Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Tęsknię za czasami nie tak przecież odległymi, kiedy dane słowo, honor i dobre imię stanowiły wykładnik przyzwoitości i relacji społecznych, a kodeks honorowy wykluczał ze społeczności indywidua, które notorycznie nie dotrzymywały danego słowa.

Pewien znany strateg XIX-wieczny mawiał o takich ludziach: "Umowy zawarte między nimi są tyle warte co kartka papieru, na której je spisano".

Mottem życiowym, którym na pewno nie kierują się moi "bohaterowie", jest rzymska maksyma "Pacta sunt servanda" (umów należy dotrzymywać). Jeden z nich to polityk swego czasu wydobyty z głębokich rezerw, drugi to klient salonów, któremu wydaje się, że jest politykiem.

Zacznę przewrotnie od tego drugiego. Wódz i przywódca to wyśmienity, oczywiście we własnym mniemaniu. Zastanawiałem się, czy celowo, niczym Konrad Wallenrod, czy przez głupotę i pychę rozwala własną organizację od wewnątrz. Ogarnia mnie zdumienie, jak ludzie w większości światli i nade wszystko mocno doświadczeni życiowo maszerują w takt batuty takiego wodza, a on, patrząc na nich z ironią i w pełnym przekonaniu o swojej wielkości (widzę to oczyma wyobraźni), podśpiewuje sobie, nucąc słowa noblisty: "Tylko przez nich, co skaczą, mizdrzą się i chwalą. Czuję, że jestem: ogniem, krzemieniem i stalą".

Teraz zajmę się tym pierwszym. Jest w wyniku demokratycznego wyboru obywateli głową państwa i należy to bezwzględnie uszanować przez szacunek do własnego kraju i urzędu. Jako prezydent RP jest strażnikiem Konstytucji RP i winien mieć baczenie na równe traktowanie obywateli, niestety obecnie stoi na straży "równiejszych". Ponadto chce być postrzegany jako prezydent wszystkich Polaków, a okazuje się, że z powodu własnej gnuśności nawet nie jest w stanie dotrzymać danego słowa swoim sympatykom.

Dwukrotnie obaj podpisywali w świetle fleszy umowy, w których zawarli deklarację zmiany ustawy emerytalnej.

Obaj zapadli na amnezję i za przykładem kibiców można sobie zanucić: "Stażowicze, nic się nie stało, nic się nie stało, stażowicze, nic się nie stało", no może się was troszkę wyrolowało.

Ktoś powie, że to tylko polityka, ale dla nas oczekujących na sprawiedliwość i przywrócenie praw nabytych - życie, a tym nikt nie ma prawa żonglować.

Tadeusz z Koszalina

 Piszcie, komentujcie: listy@wyborcza.pl

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.