Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Jestem mamą ucznia szkoły podstawowej w woj. zachodniopomorskim. W naszej szkole przerwy są rotacyjne i nie mam o to pretensji, ale nie podoba mi się noszenie maseczek podczas przerw.

Dzieci wchodzą do szkoły w maseczkach, zdejmują je w klasie. Te raz użyte maseczki powinny być utylizowane, tymczasem dzieci je zakładają na 3 kolejne przerwy.

Korytarze nie są wietrzone ani ozonowane, klasy myje się środkami dezynfekcyjnymi, które moim zdaniem szkodzą środowisku naturalnemu. W szkole stworzono izolatkę, ale jeżeli np. rodzic nie odbierze telefonu, szkoła ma wzywać karetkę, dziecko wywiozą na testy, nie wiadomo dokąd, bez kontaktu z rodzicami.

Nie wyobrażam sobie takich sytuacji, jak się będzie czuło w ten sposób potraktowane dziecko?

Nasza pani dyrektor się boi, bo jest stara (to są jej słowa), ale bójmy się z głową, bo noszenie maseczek może zaszkodzić młodemu organizmowi, który się rozwija i potrzebuje tlenu do rozwoju.

czytelniczka

Czekamy na Wasze opinie, komentarze. Piszcie:listy@wyborcza.pl

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.