Sprawdziłam, ile się zarabia na takim stanowisku, ponadto przeanalizowałam rozmowę i zrozumiałam, że szukają niewolnika. Abstrahując od tego, że jak podano zresztą w ogłoszeniu, trzeba być też gotowym na biohazard. A ja przy takich zarobkach nie będę w stanie opłacić sobie terapii, kiedy po raz trzeci w życiu zostanę ofiarą mobbingu - pisze czytelniczka.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Mam już tyle lat, iż wiem, że życie nie jest sprawiedliwe i lata nauki, w tym ciężkie studia, wcale nie gwarantują (jak przez całą edukację powtarzali rodzice), że będzie się zarabiać więcej niż w magazynie Amazona – a w niektórych zawodach, jak w moim wyuczonym, jest pewne, że będzie się zarabiać dużo mniej. O ile w ogóle się znajdzie pracę w zawodzie. A raczej się nie znajdzie – dlatego (między innymi) to, że zarobki są, jakie są.

Ale zarobki to też nie wszystko. Podejście do pracownika lub kandydata na pracownika to już co innego.

Mam “szczęście”, że pracy zawsze muszę szukać akurat w czasach na to najgorszych.

Moje ostatnie lata, z musu, nie z wyboru, to praca biurowa – m.in. w HR – samą rekrutacją się nie zajmowałam, ale doskonale wiem, jak teraz ona wygląda w branżach, gdzie jest rynek pracownika, a przynajmniej tam, gdzie jednak (przyszły) pracownik też ma coś do powiedzenia. Pewne rzeczy, które w naszym kraju były na porządku dziennym na przełomie wieków, teraz są nie do pomyślenia. Ale okazuje się, że nie wszędzie.

Nieoczekiwana rozmowa przedwstępna o pracę

Ogłoszenie o pracę w jednym z większych szpitali w mieście wojewódzkim – młodszy asystent w Laboratorium Mikrobiologicznym. Wymagania – magister biotechnologii lub biologii i doświadczenie w laboratorium mikrobiologicznym lub innym. Warunki spełniałam.

Ogłoszenie było dostępne tylko na stronie szpitala i miało ponad tydzień, a żeby wziąć udział w rekrutacji, należało wysłać pocztą lub przynieść osobiście wiele dokumentów lub ich kopii – co jednak jest sprawą dość kłopotliwą (w dzisiejszych czasach, kiedy raczej wysyła się tylko CV w wersji cyfrowej). By nie robić tego na darmo, postanowiłam zadzwonić pod podany w ogłoszeniu numer do kierowniczki laboratorium, by dowiedzieć się, czy jest jeszcze aktualne.

I tu nastąpiła niespodziewana rozmowa, podczas której zostały złamane chyba wszystkie reguły dotyczące takich rozmów oraz zwyczajnej przyzwoitości.

Pytania, które na początku w ogóle mnie nie zdziwiły, bo przecież wiadomo, że jest 500 osób na moje miejsce, gotowych pracować za darmo...itd. Bo byłam już ofiarą mobbingu i przez chwilę poczułam się tak, jak wtedy zwykle czułam się w pracy.

A ma pani męża, dzieci?

Pytania (było ich więcej podaję te kontrowersyjne): “Kim pani w ogóle jest?” z lekką pretensją w głosie. Moja odpowiedź – "biotechnologiem" (jak było w ogłoszeniu!) – “A to...jak dostanę podania od diagnostów to na pewno pani nie wybiorę” i potem prosto z mostu.

–- “A ma pani męża, dzieci?” – zaprzeczyłam, wtedy dodała, że chodzi o dyspozycyjność – ok, czyli można było po prostu spytać o dyspozycyjność, o to, czy jestem gotowa na pracę w nocy i w weekendy. Poza wszystkim, przecież to, że nie mam dzieci i/lub męża nie oznacza, że chcę lub mogę być dyspozycyjna. I odwrotnie – mogę być, mając (choć akurat przy zarobkach w tym zawodzie trudno, aby mąż zarabiał mniej i chciał poświęcać swoją karierę dla mojej). Potem jeszcze były pytania o miejsce zamieszkania (centrum, szpital jest na obrzeżach miasta, ze 20 km odległości) i wyraźne niezadowolenie z odpowiedzi. Pewnie idealnie byłoby, żebym mieszkała na tym samym osiedlu, żeby czasem korki nie zmniejszały mojej dyspozycyjności.

Byłam też wypytywana o przerwy w pracy w zawodzie – i to akurat w ogóle mnie nie dziwi. Ale były one zadawane takim tonem i z taką wyższością i pogardą, że czułam się, jakbym była przestępcą tłumaczącym się z jakiejś zbrodni.

Przez całą rozmowę czułam się jak niechciany petent.

Mimo wszystko tę wstępną rozmowę przeszłam i zostałam poinstruowana, żeby przyjechać na następny dzień na kolejną rozmowę z dokumentami i ich kopiami razy 3.

Szukali niewolnika

Napisałam, skopiowałam...wyszło prawie pół ryzy. I – nie pojechałam.

Sprawdziłam, ile się zarabia na takim stanowisku (minimalna, plus ewentualnie więcej za dyżury; czyli połowę tego, za ile zgodzę się pójść do pracy biurowej), ponadto przeanalizowałam rozmowę i zrozumiałam, że szukają niewolnika. Abstrahując od tego, że jak podano zresztą w ogłoszeniu, trzeba być też gotowym na biohazard. A ja przy takich zarobkach nie będę w stanie opłacić sobie terapii kiedy po raz trzeci w życiu zostanę ofiarą mobbingu.

Tak w 2020 roku w Polsce kobiety traktują kobiety (oczywiście tam, gdzie wiedzą, że mogą sobie na to pozwolić). Tak słabo opłacani absolwenci trudnych kierunków traktują innych absolwentów tych samych lub podobnych kierunków (oczywiście tam, gdzie wiedzą, że mogą sobie na to pozwolić, bo i tak będą się o tę pracę bić).

Czytelniczka

Czy jest to kwestia płci, czy raczej nagannej  bezkarności w sytuacji, kiedy ludzie rozpaczliwie szukają pracy? Czekamy na Wasze listy o rozmowach kwalifikacyjnych, mobbingu lub po prostu warunkach w pracy. Piszcie: listy@wyborcza.pl

icon/Bell Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
    Mobbing to codzienne doświadczenie tysięcy Polaków. Ale to nie jest problem kobiecy, to problem na naszym dziadowskim rynku pracy niezależnie od płci.
    już oceniałe(a)ś
    17
    1
    "(...)a w niektórych zawodach, jak w moim wyuczonym, jest pewne, że będzie się zarabiać dużo mniej. O ile w ogóle się znajdzie pracę w zawodzie. A raczej się nie znajdzie ? dlatego (między innymi) to, że zarobki są, jakie są."

    Skoro zarobki w tym zawodzie są tak niskie, to dlaczego tak trudno znaleźć w nim pracę?
    bo uniwersytety naprodukowały dziesiątki tysięcy absolwentów, a sektor biotechnologii praktycznie w kraju nie istnieje, więc ludzie gotowi są zabić za pracę w szpitalnym laboratorium za najniższą krajową. Oczywiście można próbować szczęścia za granicą, ale do tego trzeba a. znać język na przyzwoitym poziomie i b. chcieć opuścić ten polski łez padół - obydwa warunki spełnia bardzo niewielki odsetek
    już oceniałe(a)ś
    5
    0
    @Janusz_z_Podkarpacia
    To przecież oczywiste: podaż pracowników przewyższa popyt na ich pracę, dlatego jej cena leci w dół. Odwrotnie jest np. w IT: zarobki są wysokie, a pracę znaleźć łatwo - bo popyt na pracę informatyków jest większy niż podaż na rynku osób z kwalifikacjami, więc pracodawcy są zmuszeni płacić więcej, by przyciągnąć pracowników do siebie.
    już oceniałe(a)ś
    3
    0
    @arthur_dent

    Co nie uzasadnia typowych praktyk w branży diagnostycznej, takich jak wliczanie (przynajmniej do niedawna, zanim rząd to ukrócił) wysługi lat do... ustawowego minimum zarobków.
    już oceniałe(a)ś
    1
    0
    Tak w 2020 roku w Polsce kobiety traktują kobiety (oczywiście tam, gdzie wiedzą, że mogą sobie na to pozwolić). Powstaje pytanie - a dlaczego mogą sobie pozwolić?
    już oceniałe(a)ś
    2
    0
    Hołubiony tu pod niebiosa i nieomal świętym ogłaszany pan Bodnar walczy z rządem o ustrój sądów, a prawa człowieka takiej osoby jak autorka listu ma w głębokim poważaniu...
    @Yorkshire
    Bredzisz, pisdo.
    już oceniałe(a)ś
    4
    0
    @Yorkshire
    bzdury piszesz .... z kim walczy sam jeden człowiek - z rządem, a co robi rząd ? nic ... więc rząd ma takich ludzi w .... potrzebni są tylko podczas wyborów
    już oceniałe(a)ś
    2
    0
    @jazoneq
    rząd może mnie mieć gdzieś, ale nie urząd (bo to przecież cały urząd a nie ?jeden człowiek") który ma w nazwie obronę praw obywatela
    już oceniałe(a)ś
    3
    3