Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Po lekturze listu pani Margaret, a także inspirowany wcześniejszym felietonem pani Elizy Michalik i odpowiedzą Zakonnika, z trudem przełamując własną zasadę nieuczestniczenia w publicznych dyskusjach, z dużym trudem, podkreślam, napisałem dziesięć punktów, zbieżność ilości nieprzypadkowa, w których wymieniam fakty, uzasadniające, wg mnie wystarczająco, że Kościół katolicki nie ma moralnego prawa uzurpować sobie wiodącej czy nawet jakiejkolwiek roli w kulturze chrześcijańskiej. Rozwinięcie tych faktów to materiał na pracę naukową, ale każdy może je sobie sprawdzić wedle uznania.

Pozwoliłem sobie na kilka osobistych komentarzy, nie mogłem się powstrzymać, to silniejsze było ode mnie, ale podstawowe założenia opierają się na ogólnie dostępnej wiedzy, która z założenia powinna być obiektywna.

Aby nie przestraszyć tym wstępem osób wierzących, informuję, że wychowałem się w katolickiej rodzinie, odebrałem sakramenty, z wyjątkiem dwóch, do tego jestem z Górnego Śląska, tradycyjnie wierzącego regionu Polski. W ogóle mi to nie przeszkadzało. Wówczas nie było to takie… nachalne.

Kiedy pierwszy raz, w średniej szkole, przeczytałem ciurkiem wszystkie cztery Ewangelie, utonąłem w fazie głębokiego zdziwienia, na długi okres. Tak bardzo się różniły od tego, czego słuchałem z ambony i na katechezie.

Chciałbym dołączyć do dyskusji.

Kościół katolicki sprzeniewierzył się Bogu, fałszując m.in. fundamentalny dokument, jakim jest Dziesięcioro Przykazań. Tora, tradycyjnie przepisywana przez pokolenia bez jakichkolwiek poprawek, podaje tekst przykazań całkiem odmienny od Wulgaty, i to w pryncypialnych kwestiach. Św. Hieronim bardzo się starał, żeby znaleźć kompromis między stanem aktualnym Kościoła katolickiego a treścią hebrajską i grecką. Pewnie sam się wiele razy zdziwił. Dziś już niewiele z jego oryginalnego tłumaczenia zostało. Właściwie to nawet nie wiadomo, ile św. Hieronima jest w obecnych wersjach Biblii, bo setki średniowiecznych poprawiaczy wiedziało lepiej, co powiedział Chrystus i jak gorzał krzak gorejący. Słudzy Kościoła katolickiego przetransponowali odpowiadające im wartości do Pism Świętych, aby zachować swoje status quo.

Kościół katolicki sprzeniewierzył się nauce Chrystusa, tworząc absurdalne prawa i obowiązki często bezpośrednio sprzeczne z treścią Ewangelii.

Pełna hipokryzja wylewa się praktycznie z każdej kanonicznej działalności Kościoła; krótkie przykłady: w Wyznaniu Wiary, a więc w oświadczeniu woli o przyjmowaniu warunków w nim zawartych, jest zapis: wierzę… w ciała zmartwychwstanie. A kapłani celebrują pochówki kremacyjne. Dogmaty są już z nazwy aroganckie, bo przypisują Watykanowi ocenę zdarzeń równą boskiej, nieomylną, jedyną. I dogmat o nieomylności papieża jest tu tylko komicznym dopełnieniem. Spowiedź, wiwisekcyjny i wywiadowczo-operacyjny wymysł Soboru laterańskiego jest jedną z najbardziej niemoralnych i zakłamanych procedur katolickich. Propaguje postawę, wg której możesz dopuścić się grzechów, bo się potem z nich wyspowiadasz, i po spowiedzi nadal także samo grzeszyć możesz, bo w pamięci jest możliwość rychłej kolejnej spowiedzi, i tak w kółko, całe życie.

Sumienie niepotrzebne. Zmieniać swoje życie, kształtować charakter, eliminować „złe uczynki”? Po co? Do spowiedzi!

Reformy gregoriańskie wprowadziły celibat księży w celu ochrony majątku przed procesami spadkowymi fortun biskupich i papieskich, co oczywiście nie przeszkodziło im w posiadaniu dzieci, o czym w pkt. 4.

Przykazania kościelne, Sakramenty, Pięć Prawd Wiary nie mają żadnego oparcia w Ewangeliach, żadnego oparcia w tradycji pierwszych gmin chrześcijańskich, nie chronią wiernych, narzucają dodatkowe obowiązki. Wszelkie posty umożliwiały karanie za nieprzestrzeganie. Celem proceduralnych regulacji katolickich jest jedynie umocnienie władzy nad wiernymi Kościoła.

Prześladowania i ludobójstwo chrześcijan, dokonane przez Kościół katolicki, przewyższa skalą i okrucieństwem Nerona i wszelkie inne zbrodnie przeciw chrześcijanom na przestrzeni dziejów - razem wzięte. Męczeństwo chrześcijan za Nerona jest powszechnie znane (zapewne Sienkiewicz ma tu spore zasługi) i piętnowane, słusznie. Tylko że Neron chrześcijaninem nie był, w Jezusa nie wierzył i traktował chrześcijan jak nową sektę wyznającą jakiegoś Nazarejczyka. A Kościół katolicki, a więc wyznający chrześcijańskie wartości, bezpośrednio, za pełnym przyzwoleniem zamęczył i wymordował większość pozakatolickich chrześcijan w Europie. Jeden z profesorów seminaryjnych na powyższy argument, w trakcie rozmowy, powiedział mi, że takie czasy wtedy były. A więc w tych czasach obowiązywał inny tekst Ewangelii? W Średniowieczu w Ewangeliach było: torturuj i morduj nieprzyjacioły swoje?

Jan Hus, negując jedynowładczą pozycję Kościoła katolickiego i postulując powrót do prostoty pierwszych chrześcijan, bez hierarchii i władzy, został spektakularnie spalony, a Wojny Husyckie spustoszyły Europę Środkową.

Bo władzy trzeba było bronić ogniem i mieczem, a wiara gdzieś tam się zapodziała w mrokach przeszłości.

Morderstwa polityczne, korupcja, degrengolada moralna, trudne do porównania w historii świata, mające miejsce przede wszystkim w stolicy apostolskiej, ale z konsekwencją maszyny administracyjnej również w biskupstwach, parafiach, zakonach, były niewiarygodne. Za czasów Borgiów papież Aleksander VI uznał prawnie co najmniej dziewięcioro swoich dzieci, wśród nich Cesara Borgię będącego inspiracją dla Machiavellego. O historii Vannozzy Cattanei to się aż nie chce pisać.

Lektura dziejów papiestwa to lista zbrodni, wyuzdania, przekupstwa, morderczych intryg pałacowych, a nade wszystko braku jakiejkolwiek łączności z ideą chrześcijaństwa.

Bezprecedensowe w historii bestialskie wymordowanie ludności cywilnej w trakcie krucjat, których cel de facto był ekonomiczny.

Ludobójstwo Indian w trakcie konkwisty, wspierane przez Kościół, ze szczególnym niechlubnym uwzględnieniem Jezuitów. Cel ekonomiczny.

Cicha zgoda na wzrastające poparcie dla Hitlera i nazizmu, głośna zgoda na zbrodnie Niemców w trakcie wojny. Pius XII się zakiwał w koncepcjach politycznych, bo od półtora tysiąca lat w tym miejscu uprawiało się politykę samostanowienia i o najprostszych wartościach chrześcijańskich zapomniano. Nie wiem, czy Pius XII miał szansę poznać twórczość Antoniego Słonimskiego, ale chyba nie trzeba czytać poetów, aby na wszelki wypadek zachować się przyzwoicie. Historycy napisali raport o zachowaniu Piusa XII wobec holocaustu, który przeczytało pewnie kilkaset osób.

Po wojnie Watykan udostępnił swoje źródła i zorganizował kanał przerzutowy dla najbardziej poszukiwanych zbrodniarzy nazistowskich uciekających z Europy.

Ludobójstwo w Rwandzie, gdzie w ciągu trzech miesięcy wymordowano ponad 800 000 ludzi, najstraszniejszy moment w całej ludzkiej cywilizacji od jej początku, odbyło się przy niejasnym i wątpliwym stanowisku Kościoła katolickiego. Co do postawy arcybiskupa Hosera nie wypowiem się obiektywnie, bo oczywiście nie znam faktów. Subiektywnie uważam, że powinien tam zostać z wiernymi, i nawet polec, jak przystało na duszpasterza, taka jego rola, aby wspierać do końca wiernych w najtrudniejszych chwilach. Jeżeli jednak się przestraszył i uciekł, to jest to ludzkie i zrozumiałe, tylko trzeba to powiedzieć, z pokorą, której duszpasterze nas uczą, zaiste.

Po stuleciach zbrodni i kłamstw, kiedy już się nie da palić i mordować, Kościół katolicki, jako organizacja, dokonuje najohydniejszych deprawacji, jaką jest pedofilia. Na ten temat napisano już bardzo dużo. Ja napiszę tylko tyle: jakby pierwszy stwierdzony przypadek pedofilii kapłana został ujawniony, poinformowano by organy ścigania, ksiądz natychmiast zastałby wydalony z kapłaństwa i skazany po przeprowadzeniu śledztwa, to dziś tych przypadków byłoby skrajnie mniej lub w ogóle by ich nie było. Ale arogancja i hipokryzja już dawno wydłubała oczy hierarchom. Dlatego obecna sytuacja z pedofilią kapłanów to bezsporna wina Kościoła katolickiego jako organizacji.

A wystarczyło postępować uczciwie, normalnie, jak należy.

Ostatni punkt dotyczy naszego, polskiego Kościoła.

Niezależnego od papieża, bo przecież nasi biskupi woli papieża nie wykonują. Niezależnego od polskiego prawa. Niezależnego od społecznych norm uczciwości, rzetelności i wspomnianej przyzwoitości.

Powszechny w zakonach (i nie tylko) mobbing i molestowanie, malwersacje, przestępstwa podatkowe, przestępstwa przeciwko prawu bankowemu nie są zgłaszane, pomimo obowiązku prawnego (w określonych sytuacjach). Księża pracują w szkołach niezgodnie z rozporządzeniem MEN, nie posiadając kwalifikacji pedagogicznych. Każda parafia, dekanat, biskupstwo przekracza prawo w zakresie RODO (chyba że gdzieś jakiś mądry ksiądz pytał o zgody na przetwarzane i przechowywanie danych, nie słyszałem o takim przypadku, jeśli się zdarzył, przepraszam tego mądrego księdza). Komisja Majątkowa przez lata działała jako organ niekonstytucyjny (m.in. niezachowanie zasady dwuinstancyjności). Przypadki pedofilii, molestowania są rozpatrywane przez jakieś ciągle powstające twory administracyjne Kościoła, kiedy w Rzeczypospolitej Polskiej pedofilia i molestowanie są ścigane przez polskie prawo i instytucje do wykonywania tego prawa powołane.

Kościół katolicki w Polsce jest eksterytorialny prawnie. I moralnie.

Ktokolwiek wierzy w proste i przejrzyste przesłanie chrześcijaństwa, nie potrzebuje do tego żadnej organizacji. A już na pewno nie Kościoła katolickiego.

Ze szczerym szacunkiem do wszystkich czytających

Tomkul (nazwisko znane redakcji)

Czekamy na kolejne głosy: listy@wyborcza

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.