Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

W "Wyborczej" z 2 września Michael Meyer-Resende, dyr. wykonawczy berlińskiej NGO Democracy Reporting International, przestrzegał przed częstym dziś zjawiskiem, kiedy to przeciwstawia się demokrację liberalną „demokracji nieliberalnej”, co sugeruje – pisze autor – „że demokracja może mieć różne oblicza, jedno bardziej konserwatywne, inne bardziej postępowe. I jest to dokładnie to, do czego chcą nas przekonać dyktatorzy. Tymczasem demokracja jest tylko jedna. Jej rolą jest chronić podstawowe prawa i wolności, w ramach których wyłaniana w powszechnych wyborach władza może realizować swoją politykę, czy to konserwatywną, czy postępową”.

O tym, że „demokracja jest tylko jedna” i że absurdalne są wszelkie przymiotnikowe pojęcia „demokracji”, a zupełnie groteskowe poważne nad nimi się zastanawianie, pisałem do „Wyborczej” w kilku (nieopublikowanych) listach.

Rozumiem i akceptuję zasadę, sprzed 60 chyba lat, sformułowaną przez McLuhana, że „the medium is the message”, i wiem, że znaczenie przekazu określa znaczenie przekazującego, więc jasne jest, że w obronie demokracji skuteczniej wypowiada się ktoś, kto ma „wagę”, bo list zwykłego czytelnika zazwyczaj mija bez echa (o ile nie dotyczy jakichś spraw czysto praktycznych). Natomiast ubolewam, że taki głos pojawia się na łamach „Wyborczej” tak późno, a co gorsza, jest odosobniony.

Cały czas bowiem, i to nie tylko w „Wyborczej”, ze staraniem godnym lepszej sprawy, dzieli się włos na czworo, rozpatrując najróżniejsze wersje 'demokracji', opatrując je przymiotnikami, kwalifikując je

To  dowodzi, że niestety również wśród autorów „Wyborczej” zdaje się dominować przekonanie, że demokracja polega tylko na tzw. wolnych wyborach (nawet jeśli nie są one wolne), a praworządność i liberalizm, czyli wolność, są tylko przygodnymi cechami, które mogą, ale nie muszą, w różnym stopniu, towarzyszyć „prawdziwej demokracji”.

Nie ma chyba przekonania bardziej odpowiedzialnego za dominację autorytaryzmu w świadomości społecznej niż takie formalistyczne, wąskie, ograniczone rozumienie demokracji. Wybory bez rządów prawa i bez wolności to nie demokracja.

Pozwolę sobie więc na nieco tylko zmodyfikowany autocytat z mojego listu do „Wyborczej” sprzed trzech lat: „Demokracja jest jedna, głupcze!”.

Piszcie: listy@wyborcza.pl


 

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.