Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Czy znają państwo dowcip o kłótni Davida Copperfielda i celnika o to, który z nich potrafi zrobić lepszą sztuczkę? Proszę sobie wyobrazić, że 3 września 2020 r. sztuczkę wielokrotnie większą zrobi minister zdrowia. Tego dnia olbrzymia część chorych, zakażonych, podejrzanych o zakażenie ozdrowieje jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.

Rozporządzeniami (Dz.U. 2020. 1505, 1506) z 1 września 2020 r. minister zdrowia i Rada Ministrów wywracają niemal cały system kwarantannowo-izolacyjny, jaki przez ostatnie tygodnie i miesiące wypracowywały w bólach inspekcje sanitarne oraz poddani ich nadzorowi pacjenci. Wbrew najpowszechniejszemu komunikatowi istotą zmiany nie jest zmiana długości kwarantanny czy izolacji.

Od chwili wejścia w życie rozporządzenia niemal cały ciężar nadzoru nad osobami w izolacji domowej przejdzie ze służb sanitarnych na lekarzy (głównie podstawowej opieki zdrowotnej) - to lekarz będzie decydował, kiedy skończy się izolacja chorego. Co gorsza, podstawą do wyjścia z izolacji czy kwarantanny nie będzie test diagnostyczny, gdyż testy te przestały być obowiązkowe.

Zmiana długości kwarantanny nie jest niczym niezwykłym, gdyż zapewne większość kwarantann w ostatnim czasie kończyła się w podobnym terminie. Było to spowodowane tym, że od ósmej doby były przeprowadzane testy diagnostyczne każdej osoby w kwarantannie. Teraz jedynym kryterium w przypadku braku objawów jest upływ czasu (swoją drogą, brak jakichkolwiek wytycznych, co robić, gdy jakieś objawy wystąpią). Natomiast nowością jest wprowadzenie automatycznego zwolnienia z izolacji w warunkach domowych po upływie 13 dni (10 dni w przypadku braku objawów).

Oczywiście teoretycznie lekarz może izolację przedłużyć. Rozwiązanie raczej dyskusyjne, biorąc pod uwagę, że to pacjent ma się kontaktować z lekarzem, do którego:

a) musi się najpierw dodzwonić,

b) musi chcieć próbować się kontaktować.

Testy? Nie ma obowiązku, więc zależy, czy lekarz je zleci i czy pacjent znajdzie laboratorium, które mu ten test wykona.

Dlaczego minister jest świetnym magikiem? Bo przepisy przejściowe skracają wszystkie kwarantanny i izolacje, w ogóle nie biorąc pod uwagę aktualnego stanu zdrowia pacjentów. Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki wszyscy chorzy staną się ozdrowieńcami.

A jaki jest problem z przejęciem odpowiedzialności za pacjentów przez lekarzy? Niewielu lekarzy zdaje sobie sprawę z tego, że od dłuższego czasu mogą zlecać przeprowadzenie testu diagnostycznego w stronę SARS-CoV-2. Pacjenci tych, którzy o tym wiedzą, najczęściej mieli problem z wykonaniem takiego testu, nie było gdzie (przynajmniej nieodpłatnie) - wymazobusy wojewodów obsługiwały osoby w izolacji, które nie mogą opuszczać domów, punkty pobrań w szpitalach były przeznaczane głównie dla osób w kwarantannie, a ich praca była w znacznej mierze organizowana przez lokalne inspekcje sanitarne.

Dla pacjentów ze skierowaniami od lekarzy raczej nigdzie nie było (przynajmniej łatwo i nieodpłatnie) miejsca. Oczywiście zmiana jest możliwa, ale ile wysiłku pacjentów i lekarzy będzie kosztowała? Jakie obecnie doświadczenie w obsłudze machiny testowej mają lekarze? Poza szpitalami jednoimiennymi albo zakaźnymi zapewne niewielkie.

Wreszcie zmiana o potencjalnie największych skutkach. Nowe rozporządzenie, usuwając obowiązek testów (dla pacjentów podejrzanych o zakażenie), powoduje, że od 3 września przestajemy mieć mniej więcej wiarygodny wgląd w sytuację epidemiczną szerszej grupy ludzi, a zaczynamy zbierać informacje o tym, ile osób miało objawy podobne do SARS-CoV-2.

W ten oto sposób magicznie "uzdrowimy" kilkadziesiąt procent obecnie chorych (tych czekających nadwa kolejne ujemne testy, ale będących dłużej w izolacji niż 13 dni) i zmniejszymy liczbę wykonywanych testów (w pierwszym okresie zapewne bardzo drastycznie), zmniejszając jednocześnie (choć niestety pewnie tymczasowo) liczbę nowozakażonych.

czytelnik (nazwisko znane redakcji)

Czy czytelnik ma rację? Czy raczej minister postępuje racjonalnie. A może chodzi o pieniądze i oszczędności na testach. Czekamy na Wasze komentarze. Bardzo liczymy na lekarzy, jak oni to widzą. Piszcie: listy@wyborcza.pl

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.