zimowego sezonu narciarskiego. Rewolucja na Białorusi wymaga tego, aby przyjąć Swiatłanę Cichanouską i choćby zrobić sobie z nią zdjęcie. Ale tym zajął się premier. Więc na stronie prezydenta RP nie ma nawet takiego zdjęcia. Nie ma też sensu być znaczącym uczestnikiem działań na arenie międzynarodowej. To męczące, efekt niepewny, a poza tym trzeba dużo rozmawiać i podróżować. To teraz szczególnie niebezpieczne. Zachowajmy społeczny dystans.

Pozwólmy też odpocząć rodzinie po wyczerpującej kampanii. Na przykład wyłączmy możliwość komentowania na Instagramie małżonki prezydenta RP. Nie powinna być na siłę wciągana do polityki, nawet jeśli komentarze dotyczą koloru sukienki. Miejmy zresztą nadzieję, że nie założy niczego w kolorze biało-czerwono-białym albo nie wyjmie z szafy  tęczowej apaszki.

Zdegustowany

Czekamy na Wasze komentarze. Piszcie: listy@wyborcza.pl

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.