Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

W Beskidach od lat zbieramy pierwsze borowiki już w maju. Pojawiają się wtedy borowiki ceglastopore, kolorowe grzyby z brązowymi kapeluszami i czerwonymi pod ich spodem rurkami, które po przekrojeniu intensywnie sinieją. Nie każdy je zbiera, niektórzy myślą, że to trujące borowiki szatańskie, my je bardzo lubimy, zupa z nich ma przepiękny, brązowy kolor. 

Przyroda ma spóźnienie 

Justyn Kołek, zaprzyjaźniony grzybiarz i grzyboznawca z Czernichowa, pokazał nam kiedyś miejsce, gdzie co roku telewizja filmuje go z pierwszymi znalezionymi borowikami, tam zawsze inaugurujemy sezon. W tym pierwsze grzyby pojawiły się później, bo dopiero w czerwcu. W ogóle życie w lesie toczy się w jakimś innym, niezwyczajnym rytmie. Justyn miał w miniony weekend wystawę grzybów w Warszawie. Przemierzył kilometry beskidzkich lasów, by zebrać na nią grzyby różnych gatunków. Nie znalazł ani jednego muchomora czerwonego, nie znalazł także innych zwiastunów jesieni - zasłonaków. - Przyroda zachowuje się nietypowo. Rosną te grzyby, które pojawiają się w pełni lata - mówi Kołek. 

Muchomor czerwony z charakterystycznym kapeluszem w białe kropki to chyba najbardziej znany grzyb spośród tych rosnących w Polsce, z ilustracji w książkach dla dzieci znają go nawet przedszkolaki. W powszechnym mniemaniu uchodzi za grzyb śmiertelnie trujący, tymczasem nie jest aż taki groźny, ma działanie halucynogenne. Podobno co poniektórzy w czasach, gdy brakowało wódki, zamiast niej pili napar z tych muchomorów, ale lepiej takich wynalazków nie próbować, skutki dla zdrowia mogą być fatalne.  

Smaczne muchomory 

W beskidzkich lasach można się natknąć teraz na jego kuzyna, muchomora czerwieniejącego, który nie dość, że jadalny, to jest jeszcze bardzo smaczny. Powinni go jednak zbierać tylko najbardziej doświadczeni grzybiarze, bo można pomylić go z trującymi gatunkami. Kiedyś na imprezie dla grzybiarzy na Słowacji najedliśmy się tych muchomorów marynowanych, bardzo nam smakowały. Choć zebrał je doświadczony grzyboznawca, mieliśmy spore opory, nie mieściło nam się w głowie, że można jeść muchomory.  

Kolega zresztą na tej imprezie czymś się zatruł, prawdopodobnie zaszkodziły mu zjedzone w nadmiarze smakołyki z grilla, przyznał potem, że żegnał się z życiem, bo przypomniało mu się, że mówi się o tym, że grzybiarz jest jak saper, myli się tylko raz. Dlatego nie warto eksperymentować i zbierać gatunków, których nie znamy. Warto pamiętać o tym, że w powiatowych stacjach sanitarno-epidemiologicznych jest klasyfikator grzybów albo grzyboznawca, który pomoże zweryfikować zbiory. 

Podgrzybki w odwrocie 

W starszych atlasach grzybów w opisach borowika szlachetnego można znaleźć informację, że nie jest w Polsce częsty, trudno go spotkać zwłaszcza w pobliżu dużych miast. Coś się zmieniło, w ostatnich latach w Beskidach grzyb ten rośnie w dużej ilości. Kilka dni temu w naszym ulubionym lesie w Beskidzie Żywieckim

zebrałam dwa wiaderka borowików, a to i tak daleko jeszcze do mojego ubiegłorocznego rekordu, kiedy to we trójkę, z mężem i kolegą, w krótkim czasie zebraliśmy tam pół tysiąca borowików. Kiedyś o takich zbiorach można było tylko pomarzyć, bo w beskidzkich lasach rosły głównie różne gatunki podgrzybków. Rozmawiałam o tym zresztą w zeszłym roku z grzyboznawcą Wiesławem Kamińskim. Opowiadał, że w jeszcze w latach 80. na południu Polski, np. w lasach pod Babią Górą, spotykany był znacznie częściej podgrzybek brunatny, na kilka koszyków zebranych podgrzybków udało się zebrać może jeden koszyk borowików szlachetnych. Teraz jest na odwrót. W sumie to nie wiadomo, dlaczego tak się dzieje. Pewno większość grzybiarzy się cieszy, bo borowik szlachetny to ten najbardziej upragniony łup, ja mniej, bo wolę podgrzybki.  

Jeśli już o borowikach szlachetnych mowa, to jeśli ktoś jednak natknie się w lesie na muchomora czerwonego, niech dokładnie rozejrzy się dookoła, bo grzyby te rosną pod tymi samymi drzewami. Czerwone kapelusze muchomorów znacznie bardziej rzucają się w oczy niż niepozorne kapelusze borowików, zagrzebane w mchu lub ukryte pod korzeniami. 

Pogoda dla grzybiarzy 

Warto wybrać się w ten weekend na grzyby. Jak mówi Justyn Kołek, każdy teraz znajdzie grzyby na zupę albo na jajecznicę. Tam, gdzie w miniony weekend było bardzo dużo grzybów, może być ich teraz mniej, bo grzybnia musi kilka dni odpocząć, ale na pewno coś uda się znaleźć. Pogoda jest wprost wymarzona, jest wilgotno, ciepło. Jeśli tylko nie przyjdą jakieś ostre mrozy, grzyby będzie można zbierać aż do późnej jesieni, nawet w grudniu. 

Na Facebooku jest wiele grup zrzeszających grzybiarzy. Polecam np. grupę Sympatycy portalu www.NaGrzyby.pl, gdzie ludzie z całej Polski i nie tylko chwalą się swoimi zbiorami. Widzę, że w innych regionach Polski dosyć licznie zaczęły się pojawiać np. kanie, zazdroszczę, bo panierowana kania to rarytas, u nas na razie rosną pojedynczo, a w moim osiedlowym warzywniaku są po 50 zł za kilogram. Wolę sama sobie ich nazbierać.  

Wybierzecie się w najbliższy weekend do lasu i pochwalcie się swoimi zbiorami. Życzymy udanego grzybobrania i czekamy na wasze zdjęcia. Piszcie: Listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.