Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Z uwagą przeczytałem artykuł Elizy Michalik „Prawdziwego Kościoła katolickiego w Polsce już nie ma”. To rzeczywiście bardzo mocny tekst, w wielu miejscach prawdziwy. Jednak jako członek „gromady dziwnych facetów w sukienkach, którzy żyją w męskiej komunie…”, „obżarłszy się i opiwszy bez umiaru”, jak na prawdziwego klechę przystało, nie próbując powstrzymać nawet odrobinę mej „skrajnej chciwości i rozwiązłości, jak i bezmiernego nieumiarkowania”, postanowiłem napisać co nieco, by dodać swoje pięć groszy.

Zakonnik do Elizy Michalik: Sam wstydzę się za niektórych spośród moich braci za klasyczne politykierstwo

Nie zamierzam jednak odpowiadać „jadem” na „balsam”  strumieniami spływający z Pani wypowiedzi. Na początek chciałbym przytaknąć niektórym stwierdzeniom zawartym w Pani artykule.

Nie jest Pani jedyną osobą, której nie podoba się zaangażowanie, nazwijmy to, społeczno-polityczne wielu kapłanów, bo to chyba o nich Pani pisze, mówiąc o Kościele, bo przecież nie o zwykłych ludziach ochrzczonych, którzy wybrali życie wiarą, wszak „mają prawo żyć według własnego uznania”. Sam jako ksiądz wstydzę się za niektórych spośród moich braci za klasyczne politykierstwo, które faktycznie sączy się czasem z ambon w niektórych kościołach, o zaciszach plebanijnych jadalni czy zakonnych sal wspólnych nawet nie wspomnę. Tam nienawiść do osób LGBT czy do polityków opcji innej niż jedyna słuszna w naszym kraju nie sączy się, lecz wylewa się czasem szerokim strumieniem. Nienawiść do kogokolwiek – również reprezentowana przez wielu kapłanów, tu ma Pani stuprocentową rację – też zawstydza mnie jako księdza. Jest oczywiste, że przestępstwa seksualne wobec dzieci i młodzieży nie powinny mieć miejsca, a jeżeli już się zdarzają, to winnych należy sprawiedliwie ukarać. W tym wszystkim zgadzam się z Panią w stu procentach… I dziękuję, że z taką odwagą i dosadnością pisze Pani o tym.

Nie ma obowiązku przynależenia do Kościoła katolickiego

Z drugiej jednak strony zastanawia mnie fakt, że od dwóch tysięcy lat wspólnota Kościoła budzi emocje… głównie jednak wśród tych, którzy nie mają z nią nic wspólnego. O Kościele jest głośno głównie dzięki tym, dla których Ewangelia jest „zgniłą treścią”, a inne prawdy wiary katolickiej (w które przecież nie trzeba wierzyć, bo jesteśmy wolni) „wymyślonymi bzdurami” i „wmawianiem każdemu, że z nim jest co nie tak”. Zaskakujące jest to, jak wiele do powiedzenia o Kościele mają ci, których „rytuały, obrzędy, kadzidła, dzwony, procesje, wypasione kiecki liturgiczne napawają obrzydzeniem”.

Przypomnieć pragnę, że nie ma obowiązku przynależenia do Kościoła katolickiego – nikt nie zmusza do chrztu, do bierzmowania, spowiedzi czy sakramentalnego małżeństwa (nie licząc babci, która testamentalny zapis pokaźnego majątku na rzecz wnuka uzależnia od jego „kościelnego” ślubu). Nie trzeba słuchać „kościelnych hipokrytów i faryzeuszy”, na dodatek „niedouczonych” i „oderwanych od rzeczywistości”. Każdy ma prawo żyć tak, jak chce – byleby innych nie krzywdził. I znów się z Panią zgadzam.

O czym rozmawiają księża

Nie zgadzam się jednak z tym, że wszystkich – to znaczy kapłanów, zakonników, siostry zakonne, a przede wszystkim rzesze ludzi świeckich – wrzuca Pani do jednego worka, zastrzegając jednocześnie, że „dobrych księży nie ma”. Obawiam się, że różne mamy kryteria owej „dobroci”, a Pani, jak osoba stawiająca się poza wspólnotą Kościoła, ma chyba jednak te niewłaściwe. Fakt, nie wiem, czy odważyłbym się nazwać któregoś z moich kolegów „dobrym księdzem”, bo jestem przecież nikim, by to oceniać, zwłaszcza że nigdy nie znam czyichś motywacji i tego, co kryje się w jego głowie i sercu. Wiem jednak, że jest mnóstwo księży, których cała ta szeroko rozumiana polityka obchodzi tyle, co Panią perychoreza trynitarna. Ostatnim tematem naszych rozmów jest próba dowiedzenia, czy lepszy jest Trzaskowski, czy jednak Kaczyński, jak i to, co „mądrego” wymyślą biskupi na temat osób LGBT. Proszę mi wierzyć (a przynajmniej spróbować, mimo braku wiary), że wielu z nas interesuje przede wszystkim Ewangelia i praca z ludźmi dająca radość i satysfakcję. I proszę nie myśleć, że jestem młodym idealistą, bo najmłodszy już nie jestem, a z ideałów dawno się wyleczyłem. Została proza życia, niezwykle piękna proza...

Podsumowując moją nieuczesaną trochę wypowiedź, dziękuję za wskazywanie błędów i wypaczeń, które nie powinny mieć miejsca – to jasne. Proszę jednak o nieco więcej dziennikarskiego obiektywizmu lub powstrzymanie swojej nienawiści do wszystkich wierzących, bo przecież – jak sama Pani pisze – chodzi o to, by nie „kreować wrogów, różnic, nienawiści i nie tworzyć w ludziach sztucznego poczucia oddzielenia”.

Z wyrazami należnego szacunku

Kapłan zakonnik, Warszawa

PS Adres mailowy to oczywiście fake, bo nie mam ochoty tłumaczyć się przed moimi kościelnymi zwierzchnikami z tego, że czytam "Wyborczą". W ślubach zakonnych nie było nic o tym, że mam czytać wyłącznie "Nasz Dziennik" i "Gościa Niedzielnego", więc... czytam.

Czekamy na Wasze opinie i komentarze. Piszcie: listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.